Zmęczenie materiału


Czasami człowiek musi odpocząć. I nie chodzi mi tylko o koniec dnia, ale myślę, że nie bez powodu powstał weekend. 
Chciałam być kiedyś ogromną patriotką i zastanawiałam się, czy jest jakieś określenie, które nie jest makaronizmem i nazywa koniec tygodnia jednym słowem. Nie ma. Podobno mówiono kiedyś na weekend "wolna sobota". I tyle.

Wracając. Lubię swoją pracę. Ogromnie! Teraz widzę, że Bóg postawił mnie w tym miejscu, a nie innym nie bez powodu. Nawiązywanie nowych relacji, w czym nie mam problemu, rozmowy, ogarnianie spraw. Bajka. Gorzej, gdy moja Bajka trwa cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. A potem znów od nowa. Wtedy, pomimo wielkiej miłości do Bajki, przychodzi zmęczenie materiału. Przychodzi coś, czego nigdy nie miałam i jestem zaskoczona, że się pojawiło. Mianowicie - zapominam rzeczy, zostawiam rzeczy, gubię. I nie lubię tego w ogóle. Moje ciało się buntuje. Mogę być wyspana, bo to nie chodzi o fizyczne zmęczenie. Mój mózg po prostu nie wyrabia na zakrętach psychicznie. Im więcej wrzucam tematów w ciągu dnia, tym bardziej jestem rozkojarzona i gubię nawet słowa! 

Odczułam kiedyś doskonale, że każdy z nas ma własną ilość rzeczy, którą może zajmować się na raz/w jednym czasie. Myślę, że dla mnie byłaby to liczba 4,5 :P 
Czytając książkę, o wolnym podróżowaniu autor dokopał się do badań naukowych, które stwierdzają, że jeżeli planujesz swój dzień bardzo gęsto, tak, że chcesz załatwić bardzo dużo rzeczy, na dodatek z różnych dziedzin, to sam skazujesz siebie na niepowodzenie. Nasz mózg potrafi szybko pracować, ale nie jest powiedziane, że lubi pośpiech oraz szybkie zmienianie tematów. Nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę, że na dłuższą metę jest to ogromnie męczące. I kiedy takiego jednego dnia sobie dzwonię, rozmawiam, potem nagle wskakuję w inny temat, a na końcu jeszcze spotykam się z dwoma innymi osobami, to mam mały chaos. Dzień powinien koncentrować się na maksymalnie 5 rzeczach (przynajmniej mój), które oddzielone są od siebie też jakąś jednostką czasu tak, aby dały czas mózgowi na archiwizację :P Nasz mózg zapamiętuje to co najważniejsze - czy to z rozmowy, wykładu, pracy, spotkania, rzuconego spojrzenia na ulicy.. Oczywiście, każdy posługuje się swoimi własnymi kryteriami, jeżeli chodzi o zapamiętywanie takich rzeczy, ale coś tam zapamiętuje. Im więcej rzeczy w ciągu dnia do ogarnięcia, tym mniejsza szansa, że zapamięta to co właściwe, bo będzie chciał zapamiętać wszystkiego po trochu. Jest różnica przy zapamiętaniu rzeczy z 5 dziedzin/rejonów niż z 10 w ciągu tej samej doby.
Uff, dobra, bo tutaj tak naukowo popłynęłam, a to w większości moje własne odczucia. Chciałabym oczywiście zminimalizować rzeczy, którymi zajmuję się w ciągu dnia, aby po drodze nie mieć problemu z wysłowieniem się, zgubieniem jakiejś rzeczy oraz pomyleniem godziny czy daty. Im większy natłok zadań, tym częściej ponoszę porażki.
Fajnie. Pięknie. Stwierdzony problem mam, to teraz - DO DZIEŁA. Niestety, stan wysokiego ogarniania kilkunastu rzeczy na raz jest czasami nieunikniony oraz uzależniający. Fajnie jest mieć poczucie, że się dużo zrobiło. Mnie jednak czasami przypomina ono uczucie, że próbuję być "jedną dupą na pięciu weselach" ;P

Mało znaczy więcej. Wolniej znaczy.. Piękniej? Lepiej? 

Post ten powstał z tego powodu, że dzisiaj, po dwóch tygodniach pracy non stop, w końcu, chociaż trochę, wypoczęłam. Tak - dzwonili do mnie, ja dzwoniłam trochę, ale udało mi się na chwilę zatrzymać, poleżeć w hamaku, poczytać. Mój mózg zajął się dzisiaj najmniejszą ilością zdarzeń w ciągu dnia, na skali tego miesiąca, jak nie dwóch :)
Byłam wypoczęta do tego stopnia, że gdy pojechałam na zajęcia taneczne wieczorem, to Szaku się pytał, czy coś się stało, że się tak uśmiecham :P Miałam ochotę uśmiechać się do WSZYSTKICH,  a nie byłam zanurzona w myślach, jak zawsze, gdy mam zbyt dużo do ogarnięcia. 

Polecam odpoczynek dla mózgu. Koniecznie.

2 komentarze :

  1. Ej skąd to powodzenie o dupach, bo brzmi znajomo :D
    Swoją drogą to taka bardzo prawda. Może nie mam tyle zajęć co ty, ale odkąd się organizuję w tym swoim kalendarzu, to czasami połowa zostaje przerzucona na następny dzień, a ja siedzę i oglądam jakieś głupie filmy...

    OdpowiedzUsuń
  2. no właśnie :P i jak żyć? :P
    nauka organizacji też zajmuje czas..

    OdpowiedzUsuń

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.