Pyrkon 2017


Zrobiłam to. Poszłam.
Byłam ciekawa czym to wielkie poznańskie wydarzenie jest. 
Z początku byłam sama, a potem dołączyła do mnie moja Dusza :D
Wybrałyśmy się na zwiedzanie w sobotę, gdzie było dość ciepło.
Otóż, muszę stwierdzić, że Pyrkon nie jest dla mnie. Totalnie nie mam nic wspólnego z fantastyką. Mój maks to przeczytany Harry Potter i obejrzane Władcy Pierścieni ze Star Wars'ami.
Tego dnia założyłam soczewki, ale to nie one powodowały stały wytrzeszcz moich oczu. Co tam się działo.. Ile tam ich było.. Jakie ludzie mają pomysły na stroje.. A jak potem mają przekichane, bo muszą z każdym pozować do zdjęcia. Im lepszy strój, tym bardziej przekichane :P
Nie odważyłam się i nie zrobiłam tych dwóch rzeczy, które sobie zaplanowałam. Chciałam się (uwaga) przebrać w strój gospel oraz chciałam robić sobie zdjęcia z rudymi dziewczynami. Otóż, mój strój ani trochę by nie pasował, a rudych dziewczyn było NAPRAWDĘ MAŁO. 
Co widziałam, to widziałam.
W Sali Ziemi na górze była wystawa Star Wars i na niej również stały manekiny ze strojami z filmu. Wokół nich kręcili się ludzie w przebraniach Szturmowców. Nagle jeden z nich stanął nieruchomo i wyglądał jak stojący manekin. Skończyło się to mniej więcej tak, że jakaś biedna dziewczyna o tym nie widziała, podeszła, zaczęła obmacywać tego szturmowca po klacie, a on się ruszył i wycelował pistoletem w jej stronę xD /prawdopodobnie w tym stroju w ogóle chodziła kobieta xD/
Próbowałyśmy z Duszą wejść na spotkania autorskie naszych ulubieńców, jednak kolejki nas powaliły.
Wybrałyśmy się zatem na pokaz mody alternatywnej. Mogę sobie zaznaczyć, że byłam na pokazie mody /będzie o tym osobny wpis #buckelist ;) /. Bardzo się starałyśmy, ale miałyśmy niezłą zabawę i komedię z modeli. Fakt, nie byli profesjonalni, ale to co niektórzy próbowali osiągnąć budziło tylko uśmiech na twarzy. Możemy się tylko pocieszać, że nie byłyśmy same. Słowa kluczowe z pokazu to: Szeregowiec Ryan, Pan z Paszkami, konferansjer z głębokim głosem, "ona lubi pić absynt", DJ-To-Nie-Ja, anime z kimono ;)
Wisienką na torcie było nasze wspólne czekanie w kolejce po autograf Pana Grzędowicza. Za nami stanął przystojny młody Pan z Warszawy i tak się rozpoczęło wspólny jeden wielki "polew" /prędzej czy później musiałam użyć tego słowa :P/, który trwał z półtorej godziny. Żartowaliśmy, dogryzaliśmy sobie, zgadywaliśmy kim jesteśmy i co robimy. Zabawnie spędzone półtorej godziny :)
Na koniec Dusza namówiła mnie na spotkanie z ciekawym człowiekiem, jakim jest autor YouTube'owego kanału o nazwie "Złe Książki". Przyznam - ciekawe spotkanie. I na zdjęcie się załapałam ;)

To chyba tyle. Nie planowałam się dzielić aż tak moimi przeżyciami, ale zrobiłam sobie właśnie piękny wpis wspomnieniowy. Będzie się z czego śmiać za rok :)

Tymczasem - reszta zdjęć.
no musiałam mieć z Iron Man'em :D

ze spotkania :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.