Trochę nadrabiania

nie moje nogi. obrazek z internetów
Ostatnio zaniedbałam trochę mojego bloga. Bo dużo się działo (jak zawsze). Bo jazdy (tak, jeżdżę po mieście, strzeżcie się!). Bo przygotowania do świąt. Itd.

Rzuca mi się na myśl parę kwestii, o których chciałabym Wam tutaj napisać :)

Zacznę od tego, że może zauważyliście, ale zrobiłam sobie tydzień z muzyką gospel. Stwierdziłam, że czas najwyższy się osłuchiwać z dobrą gospelową muzą, dlatego też dorwałam pewne stare spisy z utworami z różnych warsztatów gospel i odsłuchuję :)
Efekt końcowy tego jest taki, że potem coś nucę i nie pamiętam już, z którego utworu to jest. Ja się cieszę, że mózg coś zapamiętał i najczęściej jest to jakiś wers ze słowem "Jesus", "glory" albo "praised" :D

Równolegle z tygodniem muzyki gospel zrobiłam sobie tydzień..kremowania się. Dosłownie. Stwierdziłam, że zrobię sobie eksperyment i będę codziennie kremować swe ciało (wstrzymaj konie z tymi galopującymi myślami :P).
Efekt? Odczułam, że dłonie mam bardziej gładkie, a do snu kładę się pachnąca ;D

Poza tym wciąż biegam. Doszłam do 2,5km podczas moich treningów. Szkoda tylko, że za każdym razem jak biegam, Bóg pozwala mi biegać w deszczu i błocie. A na błocie łatwo się poślizgnąć. Nah.

W zeszłym tygodniu, od poniedziałku, chodziłam też regularnie /całe 4 dni z rzędu/ do trenera Wellness w sprawie ustalenia codziennego menu. Cel - schuść /oryginalnie: schudnąć/ do swojej wymarzonej wagi. Poza tym, modliłam się już od dłuższego czasu, aby nauczyć się jeść mniej.
Bóg działa w NIESAMOWITY sposób i natrafiłam na Klub Dobrego Samopoczucia /na Wierzbięcicach/ i na Adriana /wszystko dzięki Agnieszce H!/ i zaczęłam w końcu rozumieć /chociaż trochę/ całe to jedzenie.
Efekt? Póki co, w trakcie. Zdążyłam po drodze być jednego dnia chora i wszystko to się jakoś wciąż klaruje. Ja się na pewno czuję WSPANIALE :)

Miałam też problem z oczami. W zeszłym roku, po spontanicznej i prywatnej wizycie u okulisty w Czarnkowie podczas warsztatów, okazało się, że mam infekcję bakteryjną. Leczyłam się zakupionym lekiem /czego normalnie nie czynię/ i pod koniec lipca mogłam znów z powrotem nosić soczewki. Ta choroba nie pozwala mi ich nosić. Jedyne na co wtedy mam ochotę to trzeć oczy.
Oczywiście, w związku z moimi pokojowymi porządkami, pamiętam jak wyrzucałam wszelkie stare leki, a nie postanowiłam zapisać sobie nazwy tych kropel. Założyłam soczewki po pół rocznej przerwie i czułam, że choroba powróciła. Tylko, że kropka - jak się nazywał lek i na co ja w ogóle chorowałam? Jedyne co pamiętałam, to, że lek kosztował mnie mniej niż 20zł :D
Modliłam się do Boga o uzdrowienie oka. Bardzo. Bardzo bardzo. Niestety, stan się tylko pogarszał, szczególnie, gdy aura na dworze też się pogarszała. I mam pragnienie - "idź do apteki, i spróbuj znaleźć nazwę leku". Poszłam. Powiedziałam, co i jak. Niestety, leku na receptę nie dostanę bez recepty tym bardziej, gdy nazwy nie pamiętam. Za to Pani mi przypomniała nazwę choroby i fakt, że może ona nawracać. /nah/ Myślę sobie "Boże, gdzie ja znajdę na już lekarza prywatnie? To będzie koszt 120zł w sumie!" Pojawiło się kolejne pragnienie, aby na wszelki wypadek przeszukać środkową szufladę mojej szafki nocnej. Przeszukałam, i pewnie domyślacie się, co znalazłam? :P
Lek, którego może nie wyrzuciłam? Może Bóg w cudowny sposób wyjął ze śmietnika i włożył? Nie wiem. Wiem, że oczy zdrowieją. Wiem, że zaoszczędziłam 120zł. Przyznać się też muszę, że miałam moment zawahania. Oskarżałam Boga o brak reakcji i uzdrowienia. Mogę tylko stwierdzić, na swoim przykładzie, że jeżeli uważasz, że Bóg nie odpowiada na Twoje prośby /i nie mówię o spełnianiu ich, bo odpowiadanie w sposób nie wysłuchania danej modlitwy, ale Jego działaniu w inny sposób, też jest odpowiedzią/ to znaczy, że źle/niedostatecznie SŁUCHASZ/PATRZYSZ.

Był też dzień - dokładnie czwartek, kiedy zapomniałam włączyć budzika. Nie uruchomiłam go wieczorem, więc rano nie zadzwonił. Obudził mnie za to Jezus. Możesz się ze mnie teraz śmiać. "I co, podszedł i potrząsnął Cię za ramię?". Jak inaczej wytłumaczysz moje obudzenie się - BEZPROBLEMOWE - o 7 rano bez ani jednego budzika? Jak? I to na dodatek był mój dzień biegania. I jak mam wątpić w to, że Bóg mnie kocha czy że istnieje..?

Kiedy tak Was zaniedbywałam, to miałam też parę zlotów /przeciwieństwo do "wzlotów"/ co do bloga. Nie lubię generować złych myśli, staram się być /może nawet jestem!/ optymistką i wierzyć w to, że plan Boży jest najlepszy. Dlatego ten blog, czy treści, które publikuję na facebooku mają charakter żartobliwy czy optymistyczny. Zazwyczaj robię to dla siebie, ale wiem też, że są osoby, które tego potrzebują. Co robi Bóg? Zauważyłam wczoraj komentarz na blogu pod muzyką alt-J'a. WOW. Nigdy nie miałam komentarzy pod postem z muzyką. A tam co..? Sprawdźcie sami ;) Nie będę odbierała Wam tey przyjemności. Drogi autorze tego komentarza: dziękuję :) Napisałeś/aś to najodpowiedniejszym miejscu EVER :D Poza tym, po piątkowym nabożeństwie w mojej wspólnocie usłyszałam od dwóch wspaniałych Bożych dziewczyn, że czytają/śledzą mojego... facebooka! :D WOW. Nie sądziłam, że ktokolwiek to robi! A jednak, zasięg jest.. To miło, że jesteście :)
Miło się pisze z perspektywą, że może oprócz mnie, ktoś inny się jeszcze pośmieje.

Cóż. Póki co, czuję, że wylałam, co miałam do wylania. Kto by pomyślał, że napisanie paru myśli może zająć człowiekowi 40 minut!
Tymczasem, lecę. Wciągnęła mnie ostatnio pewna książka, do której z pewnością Was zachęcę.
Trzymajcie się ciepło, z miłością i pięknie. W końcu - Jezus za Was zmartwychwstał :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.