Dobiegłam, czyli pierwsze kilomtery za płoty!

zdj. by Olo Szczur
Nie będzie zdjęcia zmęczonego biegacza. Nie będzie zdjęcia medalu, numeru czy upoconej bluzki (fuu!).
Za to będzie relacja :)

Otóż.. PRZEBIEGŁAM :D
Nieważne, że pierwsze trzy kilometry w moim życiu, które przebiegłam bez przerwy, pokonałam w czasie 21 minut i 55 sekund (na mecie nawet mnie korciło, aby poczekać do pełnej 22ujki :D
Nieważne, że byłam szósta od końca.
Nieważne, że przez cały bieg chciało mi się siusiu (totalnie, zachciało się na 2 minuty przed startem).
Nieważne, że łydki ciągną niż bardziej.

Jestem z siebie PRZE DUMNA - wytrwałam, dałam radę. Biegłam tak wolno, że gdy dobiegłam na metę to miałam takie - aha, już koniec? :D /chyba powinnam zacząć biegać trochę szybciej? :P/

Poza tym, miałam taką oto sytuację:
Podbiegła do mnie z tyłu jakaś inna uczestniczka biegu i mówi:
- Ma Pani piękne nogi.
I pobiegła dalej :D

Hmm, w życiu bym nie podejrzewała, żeby podczas biegu zastanawiać się nad czyimiś nogami :D :D :D

Czy mogę się już oficjalnie nazwać biegaczem? Chyba tak - wystartowałam jakieś 9 miesięcy wcześniej, ale jestem wdzięczna :)
Kiedy "przerzucę" się na nowy telefon, to może nawet pokuszę się /radą Kasjusza/ o aplikację endomondo..
Póki co - nie liczy się czas, medale czy strój - pokonałam "na raz" biegiem długi odcinek i jestem tym zachwycona :)

Dobrego dnia Wam dzisiaj życzę :)

1 komentarz :

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.