Zapisałam się na studia


Może będziecie się dziwić, co ja tak to przeżywam. A przeżywam. Jestem podekscytowana i zafascynowana, co z tego będzie.
Zaczęło się od tego, że zaczęłam myśleć o tym w marcu, więc aby mieć w czym wybierać zgarnęłam parę folderów z Targów Edukacyjnych. Miał być rok przerwy, który się kończy, to może znajdę coś co mnie poniesie na fali bycia "menago" i jeszcze bardziej rozwinie? 
Są różne ciekawe kierunki. Niektóre na prywatnych uczelniach i kosztują 5,5 klocków za rok, ale myślę, że znalazłam również coś dla siebie na państwowym "Adasiu".
Czekałam. Pytałam Boga czy składać, czy nie składać. Czy iść, czy nie. Czy na pewno mam czas i ochotę pisać magisterkę, i znów łączyć pracę menago ze studiami dziennymi. Nie było odpowiedzi. Postanowiłam zagadać o to mądrzejszych starszych w wierze i polecili mi, aby nie tracić życia i czasu, które dał mi Bóg i zacząć planować, gdzie chcę być za 5 lat. Jakie mam pragnienia? Co chcę osiągnąć? Czy ja wiem, moje pytanie brzmi GDZIE CHCE MNIE BÓG. Kolega z Fundacji słusznie stwierdził: "Ej, Koossa, ale wiesz, może jest tak, że masz iść na studia i ma Ci się nie udać wytrwać, ale czegoś ważnego się wtedy nauczysz? O sobie i życiu". Nie głupie! A ja chciałam zaoszczędzić sobie potknięć, a zapomniałam, że z nich zawsze mnie wyciąga Ten Większy i Mądrzejszy.. 

Ostatnie trzy tygodnie były inne. Zaczęłam nauki planowania. dnia, tygodnia, miesięcy. Trochę mnie zastanawia, jak zareaguje na to moja miłość do bycia spontaniczną i posiadania przestrzeni na totalną wolność, ale myślę, że Bóg to wyprostuje. Codzienna "list-to-do", tygodniowa, miesięczna. Powoli, ale idę. Uczę się, ale idę. Po drodze zaś - pragnienie, aby wrócić na studia. Wczoraj to nawet jak zasypiałam, będąc gdzieś pomiędzy jawą, a jakimś kolejnym dziwnym snem, stwierdziłam dość trzeźwo, że mnie naprawdę tam ciągnie! Na studia!

Kierunek wybrany, zbadany pod kątem opinii znajomych, którzy właśnie go kończą. Opinie wysłuchane oraz przemyślane. Zaczęłam już nawet wstępnie myśleć o tytule swojej magisterki :D
Dzisiaj, gdy miałam wolną godzinę do spania (już dawno przekroczoną), stwierdzam, że jest ona idealna, aby się na studia zapisać. Profil na stronie stwierdził, że moje konto z przed 3 lat już nie istnieje, więc cała zabawa od nowa. "Gdzie ja mam portfel z dowodem?", "Gdzie jest mój odpis maturalny?!", "Gdzie jest mój dyplom?!?" :D Latania po pokoju trochę było, ale jest!
Efekt końcowy - ZAPISAŁAM SIĘ NA STUDIA. Troszkę nie dowierzam, czuję presję. Wiem jednak, że Bóg jest dobry :)
Uśmiecham się do Was szeroko :)
We wrześniu wszystkiego się dowiem :)
Jednak jestem w gorącej wodzie kąpana :P
2

Zmęczenie materiału


Czasami człowiek musi odpocząć. I nie chodzi mi tylko o koniec dnia, ale myślę, że nie bez powodu powstał weekend. 
Chciałam być kiedyś ogromną patriotką i zastanawiałam się, czy jest jakieś określenie, które nie jest makaronizmem i nazywa koniec tygodnia jednym słowem. Nie ma. Podobno mówiono kiedyś na weekend "wolna sobota". I tyle.

Wracając. Lubię swoją pracę. Ogromnie! Teraz widzę, że Bóg postawił mnie w tym miejscu, a nie innym nie bez powodu. Nawiązywanie nowych relacji, w czym nie mam problemu, rozmowy, ogarnianie spraw. Bajka. Gorzej, gdy moja Bajka trwa cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. A potem znów od nowa. Wtedy, pomimo wielkiej miłości do Bajki, przychodzi zmęczenie materiału. Przychodzi coś, czego nigdy nie miałam i jestem zaskoczona, że się pojawiło. Mianowicie - zapominam rzeczy, zostawiam rzeczy, gubię. I nie lubię tego w ogóle. Moje ciało się buntuje. Mogę być wyspana, bo to nie chodzi o fizyczne zmęczenie. Mój mózg po prostu nie wyrabia na zakrętach psychicznie. Im więcej wrzucam tematów w ciągu dnia, tym bardziej jestem rozkojarzona i gubię nawet słowa! 

Odczułam kiedyś doskonale, że każdy z nas ma własną ilość rzeczy, którą może zajmować się na raz/w jednym czasie. Myślę, że dla mnie byłaby to liczba 4,5 :P 
Czytając książkę, o wolnym podróżowaniu autor dokopał się do badań naukowych, które stwierdzają, że jeżeli planujesz swój dzień bardzo gęsto, tak, że chcesz załatwić bardzo dużo rzeczy, na dodatek z różnych dziedzin, to sam skazujesz siebie na niepowodzenie. Nasz mózg potrafi szybko pracować, ale nie jest powiedziane, że lubi pośpiech oraz szybkie zmienianie tematów. Nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę, że na dłuższą metę jest to ogromnie męczące. I kiedy takiego jednego dnia sobie dzwonię, rozmawiam, potem nagle wskakuję w inny temat, a na końcu jeszcze spotykam się z dwoma innymi osobami, to mam mały chaos. Dzień powinien koncentrować się na maksymalnie 5 rzeczach (przynajmniej mój), które oddzielone są od siebie też jakąś jednostką czasu tak, aby dały czas mózgowi na archiwizację :P Nasz mózg zapamiętuje to co najważniejsze - czy to z rozmowy, wykładu, pracy, spotkania, rzuconego spojrzenia na ulicy.. Oczywiście, każdy posługuje się swoimi własnymi kryteriami, jeżeli chodzi o zapamiętywanie takich rzeczy, ale coś tam zapamiętuje. Im więcej rzeczy w ciągu dnia do ogarnięcia, tym mniejsza szansa, że zapamięta to co właściwe, bo będzie chciał zapamiętać wszystkiego po trochu. Jest różnica przy zapamiętaniu rzeczy z 5 dziedzin/rejonów niż z 10 w ciągu tej samej doby.
Uff, dobra, bo tutaj tak naukowo popłynęłam, a to w większości moje własne odczucia. Chciałabym oczywiście zminimalizować rzeczy, którymi zajmuję się w ciągu dnia, aby po drodze nie mieć problemu z wysłowieniem się, zgubieniem jakiejś rzeczy oraz pomyleniem godziny czy daty. Im większy natłok zadań, tym częściej ponoszę porażki.
Fajnie. Pięknie. Stwierdzony problem mam, to teraz - DO DZIEŁA. Niestety, stan wysokiego ogarniania kilkunastu rzeczy na raz jest czasami nieunikniony oraz uzależniający. Fajnie jest mieć poczucie, że się dużo zrobiło. Mnie jednak czasami przypomina ono uczucie, że próbuję być "jedną dupą na pięciu weselach" ;P

Mało znaczy więcej. Wolniej znaczy.. Piękniej? Lepiej? 

Post ten powstał z tego powodu, że dzisiaj, po dwóch tygodniach pracy non stop, w końcu, chociaż trochę, wypoczęłam. Tak - dzwonili do mnie, ja dzwoniłam trochę, ale udało mi się na chwilę zatrzymać, poleżeć w hamaku, poczytać. Mój mózg zajął się dzisiaj najmniejszą ilością zdarzeń w ciągu dnia, na skali tego miesiąca, jak nie dwóch :)
Byłam wypoczęta do tego stopnia, że gdy pojechałam na zajęcia taneczne wieczorem, to Szaku się pytał, czy coś się stało, że się tak uśmiecham :P Miałam ochotę uśmiechać się do WSZYSTKICH,  a nie byłam zanurzona w myślach, jak zawsze, gdy mam zbyt dużo do ogarnięcia. 

Polecam odpoczynek dla mózgu. Koniecznie.
2

Polecam: Wodecki & Mitch&Mitch - A Space Odyssey in surround sound or stereo

https://open.spotify.com/album/007eNvsptP7NmIsDV6RsnJ


Polecam serdecznie ten album! Przepiękny! Grafika powinna Was odesłać do albumu na Spotify :)
0

I nastąpiło!

Zmiany! W sumie, niektórzy mogli załapać się na dwie różne, ale ostatecznie zostanę przy tej - urzekła mnie niesamowicie :)

Chciałam się podzielić moimi przeżyciami odnośnie mojego roweru. Taki mały update:
W ostatnich dwóch tygodniach nastąpiły takie oto rzeczy:
  • ukradziono mi sakwy
  • kupiłam sobie ozdobniki w szprychy
  • zdechła mi dętka
Wszystkiemu już zaradziłam. Znaczy się - sakw póki co nie mam wciąż, ale rower jeździ.
Mogę tylko dodać jako podsumowanie:
Niedziałający rower dla osoby, która nagminnie się nim porusza, jest jak odcięcie nogi.
A na zdjęciu moja Helen, kolekcja wiosenna


0

Joe Bonamassa - No Good Place for the Lonely

0

Moje życie to ciągła zmiana

Cześć i czołem, kluski z rosołem.



Przepraszam za moje ostatnie zaniedbanie. Myślę, że doskonale kojarzycie takie momenty w życiu, kiedy wszystko przyspiesza i zamiast się skończyć, to nad Tobą wciąż widzisz wielką górę lodową pracy.. /nie narzekam na nią! tylko po prostu się nie wyrabiam i mam niedoczas/
Mogę się tak tłumaczyć i tłumaczyć, a w głowie nowe pomysły, chęci zmiany i inne takie dyrdymały.

Zacznę od tego, że mogę pisać Wam o zmianach - co nie raz robię - a potem wygląda to tak, że się za nie nie zabieram. I wrażenie jest, że "olałam Was z góry ciepłym moczem". A to nie tak.

Stwierdzam, że szarość mojego bloga jest już trochę nudna. Będzie nowe.
Zdjęcie w tle też. A do tego układ innych takich tam rzeczy..

Moje życie codziennie się zmienia. C O D Z I E N N I E.
Moje życie to ciągła zmiana. Moja życia to zmiana. Codziennie kładę się spać mądrzejsza o coś nowego. Wszystko to oczywiście zawdzięczam Jezusowi i Jego niesamowitym darze przemieniania naszych żyć tak, aby świeciły Jego światłością. Ta perspektywa mnie "jara" i zniewala :) Ale nie o tym ten wpis.

Stałam się ostatnio szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych, niezwykle użytecznych, przedmiotów. Hamak i nowy plecak.
Hamak, bo mnie zachęcił Łukasz z Mikrowypraw. Bo zawsze byłam ciekawa jak to jest tak wisieć, jak to tak i w ogóle. Duch Święty zadziałał niezwykle szybko - o hamaku pomyślałam dnia jednego, a już następnego nadarzyła się ciekawa okazja, aby go nabyć. Mówisz - masz. Udało mi się go nawet ZAWIESIĆ na drzewie i nie spadłam. /zawieszenie go wiązało się z uprzednim rozkminieniem ikonografiki z instrukcją. ona nie była prosta jak do mebli z ikei!/ Dzika radość mnie ogarnęła i tak sobie czasami odpoczywam - wisząc na drzewach. Dodam jeszcze, że od tej zacnej chwili, kiedy to zawisłam pomiędzy dwoma drzewami załączył mi się czujnik, który ocenia grubość pni oraz odległości pomiędzy drzewami, które potencjalnie mogłyby się stać miejscem mojego hamakowego relaksu ;)
A plecak otwarłam dziś. Kiedyś jakaś dziewczyna skusiła mnie Gregorym J 28. /może to jednak był 38..?/ Numer oznacza liczbę litrów plecaka. Dowiedziałam się dziś o tym z ulotki. A ja po dłuższym szukaniu w końcu wpadłam na tego Gregorego J 28, który okazał się być Jade 28. Czyli kupiłam sobie "najmniejszy" plecak w życiu na wyprawy. I wpadłam w popłoch - a jeżeli się nie zmieszczę?! Gdzie jest ta ulotka ze zwrotem?! Wpisałam zapytanie na google jaki plecak wziąć w góry albo ile litrowy. Internety straszą mnie, że moje 28L starczy mi na 3 dni. A na dłuższą wyprawę to min 45. Potem stwierdziłam dwie rzeczy:
- mogłabym się tym przejąć, ale nie chcę. Udowodnię, że nie potrzeba brać w góry dużego plecaka na wyprawę. I tak zawsze miałam za dużo rzeczy, więc nowy plecak dodatkowo mnie motywuje do zmniejszenia ilości klunkrów /z poznańskiego "rzeczy"/. Inni nie muszą decydować o tym, czy zmieszczę do plecaka ilość rzeczy na 28L czy na 35L :P
- przetestuję, czy potrzebny by mi był kiedykolwiek większy plecak tej firmy i tej marki. Bo zapowiada się naprawdę fajny plecak. Nigdy chyba takiego nie miałam.

I tak cieszę się właśnie z nowych rzeczy. Czyli kolejne zmiany /na pewno w funduszach :P/


Może, w sumie, jak mam czas, to tymi zmianami blogowymi zajmę się właśnie teraz..? :P
0

#bucketlist 44


44) Iść na pokaz mody


To był czysty przypadek i jedna z niewielu rzeczy, które mnie zainteresowały w programie Pyrkonu 2017. Pokaz mody alternatywnej. No to poszłam z Rudą :D
To było naprawdę..ciekawe doświadczenie!


Tylko z Rudą trochę lożę szyderców robiłyśmy - Pan z paszkami, modelki robiące dziwne pozy.. Jednak ma znaczenie, gdy dziewczyny wyglądają jednolicie, chodzą jednolicie i faktycznie prezentują to, co mają na sobie, a nie siebie same..
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko my "cisnęłyśmy bekę".

Kreacje były ciekawe. NAPRAWDĘ alternatywne ;)
0

#bucketlist 174

 

174) Zrobić roczne wyzwanie – raz w miesiącu poleć gdzieś samolotem

świadomie rezygnuję z tego pomysłu.
Udało się jakieś dwa/trzy razy. I zirytowały mnie te samoloty. Co jednak doświadczyłam, przeżyłam, zobaczyłam i ludzi poznałam - to moje :) 
Dzięki temu wiem, że zawsze, gdzieś tam ponad chmurami, jest słońce :)
0

#bucketlist 176


176) Iść na wesele

To też był lekki przypadek. Moja przyjaciółka ma siostrę, która ostatnio wydała się za mąż. W wyniku różnych sytuacji znalazło się dla mnie miejsce na weselu, chociaż nie liczyłam na to w żaden sposób. A jak było? Wzruszająco. Pięknie. Zabawnie. Dużo niespodzianek. Dużo alkoholu (winko <3). Do tego przyjaciółka wyglądała jak miljon dolarów, a jej siostra jak biljon :D
Państwo Młodzi usadzili ludzi wokół stołów z nazwami krajów lub miast, do których chcieliby się kiedyś wybrać. Mój nazywał się Gambia i tak również brzmiały ostatnie toasty popijane wódką na tymże weselu :D Mój stolik okazał się dość zabawowy, szczególnie po sporej dawce alkoholu :D Zamiótł mnie Filip, który był wegetarianinem oraz Fredi, który był Niemcem (muzykiem!) i z każdym kolejnym wypitym kieliszkiem wódki mówił coraz lepiej po polsku. To było NIESAMOWITE :D ubaw po pachy :) Do tego super grający zespół z wokalistką, która brała udział kiedyś w warsztatach gospel :) Wymiatałyśmy z M na parkiecie, od czasu do czasu kołysał nas jej partner P lub podrygiwałam z P do innych hiciorów.
Na zdjęciu akurat braliśmy udział w koncercie-niespodzianka zespołu Autsider. Chłopaki podobno specjalnie na prośbę Dajany "zeszli się" i zagrali.. WOW. Jako że byłam jedyną niewiastą z niezaplecionymi włosami to sobie pomachałam trochę głową. A gdy odkrył to fotograf, to machałam mniej więcej co drugi utwór na jego życzenie :D
Bawiłam się pięknie. To był zacny wieczór i cieszyłam się na nie jak dziecko :)

0

#bucketlist 170

170) Wrzucić kasę na lokatę

aż się sama sobie dziwię, że jeszcze jej nie przerwałam
zrobiłam to.
Kokosów nie zarobię (jakieś 2zł), ale pieniądze pracują. Krok poczyniłam :)
0

#bucketlist 158

 [zdjęcia brak]

158) Jechać u kogoś z tyłu na bagażniku na rowerze

to było dawno temu, ale stało się!

może zacznę od tego, że zaniedbałam znów to miejsce
częściowo intencjonalnie, częściowo nie specjalnie
życie płynie szybko jak rzeka
a ja popłynęłam
nie w rutynę czy schematy
dzieje się tyle - same NOWE
przybiega do mnie i obija się o twarz
ledwo zdążę nacieszyć się jedną nową rzeczą, już mam 3 inne za rogiem
słowem jednym: nie narzekam

Znów piszę bez wielkich liter, przecinków i kropek. Ale to też dobrze. Pozwólmy formie płynąć ;)

Co do jechania na bagażniku. To było pod koniec kwietnia. Zgadywałam się z Luizą co do naszego wyjazdu do Italii, pożyczałam plecak a ona wyjechała po mnie na przystanek rowerem.. Z bagażnikiem. A Luiza do odważnych należy, więc mnie wzięła :D
Niestety, zdarzenie to nie zostało udokumentowane w żaden sposób. Chyba, że są jakieś głuche osoby, które to nabawiły się "głuchoty" poprzez moje radosne popiskiwanie. Dosłownie - popiskiwałam z radości. Trochę chybotało i nóżki już cierpły, dlatego nie zdążyłam ani sobie "selfiacza strzelić" ani nagrać zdarzenia. Pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo :)
0

Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch - Rzuć to wszystko co złe

To, że zamieszczam ten utwór nie ma nic wspólnego z tym, że Pan Zbigniew ostatnio umarł. Słyszałam ten utwór już wcześniej i uważam go za GENIALNEGO!
Dzielę się
Szkoda Pana Zbyszka.


0

100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VI

Tym razem po trochę krótszej przerwie kolejna część :)



51) Nie bierz jeansów - nie ma czasu na ich pranie i targanie ich ze sobą.

Ja już od dawna nie noszę spodni, tym bardziej jeansów. Jeansy szybko mokną, ale długo schną. Mokre są dwa razy bardziej cięższe i trudniej je z siebie ściągnąć ;)
Mogę dodać, ku "zachęcie" - mój Rudy przyjaciel był w Londynie i postanowił wyprać jeansy. Powiedział mi potem, że wilgotność powietrza przez kilka dni nie pozwalała wyschnąć tym jeansom do tego stopnia, że mu prawie zgniły.. Zostawiam to Waszej ocenie - brać, czy nie brać..

52) Zapakuj w coś swój aparat - nie wrzucaj go luzem do plecaka.

Szczególnie, gdy nie jest kompaktem, ale posiada autonomiczny obiekty, który jednak trochę miejsca zabiera - i jest również doskonały do zaczepiania się o wszystkie możliwe inne rzeczy. Kiedy miałam jeszcze kompakta to pakowałam go w grubą skarpetę /której nie nosiłam akurat na wyjeździe :P/. Nie chciałam kupować pokrowca, który notabene kusiłby złodzieja. Jakiego złodzieja kusi skarpeta? :D Jeżeli chodzi o większy aparat to pakuję go albo w chustę, albo w dodatkową czapkę. Chodzi o to, aby aparat okalał miękki materiał. 

53) Jeżeli zjesz coś z dużą zawartością cukru lub jakiegoś snacka, to prawdopodobnie za dwie godziny padniesz. Zjedz lepiej banana :)

Wiem, że w poprzedniej części było, aby snacka zawsze ze sobą mieć. Bo warto. Jeszcze bardziej warto, aby był on owocem z naturalnymi cukrami, które nie spowodują, że cukier momentalnie spadnie Ci na łeb na szyję i sprawi, że nie poczujesz się ani trochę lepiej.. Warto zainwestować w owoc. Ja preferuję banany :)


54) Gdy jedziesz w góry, w których będzie śnieg, to weź ze sobą krem nawilżający.

Powietrze w górach, szczególnie, gdy są śniegi, jest bardzo suche i szczypiące. Jeżeli nie chcesz wrócić i wyglądać jak wysuszona pomarańcza lub suszony pomidor, to zaopatrz się w krem nawilżający. Ja lubię nivea :)

55) Gdy chcesz się wydostać z lotniska, to nie ufaj ludziom oferującym transport.

Najczęściej kosztują najwięcej pieniędzy. Masz dwa rozwiązania - sprawdzasz wcześniej w jaki sposób się wydostać za nie duże pieniądze z lotniska lub idziesz złapać stopa. Odkąd zaczęłam latać samolotami, to wierzcie mi - mam już awersję do niektórych lotnisk, które potrafią znajdywać się od miasta, którego nazwę mają w tytule, tylko 101km.. :P Jeżeli nie chcesz się zaskoczyć czy wydać fortuny na bilet/przejazd - sprawdź to. Będziesz sobie potem dziękować :D

56) Ufaj INTUICJI i Bogu :)

Jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to prawdopodobnie tak jest. Rozwiązuj, jeżeli możesz, możliwie jak najszybciej wszelkie niejasności. Nie warto psuć sobie wyjazdu z powodu kryjących się obaw :)

57) Planuj zażywanie leków i modlitwy :)

Jeżeli bierzesz regularnie jakieś leki, to nie zapominaj o tym! Podróż i przygody swoje, ale zdrowie trzeba mieć na nie :) Modlitwę również polecam - nikt tak nie uspokaja i nie wspiera, jak Boża obecność :)

58) Gdy zaczynasz czuć się "choro" to jak najszybciej zacznij działać. Inaczej będziesz czuć się źle do końca wyjazdu, co tylko go zepsuje.

Prawda.Gdy trzeba - odleż swoje, wydaj parę groszy więcej na dobry lek i wykuruj się. Nie ma nic gorszego niż złe samopoczucie w trakcie wyjazdu. Wiem coś o tym.. ;)

59) Zabierz okulary przeciwsłoneczne.

Amen! Tam, gdzie jedziesz, słońce będzie świeciło trochę inaczej - ze względu na położenie równoleżnikowe itd.. Chroń oczy :)



60) Jeżeli dawno nie jeździłeś na rowerze, a planujesz teraz przemieszczać się nim na dłuższe odległości, to odpuść sobie. Prawdopodobnie nie masz kondycji i taka forma transportu jest po prostu złą

Prawda. Poza tym, aby umieścić torbę z tyłu, trzeba mieć sakwy, bo jechanie z torbą na plecach na dłuższą metę odpada. Ciąży, uwiera, obciera i sprawia, że możesz szybciej stracić równowagę. Po prostu - odpuść. 


0

MUSE - Dig Down

0

co ja nawymyślałam


Chciałam dodać dwie rzeczy. To zdjęcie i pewną uwagę.. :D
Uwaga brzmi:
Czytam sobie moja Bucket List i jestem zaskoczona. CO JA TAKIEGO NAWYMYŚLAŁAM. A aktualizowałam ją nie mniej niż trzy miesiące temu.. Jak się człowiek szybko zmienia :P 
Jak JEZUS zmienia.. 
Trochę punktów pozaliczałam, będzie o nich wkrótce mowa.
A zdjęcie z "bekstejdżu" Jesus Christ Superstar, gdzie staliśmy wraz z orkiestrą i śpiewaliśmy chórki :)
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.