Niedokończone sprawy uwierają najbardziej


Znacie ten ból, gdy bardzo chcielibyście coś ukończyć, ale albo zapominacie albo gubicie wenę, zamysł, rzecz do zbierania. No cokolwiek. Miałam tak całe życie.
Kiedy chciałam jeszcze bardziej popracować nad swoim rozwojem i własny "improve myself" to Bóg objawił mi, że rozwijającym jest KOŃCZENIE PROJEKTÓW.
Siadłam więc, spisałam co mi na sumieniu leży i jestem w trakcie powolnych zakończeń różnych rzeczy. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie rozpoczynała kolejnych rzeczy, ale wierzcie mi - osiągnęłam pełnię /z Bogiem/ szczęścia, gdy otrzymałam darmowy napój w Sweet Surrender po uzbieraniu tych ośmiu pieczątek ^_^
Trochę to trwało, ale UDAŁO SIĘ. Jakość zdjęcia zabija, ale może swoją empatią wczujecie się w ten stan, kiedy coś doprowadzacie do końca i to się udaje..:)

Życzę zatem wytrwałości. Idźcie tam, gdzie Was głos prowadzi /w moim przypadku Duch Święty/.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.