Smolik // Kev Fox - Queen of Hearts

0

Życie - cytat



Tysiące osób w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy. Spędzają długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na innych, których nie lubią. ~Nigel Marsh
0

Even When It Hurts (Praise Song) Live - Hillsong UNITED

0

Po kolei... czyli Kaszebe 2016



Moja radosna twórczość na tym bloku jest sinusoidą. Totalnie. Raz jestem, a raz mnie nie ma. Czasem słońce, czasem deszcz :P
Są jednak takie momenty, gdzie wszystko zwalnia i ma się chęć zmieniania, sprzątania, segregowania. Dlatego oczyszczając telefon chciałam pozbyć się zdjęć. Zrobię to w sentymentalny sposób, bo wrzucę je tutaj :)

Zeszłego roku, na sierpień, byłam goszczona przez Olę u niej na Kaszubach. PIĘKNOŚCI. Zauroczyłam się. A jak tylko dowiedziałam się, że ma za darmo wypożyczalnię kajaków w mieście, to chodziłam z Olą codziennie :D
To był miły czas. I ciepły :)








0

Niedokończone sprawy uwierają najbardziej


Znacie ten ból, gdy bardzo chcielibyście coś ukończyć, ale albo zapominacie albo gubicie wenę, zamysł, rzecz do zbierania. No cokolwiek. Miałam tak całe życie.
Kiedy chciałam jeszcze bardziej popracować nad swoim rozwojem i własny "improve myself" to Bóg objawił mi, że rozwijającym jest KOŃCZENIE PROJEKTÓW.
Siadłam więc, spisałam co mi na sumieniu leży i jestem w trakcie powolnych zakończeń różnych rzeczy. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie rozpoczynała kolejnych rzeczy, ale wierzcie mi - osiągnęłam pełnię /z Bogiem/ szczęścia, gdy otrzymałam darmowy napój w Sweet Surrender po uzbieraniu tych ośmiu pieczątek ^_^
Trochę to trwało, ale UDAŁO SIĘ. Jakość zdjęcia zabija, ale może swoją empatią wczujecie się w ten stan, kiedy coś doprowadzacie do końca i to się udaje..:)

Życzę zatem wytrwałości. Idźcie tam, gdzie Was głos prowadzi /w moim przypadku Duch Święty/.
0

Kopecky - Heartbeat

0

Pyrkon 2017


Zrobiłam to. Poszłam.
Byłam ciekawa czym to wielkie poznańskie wydarzenie jest. 
Z początku byłam sama, a potem dołączyła do mnie moja Dusza :D
Wybrałyśmy się na zwiedzanie w sobotę, gdzie było dość ciepło.
Otóż, muszę stwierdzić, że Pyrkon nie jest dla mnie. Totalnie nie mam nic wspólnego z fantastyką. Mój maks to przeczytany Harry Potter i obejrzane Władcy Pierścieni ze Star Wars'ami.
Tego dnia założyłam soczewki, ale to nie one powodowały stały wytrzeszcz moich oczu. Co tam się działo.. Ile tam ich było.. Jakie ludzie mają pomysły na stroje.. A jak potem mają przekichane, bo muszą z każdym pozować do zdjęcia. Im lepszy strój, tym bardziej przekichane :P
Nie odważyłam się i nie zrobiłam tych dwóch rzeczy, które sobie zaplanowałam. Chciałam się (uwaga) przebrać w strój gospel oraz chciałam robić sobie zdjęcia z rudymi dziewczynami. Otóż, mój strój ani trochę by nie pasował, a rudych dziewczyn było NAPRAWDĘ MAŁO. 
Co widziałam, to widziałam.
W Sali Ziemi na górze była wystawa Star Wars i na niej również stały manekiny ze strojami z filmu. Wokół nich kręcili się ludzie w przebraniach Szturmowców. Nagle jeden z nich stanął nieruchomo i wyglądał jak stojący manekin. Skończyło się to mniej więcej tak, że jakaś biedna dziewczyna o tym nie widziała, podeszła, zaczęła obmacywać tego szturmowca po klacie, a on się ruszył i wycelował pistoletem w jej stronę xD /prawdopodobnie w tym stroju w ogóle chodziła kobieta xD/
Próbowałyśmy z Duszą wejść na spotkania autorskie naszych ulubieńców, jednak kolejki nas powaliły.
Wybrałyśmy się zatem na pokaz mody alternatywnej. Mogę sobie zaznaczyć, że byłam na pokazie mody /będzie o tym osobny wpis #buckelist ;) /. Bardzo się starałyśmy, ale miałyśmy niezłą zabawę i komedię z modeli. Fakt, nie byli profesjonalni, ale to co niektórzy próbowali osiągnąć budziło tylko uśmiech na twarzy. Możemy się tylko pocieszać, że nie byłyśmy same. Słowa kluczowe z pokazu to: Szeregowiec Ryan, Pan z Paszkami, konferansjer z głębokim głosem, "ona lubi pić absynt", DJ-To-Nie-Ja, anime z kimono ;)
Wisienką na torcie było nasze wspólne czekanie w kolejce po autograf Pana Grzędowicza. Za nami stanął przystojny młody Pan z Warszawy i tak się rozpoczęło wspólny jeden wielki "polew" /prędzej czy później musiałam użyć tego słowa :P/, który trwał z półtorej godziny. Żartowaliśmy, dogryzaliśmy sobie, zgadywaliśmy kim jesteśmy i co robimy. Zabawnie spędzone półtorej godziny :)
Na koniec Dusza namówiła mnie na spotkanie z ciekawym człowiekiem, jakim jest autor YouTube'owego kanału o nazwie "Złe Książki". Przyznam - ciekawe spotkanie. I na zdjęcie się załapałam ;)

To chyba tyle. Nie planowałam się dzielić aż tak moimi przeżyciami, ale zrobiłam sobie właśnie piękny wpis wspomnieniowy. Będzie się z czego śmiać za rok :)

Tymczasem - reszta zdjęć.
no musiałam mieć z Iron Man'em :D

ze spotkania :)

0

MATE.O / TU - CHRYSTUS PANUJE

0

Na urodziny do Muzy!


Usłyszałam o tym dawno temu - masz urodziny, to możesz iść za darmo na film do Kina Muza. Jakoś mi się to nigdy nie udawało. A ponieważ kończę projekty, to się zawzięłam i poszłam.
Pani w kasie prosi o dowód, patrzy, potem życzy wszystkiego najlepszego i po wybraniu miejsc wręcza bilet. Pamiętam, że dumna byłam jak nie wiem co, a film był ogromnie poruszający i wstrząsający.
Więcej informacji tutaj.
/kawa nie wymienna na herbę. chlip/
0

Italia 2016 part VII - Bolonia

Ostatnia część :) Piękne wspomnienia dobrego czasu :)


  • kiedy Luca zostawił mnie jakieś 40km przed Bolonią, od razu stanęłam i zaczęłam łapać stopa. Po krótkiej chwili podszedł do mnie facet, który zapytał czy chcę jechać do Bolonii, bo jeżeli tak, to za chwilę odjeżdża autobus z najbliższego przystanku do Bolonii. "No dobrze, niech będzie!" odkupiłam od niego jeden bilet, a takich potrzebowałam jeszcze dwa..
  • za chwilę poznałam stojącego na przystanku młodego chłopaka, który oddał mi dwa bilety, okazał się być Amerykaninem, który przeprowadził się w dzieciństwie do Italii. Wierzcie mi, lub nie, ale wyglądał jak.. Pocahontas :D Długie czarne włosy, ciemna cera i ten idealny angielski akcent :D Okazało się, że jest trenerem damskiej drużyny koszykarskiej...! :D
  • kiedy dotarłam do centrum od razu przesiadłam się w pociąg, gdyż mój następny host mieszkał na przedmieściach Bolonii
  • ten dzień był doprawdy gorący, upalny i parny. Kiedy dotarłam do niego, po obiedzie pojechaliśmy rowerami do centrum, po którym mnie oprowadził.
  • zjadłam również jedne z lepszych lodów na świecie. a smak lodów o nazwie "Piemonte" zostanie ze mną na długo..
  • wieczorem rozmawialiśmy o ważnych dla nas sprawach. On zagrał na gitarze, a ja dla niego ;)
  • rano odwiedziliśmy na pobliskim wzgórzu kościół, więc zaliczyłam wspinaczkę górską w Italii :)
  • poinstruowana w jaki sposób mam dotrzeć na lotnisko pojechałam, wsiadłam w samolot i wróciłam do Polski
  • dodam jeszcze, że lotnisko Katowice znajduje się 40km od Katowic, a tak naprawdę to nazywa się Pyżowice. Stamtąd złapałam dwa autostopy do Gliwic i dojechałam na noc do Wrocławia do Kuby. Miałam już serdecznie dość polskich podróży autostopowych, szczególnie po powrocie do Polski :P dostałam głupawki i śmiałam się z siebie samej, że nie mam co robić po powrocie do Polski, tylko autostopy łapać na śląskich autostradach :P
I to by było tyle z mojej pierwszej Italskiej wyprawy. Piękny czas, wiele doświadczeń i słońca :)


0

Italia 2016 part VI - Pesaro

Kończę już tę serię.. W końcu!



Pesaro
  • dojechałam do niego pociągiem - wbrew pozorom, siatka kolejowa w Italii jest dość tania
  • moim hostem tym razem był Luca, który pracuje w czymś takim jak rada miasta i zajmuje się rozwiązaniami ekologicznymi, które mieszkańcy mają wprowadzać, aby żyć lepiej na Ziemi. 
  • mój host był najlepszy! zapytał się, co bym chciała robić. Stwierdziłam, że chciałabym pozbierać muszelki dla znajomych, więc poszliśmy wydobyć z jego garażu dwa rowery i ruszyliśmy w podróż.
  • był piękny i ciepły wieczór, jechałam boso, chodziłam boso i śmiałam się w głos :)
  • zdjęcie do góry przedstawia właśnie zachód słońca w zatoce na plaży miejskiej.
  • fenomenem dla mnie było to, że zostawiliśmy rowery zaraz przy chodniku, na kawałku plaży, z zapiętą blokadą pomiędzy kołami. W Italii nie kradną rowerów, przynajmniej nie aż tak - dowiedziałam się. U nas, to przecież, rower trzeba przyczepić do "czegoś".. Hmm..
  • Luca zabrał mnie na BEZGLUTENOWĄ pizzę i dał mi lekcję italskich "manier" kulinarnych.
  • moja pizza była z jajkiem i polana majonezem (!!!!) co podobno się w ogóle nie zdarza..
  • Pizza w Italii to nic innego jak Margherita, reszta to już turystyczne wymysły.
  • poproszenie o dodatkowy sos do pizzy może spotkać się z oburzeniem i wyśmianiem Cię przez kelnera - nie próbuj :P
  • kawa w Italii to tylko espresso. Reszta Europy wymyśliła sobie jakieś jej odmiany /latte, capuchino itd../ W Italii prosisz o kawę i dostajesz espresso ;)
  • kiedy wyszliśmy z restauracji usłyszeliśmy muzykę. A ponieważ zapytałam co to, poszliśmy w tym kierunku i naszym oczom ukazała się... potańcówka. I to nie byle jaka, ale właśnie TANGO. To było niesamowite - kobiety poprzychodziły z mężami, przyniosły buty i ludzie tańczyli. Nie tylko w "swoich" parach, ale też się mieszali. Byłam tak poruszona, wzruszona i podekscytowana, że co minutę mówiłam "amazing" :D
    zobaczyć to możecie właśnie na video niżej :)
  •  po powrocie ustaliliśmy, że Luca jedzie jutro nad jezioro (jest naturystą) i pokona on 3/4 mojej trasy do Bolonii, do której chciałam udać się stopem :)
  • rano śniadanie BEZGLUTENOWE i w drogę :)
To chyba tyle z Pesaro :) Piękna, mała, zaciszna miejscowość, która ożywa latem z powodu turystów. Z pewnością kiedyś jeszcze ją odwiedzę :)
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.