Superfoods na podróż - Koossa smakuje

Ilekroć jadę w podróż staram się wziąć ze sobą jakąś wałówkę bądź zaplanować na posiłki w miarę mądrze, ale zdrowo. Nie wiem jak wy, ale mój organizm się dosłownie broni po kilku dniach jedzenia wszelkich wytworów "instant" i błaga o pomidora :P

Ostatnio dość filozoficznie stwierdziłam, że żeby mieć coś swojego "sprawdzonego" (jak np ja fryzjerkę), to trzeba jednak spróbować danej rzeczy z kilku źródeł, aby z czystym sumieniem stwierdzić TAK, TO TEN. /no dobra, niektórym udaje się to za pierwszym razem, przy czym dla mnie nie jest to dość obiektywne/.

Podczas sporadycznych zakupów w różnych dyskontach typu Lidl czy Rossman można natrafić na fajne okazje cenowe, które pozwalały mi zasmakować tych wszelkich "superfoods".

Oczywiście, staram się unikać dań z glutenem. Dlatego wszelkie makaronowe zupki, tak dotychczas przez mnie uwielbiane, omijam szerokim łukiem i dorzucam grosza do czegoś "lepszego".

No właśnie. Czy na pewno lepszego?
Mogę Wam z czystym sumieniem polecić /w tym wpisie/ aż trzy produkty, które udało mi się posmakować i stwierdzam, że dobre. I smaczne. I nie czułam się jak po zjedzeniu połowy tablicy Mendelejewa. 

Do góry widzicie VIFONa. Skusił mnie ten ryż. Do wyboru miałam jeszcze ostry, ale moje dość delikatne kubki smakowe stwierdziły, że może nie tym razem :P
Zaskoczyło mnie w środku to, że wkład z mięskiem był osobno w specjalnym opakowaniu przypominającym wyglądem pasztet :D Po przyrządzeniu - nie pamiętam dokładnie jak, ale na pewno obyło się bez dodatkowego gotowania - tylko proste zalanie wodą - mogłam posmakować smacznego ryżu z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym. To było super. Naprawdę! Niestety, nie sprzedają tego w regularnych sklepach typu Biedronka, ale jakbyście widzieli to jest to dość optymalną opcją do zabrania w góry :)
Minusem może być tylko wielkość, bo nie da się tego w żaden sposób skompresować. Chyba, że.. przepakujesz zawartość do czegoś mniejszego, a danie przygotujesz w swojej menażce ;)



Następnym daniem, które próbowałam, była ta kasza.
Też była całkiem smaczna, a ja dodatkowo urozmaiciłam ją sobie dodatkami w postaci mięska i jakiegoś warzywka.
Nie była ona również w żaden sposób trudna do przyrządzenia. Muszę tylko przyznać, że troszkę kosztowała ta paczuszka. Dorwałam ją wprawdzie na promce, ale nie wiem, czy normalnie bym ją sobie kupiła ;)










Ostatnim produktem, który zjadłam sobie na obiad dzisiaj jest ta kasza. Dorwana na promce w Rossmanie również nie należała do najtańszych. Była również troszkę trudniejsza w przygotowaniu, gdyż po zalaniu jej wrzątkiem musiałam ją gotować jeszcze przez następne 7 minut (czyli tutaj do wyparowania wody) nieustannie mieszając kaszę i prawie ją przypalając :P
Zaskoczyła mnie również tym, że nie ma napisane, że jest ostra, a ma w sobie suszoną kolendrę, imbir oraz papryczkę chilli. Dopiero po pierwszym kęsie moje kubki smakowe się odezwały :D
Ja sobie dodałam do porcji pokrojonego kabanosa. Taka porcja myślę, że zaspokoiła mnie na dwie godziny i fajnie by mnie rozgrzała, gdybym chodziła właśnie po zimnym szlaku. Mężczyzna musiałby zjeść takich porcji z 5, aby się najeść :P

zdjęcie mi się nie chce odwrócić ;P

No cóż. Myślę, że na pierwszy rzut to tyle. Polecam Wam szukanie takich promocji na superfoods, bo można złapać małe co-nieco w góry, które Was nie struje :)
I mam jeszcze jedną cenną uwagę: ŻADNA FIRMA PRZEDSTAWIONYCH PRODUKTÓW NIE ZAPŁACIŁA MI ZA NAPISANIE POSTA O JEGO SUPERFOODS. Zrobiłam to sama z siebie, bo uważam, że warto się dzielić smacznymi rzeczami, które mogą również być ciekawymi sposobami na zapasy w podróży :)

Smacznego! :)

0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.