Życie (z Hanem) solo


 Myślę, że Bóg sam podsuwa mi takie rzeczy. Zaczęło się od tego, że dorwałam na wyprzedaży w Biedronce książkę - wydawnictwa św. Wojciecha!!! - "Singielka. Życie i miłość z nutką śmiałości".
 Z CIEKAWOŚCI wzięłam. I czytam. I ta autorka ubrała w słowa coś, co już od dawna siedzi mi w głowie.
 To, że teraz coś do Was w tym temacie piszę jest wynikiem tego, że wczoraj miałam bardzo, ale to bardzo przemiłe urodziny :) Ilość życzeń o tym, abym się nie zmieniała, realizowała, zawsze była sobą i odbywała przepiękne podróże - małe i duże - urzekła mnie. Jednak, zaskoczył mnie również fakt, że życzeń o DOBREGO I BOŻEGO MĘŻA było równie.. wiele. To bardzo miłe życzenia, ale nie wiem, czy pochodzą z troski o to, że pewnie jestem z tego powodu zdesperowana czy czyjegoś myślenia, że się "marnuję".

 Dlatego piszę. Napiszę Wam co nieco o życiu solo. I nie będzie to post pełen desperacji, żalu, bólu i zwątpienia w miłość. Zaskoczycie się.

 Przyznam się, że miałam taki okres w życiu, że myślałam, że już nigdy nikt i już zawsze będę brzydka i sama. To (niestety) normalne. Brak pewności siebie i brak poczucia własnej wartości powodują lawinę wad, które w sobie dostrzegamy i moglibyśmy nad nimi biadolić bez końca.

 Potrafiłam wsiąść do tramwaju i desperacko rozglądać się za jakimś mężczyzną, który by mnie "pokochał". Byłam tak zdesperowana, że aż miałam SIEBIE dość. Naprawdę. Pomimo najszczerszych prób, desperacja nie mijała, a ja miałam ochotę wydać nad sobą sąd ostateczny, że nic tylko przykleić sobie łatkę "stara panna".

 Z pomocą przyszedł Bóg. Zabrał mi to kompletnie. Uwolnił mnie od tego. Wszystko, to co myślałam o sobie, nie było tym, co myślał o mnie Bóg. Zły kombinuje jak nas ściągnąć na samo dno i posługuje się również ta bronią - ataki na samego siebie. Można by powiedzieć, że ktoś jest dla siebie bardzo krytyczny, ale tak naprawdę zły to usprawiedliwia w ten sposób. I potem szepcze do ucha: jesteś nikim, jesteś brzydki, nikt Cię nigdy nie pokocha, a do końca życia będziesz sama i brzydka jeszcze bardziej niż teraz. Co robisz? Niestety, wierzysz w to całą swoją naiwnością. Złemu nie spodobało się, że Bóg mnie uwolnił. Atakował wciąż. Szczególnie bolesnym dla mnie był temat bycia singielką. Bóg jednak i to we mnie przepracował.


Jestem singielką (czyż to słowo nie ma zabarwienia pejoratywnego?) i naprawdę bawię się świetnie!


Zacznijmy od tego, że:

1) Odczuwam wielkie szczęście będąc "solo".

Nie wszystko w życiu musi się sprowadzać do szukania Tego Jedynego. Czasami dziewczyna chce się po prostu dobrze zabawić!
 Będąc samą mam czas, aby realizować własne pragnienia, marzenia, cele. Mogę się rozwijać. Aby móc to robić, wcale nie muszę czekać, aż ktoś będzie mi towarzyszył w życiu. Niektórzy myślą, że bycie solo jest okropnym stanem (jeżeli Twój stan taki jest, to sama do niego doprowadziłaś, nie oszukuj się). W związku z tym ludzie starają się przychodzić nam z pomocą, aby nas od naszej "samotności" wybawić. A to niekoniecznie tak..
Jeśli same postaramy się, aby żyło nam się jak w bajce, wówczas nasze życie stanie się tak cudowne, że nikt nas nie będzie musiał przed nim ratować.


2) Czuć się samotną a osamotnioną, to nie to samo. Żeby żyć samotnie, trzeba mieć odwagę.

To, że mamy odwagę, aby żyć samotnie, pozwala nam zapraszać ludzi do naszego życia nie dlatego, że tego potrzebujemy, ale że tego po prostu chcemy.
 Szkoda, że słowo samotny nam się tak źle kojarzy. A wiecie, że samotny to również "niepowtarzalny"? "Niezastąpiony"? "Nie do podrobienia"? Niektóre osoby są tak bardzo przerażone byciem samotnym, że wplątują się w związki, które nie mają sensu. I doskonale o tym wiedzą. Jednak w ten sposób próbują one zagłuszyć samotność. Czy masz energię i czas, aby tracić je w taki sposób, kiedy możesz zacząć doceniać swoją samotność? Realizować się i siebie?


3) Nie muszę mieć sympatii, aby prowadzić sympatyczne życie.

Dlaczego bycie singlem postrzegane jest jako błąd systemu i twierdzi się, że powinno się ludzi od tego ratować?
Jedyną rzeczą, przed którą my samotne kobiety musimy być ratowane, jest sam pomysł, że w ogóle musimy być przed czymś ratowane.
 Pozwól sobie na zainwestowanie życia, czasu, pieniędzy i energii w siebie samą. Jesteś tego warta bardziej, niż ktoś inny. Zrób coś, o czym zawsze marzyłaś. Nawet, jeżeli jest to samotny spacer przy blasku gwiazd i księżyca. To jest Twoje marzenie i nikt nie ma prawa mówić Ci jakie marzenia są dobre i wielkie, a jakie nie. Czas, w którym teraz jesteś jest dla Ciebie. Abyś poznała siebie, realizowała siebie, a nie skupiła się na tym dlaczego kogoś nie masz. Masz wielką wartość i zasługujesz na to, co najlepsze. Często, samotne kobiety, są samotne z wyboru. Na ich drogach pojawiło się więcej przelotnych znajomości niż tych wyczekiwanych ideałów i zamiast się poddać z obawy przed porażką i zadowolić czymś gorszym, to żyją dalej. Bo wiedzą, że zasługują na to, co najlepsze.


4) Patrzę na to jako dar.

Okres samotności i odosobnienia jest potrzebny, żeby gąsienica mogła przeobrazić się w motyla. Pamiętaj o tym, kiedy następnym razem poczujesz się samotna.
 Jeżeli kierujesz się tym, że WSZYSCY Twoi znajomi już kogoś mają, są w związkach małżeńskich, mają dzieci i dom z ogrodem, to przestań. Tak bardzo skupiasz się na tym, co oni mają, że zapominasz o tym, jakie TY masz możliwości. A powiem Ci coś jeszcze ciekawszego - te wszystkie kobiety, którym w sekrecie zazdrościsz, zazdroszczą Tobie. Tak, właśnie Tobie. Masz szansę zmienić w swoim życiu dosłownie wszystko, możesz uczynić je kolorowym, nieprzewidywalnym, pełnym. Masz czas i możliwości, aby inwestować w siebie, poznać siebie i odkryć swoje pasje. Ty masz możliwość ciągłej zmiany na lepsze, a życie tych zamężnych kobiet jest już.. zaplanowane. Poniekąd zakończone. Swój czas, siłę, energię i pieniądze muszą dzielić przez dwa, jeżeli mają tylko męża. Dodaj do tego ilość kompromisów, na które chodzą oraz niezrealizowane marzenia, których nie osiągną, bo drugiej połowie to się nie podoba albo nie potrafi Cię zmotywować, że dasz radę.
 To jest Twój czas, abyś uwierzyła w swoją siłę, bo ja w sobie masz. Twój czas na naprawdę dobrą zabawę.


5) Samotność, to nie brak alternatywy, ale wybór.

 Jeżeli nie pamiętasz (po ostatnim związku) albo nikt Ci jeszcze nie powiedział, to - życie w parze nie jest ani trochę łatwiejsze. Tutaj pracujesz już w dwójkę i zawsze musisz tę drugą osobę uwzględnić. Kiedy jesteś sama, poznajesz siebie i wiesz, co robić, żeby sobie poprawić humor, wiesz, co sprawia, że płaczesz. Nie masz czasu na kompromisy, bo nie chodzisz na nie - głos decydujący masz Ty, bo to Twoje życie i Ty nim zarządzasz.
 Zastanów się - co tak w sumie najbardziej Ci doskwiera w byciu samą? Brak miłości? Poczucie osamotnienia? Brak rozrywek?

Miłość masz w sobie. Jeżeli nie wydobędziesz jej na wierzch i nie uwierzysz w swoje piękno i nie pokochasz siebie, to inni będą Cię traktować tak jak robisz to nadal. Zostałaś stworzona z miłości do miłości. To fakt. Należy się sobie tylko dobrze przyjrzeć.

Poczucie osamotnienia będzie się pojawiać. Pamiętaj też, przebywać samemu ze sobą trzeba się nauczyć. Każdy przez to przechodził. Jeżeli tego nie potrafisz, to masz okazję się nauczyć. Jeżeli nie lubisz, to znaczy, że siebie nie akceptujesz - więc gdzie tu miłość?

Brak rozrywek jest najmniejszym problemem. Jest on spowodowany Twoimi wymówkami. Wszelkie rodzaje rozrywek stoją na wyciągnięcie ręki. Należy tylko.. wyciągnąć rękę, nachylić się i sięgnąć. I nie uwierzę Ci, jak mi powiesz, że próbowałeś i poległeś. Kto raz spróbuje - szuka dalej i kopie głębiej.


PODSUMOWUJĄC

 Mogę usiąść i płakać nad swoją niedolą. Mogę. Mogę również stworzyć Bucket Listę i zacząć ją wypełniać. Mogę pojechać sama w góry. Mogę obejrzeć dowolny film. Mogę polecieć sama na weekend do Oslo. Mogę iść sama do kina. Mogę być sama i mnie to nie zabije, ale wzmocni! Mogę spędzić czas z Bogiem, w którym znalazłam swoją wartość i piękno.

 Generowanie złych myśli jest.. niszczące. I nudne. I pójściem na łatwiznę. Jakże łatwo (szczególnie nam, Polakom) przychodzi narzekanie. Spróbuj dla odmiany docenić. Znajdź plusy.

 Błogosławię mojego męża. Wiem, że go będę miała. I cieszę się, że nie mam go teraz. "Mąż" nie może być wyznacznikiem mojego szczęścia. I nie jest! Czas bez niego mogę spędzić naprawdę dobrze się bawiąc i ucząc, a z nim może być jeszcze lepiej, ale nie "najlepiej".

 Czasami przychodzi poczucie osamotnienia. Zaraz jednak szybko je przepędzam. Jak już wspomniałam, generowanie złych myśli jest niszczące. Mam tyle ulubionych rozrywek, dzięki którym zapominam o osamotnieniu, że nawet nie mam czasu myśleć o tym, że jest mi ciężko w mojej samotności.
Nam, singielkom, jest ciężko, bo karmicie nas takimi uczuciami, że nam POWINNO być ciężko.

 "Koossa, idź znajdź męża".. Moje ulubione. Jeżeli w Poznaniu, na mieście, jest jakaś "znajdywalnia mężów" to wskażcie mi ją. Może za jakiś czas znajdę "czas", aby się tam wybrać. Moje życie jest tak pełne, że nie mam czasu na użalanie się z powodu bycia singielką. Czerpię garściami. I to jest mój wybór. Czas ten przeznaczam na bycie szczęśliwą, a nie zdesperowaną smutną Panną.



Todos claro? :)
Say shine and blessed

PS wszelkie teksty napisane kursywą i ogólny pomysł inspirowany jest wspomnianą książką autorstwa Mandy Hale :)

2 komentarze :

  1. Nie będzie to szczególnie górnolotne co napiszę, ale kwestie podstawowe nie muszą takie być, by być ważnymi, a wiele osób z mojej obserwacji nie zdaje sobie z tego sprawy. Twoje wnioski, z którymi się zgadzam, streściłbym do "nie poczujesz się dobrze z drugą osobą w sposób dojrzały, dopóki nie poczujesz się dobrze ze sobą". Chować się w kimś przed swoimi lękami jest niby komfortowe jak ciepły kocyk, a otoczenie może skłaniać do chowania się pod nim, bo "małż, dzieci i życie się ułoży", ale idąc dalej tym tropem - jak się ogień zaprószy to jakoś nie masz sił tego zdmuchnąć (wtf to porównanie, chyba już śpiący jestem). W ogóle myślenie "znajdź żonę/męża" jest teraz bardzo przestarzałe, to też kwestia indywidualna, ale by w partnerze znaleźć tego kogoś trzeba przepracować naprawdę wiele. I mieć świadomość, że nawet z tą drugą osobą można się czasem poczuć samotnym, bo o dziwo nie ma jakiegoś niezawodnego remedium na ten problem poza, tak mi się wydaje, właśnie zajrzeniem do środka i jakimś wewnętrznym dialogiem (jeśli ma tam kto odpowiadać).

    Co do znajdywalni mężów - jest taki stary dowcip o centrum handlowym sprzedającym mężczyzn z tabliczką na ostatnim piętrze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasjusz! Jak miło, że do mnie zawitałeś :)
      Prawda. Wciąż jeszcze dopisywałabym jakieś rzeczy do tego posta, bo się myśli w głowie kłębią. Nie możemy zawieszać na drugiej osobie naszych pragnień, bo to nie wychodzi. Porównanie z zaprószonym ogniem - bezbłędne :D Późną nocą przychodzą ciekawe porównania i myśli ;)

      Niestety żartu nigdy nie słyszałam. Za to zawsze zwinnie obracam w żart teksty w tym stylu - znajdywania partnera. Na jakiś czas.. zamyka drugą osobę i mogę powiedzieć, że mam wtedy "święty" spokój :)

      Usuń

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.