Italia 2016 part V - San Marino



Za namową Fede wybrałam się do San Marino
  • na przystanku było tyle chętnych, że się nie zmieściliśmy do jednego autobusu. Byłam osobą, którą jako ostatnią już nie wpuszczono na podkład autobusu..
  • Przyjechał po nas następny, który okazał się o niebo lepszy :)
  • kiedy tak się wspinałam różnymi wąskimi schodkami na samą górę, nagle przejechał obok mnie lamborgini. Nie zrobiło to na mnie już większego znaczenia, gdyż od początku mojego pobytu w Italii non stop widziałam te samochody. To kiedy przechodziło się przez przejście i widziało to auto z daleko, to miało się wrażenie, że nadpływa do nas wielka płaszczka. Chwilę później, przejechało kolejne lamborgini. Kiedy minęło mnie następne 3 i uświadomiłam sobie, że nie będą one ostatnimi, wyjęłam telefon i nagrałam tę kawalkadę aut. Prawdopodobnie odbywał się jakiś zjazd albo wyścig, gdyż każde auto, a wystąpiły chyba we wszystkich możliwych kolorach, miało na masce wielki numer. Filmik możecie obejrzeć poniżej
  • San Marino to nie dość, że kraj, ale również kraj wpisany na Światową Listę UNESCO. Miałam więc zaliczyć obie te rzeczy - zobaczyć państwo w państwie i kolejny obiekt UNESCO :)
  • San Marino położone jest na wzgórzu. Zbudowany na nim zamek wkomponowany jest murami we fragmenty lasu. Czułam się w niebowzięta - nie dość, że unesco, to jeszcze natura
  • zwiedzając dalsze miejsca natykałam się na różne zakamarki czy tajemne miejsca /"komnaty" :P/. Na kolażu wyżej zdjęcie na dole po prawej było właśnie takim tajnym miejscem na odpoczynek. Posiedziałam tam dobre pół godziny wpatrując się w morze, które mogłam widzieć - pogoda była niesamowita!
  • Po zwiedzeniu zamka wyruszyłam w spacer po lasku. Coś jak nasze górskie szlaki, tylko klimat inny i słońce mocniejsze
  • Chciałam wrócić wcześniej, ale z powodu źle ułożonej mapy spóźniłam się na autobus i musiałam czekać godzinę na następny. W takich momentach człowiek pozwala sobie na wszystko "bo mu się należy, jak psu zupa". Kupiłam sobie wielkie lody, jak się okazało, u Polaka, który miał tam nie tylko lodziarnię, ale również bar z jedzeniem
  • Kiedy wróciłam do hostelu, to porozmawiałam jeszcze z Fede, który na mnie czekał i wyruszyłam na dworzec, skąd miałam pociąg do Pesaro - pociągi są tam naprawdę tanie. Nie ma tylko czegoś takiego jak "zniżka studencka". W Pesaro miałam zabookowaną noc w hosta z couchsurfingu

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.