Mój pierwszy SLOT

fot. Ola Zawada
To będzie długi wpis. Ale wybitny, piękny i pełen sentymentalnych wzruszeń. Zdjęcie takie nie bez powodu. Podpowiem, że jego bohaterką to wokalistka Mikromusic. Ale o tym później.

Może zacznę od tego, dlaczego pojechałam?
O Slocie słyszałam już od dobrych kilku lat. Wszyscy zachwalali, Ci, którzy jeździli jako wolontariusze wspominali ciężką pracę, ale ogólnie wszyscy pozostawiali po swoich opowieściach smaczny zapach. Przygoda.

Pomysł zrodził się, gdy szukałam możliwości praktyk na bycie managerem sceny. Akurat moja przyjaciółka z pracy, M., od wielu lat jest w ekipie backstage'u Dużej Sceny, dlatego propozycja pojawiła się dość szybko. Jednak.. jak już gdzieś jadę, to wolę wcześniej pojechać jako uczestnik i posmakować, czym to jest. Niestety, nie potrafiłam się powstrzymać i szybko trafiłam pod skrzydła Gosi J., która zajmowała się (nie wiem, czy akurat "w tym roku") Strefą Inicjatyw Społecznych. Co to za strefa? Zbiór chętnych Fundacji oraz Stowarzyszeń, które chcą pokazać czym się zajmują i w jaki sposób robią dobro. Gosia zgodziła się stworzyć dla mnie ultra lekki profil wolontariusza tak, abym jako pierwszak, mogła również ze Slotu skorzystać.


Na miejscu pojawiłam się już w niedzielę, 2 lipca. Jechałam z M i w prawdzie miałyśmy trzy godziny "obsuwy" - bo trzeba zjeść, bo trzeba sprawdzić, czy wszystko zostało zabrane, bo trzeba kupić trytytki, bo prosili, bo siusiu - jednak to była nasza wewnętrzna obsuwa ;)

Przyjechałam też trochę na gotowe, bo moja współnamiotorka - Marta - będąc w innej ekipie wolontariackiej - przyjechała jeszcze wcześniej, namiot rozstawiła, materac nadmuchała i do tego pożyczyła ciepłą owczą kołderkę, która nas uratowała w nocy. Ale o tym później.

Ciekawie było tak obserwować, jak wszystko się buduje. Całość ma miejsce na terenie starego zespołu Poklasztornego Cystersów. Słowem jednym: cud architektoniczny. Zabytek najwyższe wagi! A w tym wszystkim my - z taśmą, nożyczkami, ławami, stołami, namiotami - i innymi pierdołami - z pomysłem na duży festiwal. /matko, brzmię, jakby robiła go sama :P/

Na miejscu spotykałam wieeeeele ciekawych ludzi. Zabawnych i poważnych, kreatywnych oraz szalenie kreatywnych. Z całej Polski, a nawet zza granicy!
ah Ci medycy

A co ja sama przeżyłam na Slocie? Co on mi dał? a raczej, co ON mi dał :)
  • doświadczyłam super Bożego prowadzenia. Jestem pewna, że gdy jestem w trasie - czy to autostop, czy wyjazdy, to Bóg najbardziej się objawia, mówi i prowadzi,
  • nie macie, bo nie prosicie - ile rzeczy otrzymałam od ludzi! Bo rozmawiałam, bo poznawałam, bo byłam ciekawa ich życia. 
  • Bóg spełniał moje marzenia w taki sposób, że gdy sobie o nich pomyślę teraz, to na moją twarz wpełza przeogromny uśmiech-banan :) :) :)
  • ilu rzeczy się nauczyłam! a jaką mam listę rzeczy "do nadrobienia na slocie" na przyszły rok!
  • żartowałam i grałam z ludźmi. i z chłopakami z foodtracków /pozdrawiam Zapiexę oraz BigPaluch/
  • starałam się nie utrudniać, ale pomagać - szczególnie, gdy na każdym możliwym przejściu ochroniarze domagali się Twojej plakietki, to potem ją wysoko na wysokości ich oczu trzymałam ;)
  • poznałam niesamowite Fundacje, Organizacje oraz Stowarzyszenia na mojej strefie, które robią świetne projekty. Każda z nich poczęstowała mnie, przede wszystkim, naklejkami :D A Fundacja Sztuka dla Ludzi miała maszynę do robienia przypinek (tych na agrafkę zapinanych), więc możecie sobie wyobrazić co robiłam połowę slotu :D I dostałam od nich wspaniały kubek! <3
wieszanie wystaw nie jest jednak takie proste..



Moje marzenia spełnione przez Boga. Bo to jest tak, że nawet nie miałam śmiałości, aby zapragnąć tego szczerze swoim sercem. Moje mini marzenia miały raczej kształt luźnej myśli, że coś bym CHCIAŁA. Zachcianka jest zbyt dużym słowem, ale nie potrafiłabym chyba inaczej tego nazwać.
Oto, co mi się przydarzyło na Slocie:
  • Facet, który prowadził zajęcia z Basu, zaproponował mi swoją białą oponkę z napisem "I am second". Szukałam jej już od dłuższego czasu do kupienia, gdyż oglądam ostatnio tę serię na youtube.
  • dostałam list od nieznajomej. W przestrzeni rekreacyjnej na Slocie było takie pomieszczenie zwane ArtRoom'em. Podczas zwiedzania go zauważyłam miejsce do wysłania listu do Nieznajomego. Normalnie kartka, koperta i skrzynka. Oczywiście, nie mogłam nie wypisać listu, a równocześnie pomyśleć "nah, jest nikła szansa, przy 5 tysiącach osobach na Slocie, aby ja również takowy dostała". A tutaj proszę - ostatniego dnia, kiedy kończyłam w mojej strefie napis z nakrętek przyszedł chłopak, który zapytał mnie, czy przyglądałam się dzisiaj slotowym sufitom, bo dla takiej osoby ma właśnie list... YAY! :D
  •  Bóg dał mi siłę, abym w końcu pokonała swoją wewnętrzną barierę i zaczęła skakać. A konkretniej - zamysł był, abym umiała przeskoczyć przez płot. Jaki warsztat wydawał się być najodpowiedniejszym? Le Parkour. Po 20sto minutowej rozgrzewce na korytarzu - zapomnijcie już o posiadaniu czystych stóp oraz byciu rześkim i świeżym :P - rozpoczęliśmy skakanie przez skrzynię /taką, przez którą skacze się również na wf'ie/. Pierwszy podbieg skończył się gwałtownym zatrzymaniem przed skrzynią, po następnych dwóch prowadzący w końcu zorietnował się: "hej, Ty się boisz!" :P Były łzy, był moment, gdzie się już praktycznie ubrałam do wyjścia, ale wiedziałam, że jak teraz zrezygnuję to będzie to moją wielką przegraną. Natchnęły i zmotywowały mnie dwie rzeczy - Bóg i dwie dziewczynki, które najmłodsze z całej grupy przez cały czas skakały. Były one lekko przy kości /nie oceniam, tylko przedstawiam Wam sytuację/ i żadna z nich ani razu nie przeskoczyła poprawnie skrzyni, jednak próbowały one przez CAŁY CZAS! Pomyślałam sobie - Boże, przecież ja powinnam być ufna jak te dzieci! Przy następnym moim rozpędzeniu, zamiast myśleć o przerażającej mnie skrzyni, myślałam o tym, że skaczę dla Boga. I skoczyłam. Raz, drugi, trzeci. Z nogami pod kolanami, z nogami z boku, z nogami z przodu.. ALLELUJAH! :) :) :)
  • byłam ciekawa jak to jest jeździć na monocyklu /takie coś z jednym kółkiem, pedałami i siodełkiem/. Poszłam na warsztat i powiem szczerze, gdybym tak pojeździła przez te kilka dni, to bym się naumiała na tym jeździć :)
  • ciekawość zawiodła mnie również na warsztaty Improwizacji Scenicznej prowadzonych przez Teatr Improwizacji Jesiotr z Wrocławia. Była otwarta propozycja dla warsztatowiczów, aby na zakończenie Slotu wystąpić w Impro Show? To co? Kolejne marzenie spełnione - wystąpiłam w Impro Show z kilkoma warsztatowiczami, chłopakami z teatru i do tego po raz pierwszy miałam mikroport, czyli mikrofon wkładany na ucho (!). Tyle lat oglądania Whose Line'a aż w końcu sama mogłam posmakować improwizacji na scenie :) 
  • na zakończenie opiszę Wam coś, co nawet w życiu nie mogłam sobie wyobrazić, że coś takiego mogłoby kiedykolwiek mieć miejsce.
    Mikromusic to jeden z moich polskich ulubionych zespołów. Miałam przyjemność być już na ich jednym koncercie, a teraz nadarzyła się okazja, aby usłyszeć ich po raz drugi. Kiedyś pomyślałam sobie również, że chciałabym ich poznać. Byłam ciekawa kim są Ci ludzie, wokalistka, która ma głos przynajmniej jak kocyk ;) Odwiedziłam tego wieczora, kiedy Mikromusic grało na scenie, backstage, i kiedy tak sobie siedziałam padło pytanie, czy posiadam opaskę z kwiatkami w stylu hippie, bo wokalistka Mikromusic chciałaby ją pożyczyć. Opaskę miałam w domu, więc zaproponowałam zrobienie wianka. Przypomnijcie sobie teraz zdjęcie z góry postu.. :) :) :) W taki oto sposób poznałam Natalię G, kiedy poszłam dopasować wianek do obwodu jej głowy. Wianek może i nie był moim najlepszym dziełem, a sama do końca nie byłam pewna, czy Natalia zechce w nim wyjść. A jednak - wyszła, zaśpiewała, a w trakcie koncertu.. Zaczęła nagle dziękować za zaproszenie na slot, za wolontariuszy i ich pracę i w sumie "to chciałabym zadedykować teraz piosenkę autorce tego pięknego wianka (!!!!!). Na plakietce miała napisane Kosss.. Koossa :)". I co? I stoję pod tą sceną i ryk. I wzruszenie. Bo to jeszcze moją ich najulubieńszą piosenkę mi zadedykowała /"Bezwładnie"/. Zobaczcie to - ja miałam jakąś tam ulotną zachciankę, aby ich kiedyś poznać. Co Bóg uczynił? Taki scenariusz mi zaserwował, którego w życiu bym nie wymyśliła. Robię jej wianek, ona śpiewa dla mnie piosenkę, a ja ją później przytulam dziękując. 
Z pewnością o czymś zapomniałam. Jednak najważniejsze rzeczy, które wciąż sprawiają (i sprawiać będą jeszcze długo), że uśmiech tak łatwo nie zniknie z moich ust wymieniłam :)

to do mojej strefy w kafejkach nakrętki w taki sposób zbierano ^_^


Poza tym, w mojej strefie zrobiliśmy fajne rzeczy. Nasz korytarz Inicjatyw Społecznych był ciekawym, kolorowym i czasami zatłoczonym miejscem! Nauczyłam się robić girlandy, wchodziłam po wysokiej drabinie oraz ukończyłam robienie wielkiego napisu z nakrętek.
Byłam na kilku występach Impro Show, wspaniałych koncertach, robiłam wystawę z BiG Poster /chłopaki z poznańskiego ASP/ i zostałam kreatywnie zachęcona na następne dni do życia. Szczególnie przez Boga. 


Uratowana w nocy przez wspaniałą Martę miałam super miejsce na nocleg (tydzień w namiocie!), codziennie mogłam posmakować gorącej kąpieli /wyczaiwszy wcześniej godzinę bezkolejkową/ oraz napić się w różnych kafejkach gorącej czekolady z bitą śmietaną /a w Meta-Noi była najlepsza tarta karmelowa z bakaliami <3/.

widok na Wirydarz


Dzisiaj, kiedy kończę ten wpis, wiem jedno: czekam już na następny SLOT :)

możesz się szorować nie wiem jak często - stopy i tak zawsze będą na slocie brudne :D

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.