Tydzień Czytania Poezji

Słuchajcie. Może się tym jeszcze nie dzieliłam, jednak myślę, że warto.
Nie wiem, jak Wy, ale ja miałam zawsze problem z interpretowaniem wierszy. Wychodziło mi to tylko przy omawianiu wierszy z epoki romantyzmu - wszędzie chodziło o ten sam schemat użalania się nad światem ;)

Poczułam jednak chęć, aby zbliżyć się do poezji i zobaczyć, jak ja teraz na nią zareaguję.
Przez tydzień w styczniu, czytałam poezję. Szymborska, Zabacka, Leśmian, Konopnicka, Roszak. Wszystko, co znalazłam w pokoju (!!!).

Jakie są moje odczucia?
Rzadko coś rozumiałam. Czasami rozkręcałam się z moimi metaforycznymi przemyśleniami dopiero przy drugim czy trzecim wierszu. Myślę jednak, że dało mi to naprawdę wiele. Wiersze pozwalają na.. zabawę słowem! I to jaką! W wierszach Pani Joanny Roszak /moja polonistka, niezwykle utalentowana kobieta!/ było to aż nagminne, że aż czasami padałam z zaskoczenia i podziwu dla takich słownych igraszko-wynalazków :)

Niektóre wiersze bardzo mnie dotykały. Problem jednak wciąż mam z lirykami Leśmiana. Był tam również wiersz, którego uczyłam się, gdy przygotowywałam się do szkoły teatralnej. Każdy też taki liryk bardzo jest cielesny i erotyczny. Nie sposób nie wrócić do emocjonalnych momentów w związku.

Chciałam jednak podzielić się z Wami wierszem z przekazem. Moja mama otrzymała w 1999 roku tomik poezji /i zdobyła również autograf autorki/ Anny Zabackiej. W notce biograficznej napisali, że pracowała w Poznaniu, a zanim to doczytałam to domyśliłam się tego po wpisie polecającym pana Nikosa Chadzinikolau.

Wagi

Różne wagi
mamy w sercach,
ubóstwianie pieniądza
i hołdowanie zmysłom
- miarą nierzadką.

A liczy się
czuwanie,
aby nie upodobnić się
do panien biblijnych,
którym w lampach
zabrakło oliwy
w dniu wesela.
Z pewnością zrobię sobie jeszcze jeden taki tydzień. Zdążyłam jeszcze wypożyczyć stos tomików, z chęcią przeczytania ich w tamtym okresie, jednak pochłonęły mnie liryki Leśmiana :)

0

Igor Kwiatkowski - Drobnostka (z filmu "Vaiana")

0

#bucket list 168

168) Uszyć sukienkę na miarę

Powinno być dopisane, że chodziło mi o oddanie materiału do krawca, który by tę sukienkę uszył.
I stało się.
Na miarę, idealna i wymarzona /łącznie z kolorem/ sukienka ze spódnicą z koła.
Wstępna nazwa kolekcji /bo na tym się nie skończy/ to "PaRawKa" :)

W końcu sukienka ładnie na mnie leży, a gdy się pochylę to tyłkiem nie świecę :)

Chwała Panu i oby tak dalej!

PS
ta pozycja nie była nawet wpisana na ten rok! :D
0

Mac Miller - My Favorite Part (feat. Ariana Grande)

0

Okno


Okno. Taki widok mam z okna.

 Nie lubię go jakoś szczególnie często myć. Jeżeli mi się zdarzy, to dumna jestem wtedy jak PAW! Takie piękne! Takie czyste! Ah i oh.
Nie o tym jednak chciałam pisać - kto by chciał czytać moje zachwyty nad umytym oknem :P

 Lubię urozmaicać swoje życie. Lubię nie wpadać w schematy, nawyki i nudę. W związku z czym często wymyślam sobie jakieś odstępstwa od reguły.Czasami aż.. robię sobie na złość! Dosłownie! Nie lubię lodów wiśniowych? To specjalnie je zamawiam. Dlaczego? Myślę, że moja ciekawość świata jest większa niż moje uparte i utarte schematy czy przyzwyczajenia.

 W okresie pomiędzy świętami a nowym rokiem znów zrobiłam coś wbrew temu, co robię już automatycznie.
Zaczęłam się w sumie zastanawiać.. dlaczego zasłaniamy okna? W sumie, odpowiedź jest oczywista - bo nie chcemy, aby nas ktoś podglądał. To znaczy, że masz coś do ukrycia? Wiadomo - swoją prywatność, intymność. Nie chcesz robić darmowego striptizu dla nieznajomych.

 A co, gdybyś tego wieczoru nie zasłonił zasłon? Nie wiem, gdzie mieszkasz - czy w bloku czy w domu, na osiedlu..
Lubię zaglądać przez okna. Może to trochę niegrzeczne, ale okna dla mnie są takim ekranem filmowym na czyjeś życie. Prawdziwe emocje, zdarzenia, uczucia.
Pierwszy odruch jest, aby zamknąć. W końcu muszę odgrodzić się na noc od świata! A co, jeśli dzisiaj nawiążesz jakąś rozmowę wzrokową z sąsiadem z naprzeciwka? Z przechodniem? Z panem/panią co to wyprowadza psa? Może odkryjesz, że Twój dobrze znany światek wygląda niezwykle nocą? A rano.. A rano niech promienie słoneczne Cię obudzą!
Ja niestety jedyne żywe stworzenie, jakie mogłabym wypatrzeć po nocy za oknem to kot sąsiada. Jednak doświadczam siebie i poddaję próbie. I jest to ciekawe. Nie zasłaniam okna już od jakiś dwóch tygodni i za KAŻDYM razem, gdy przychodzi wieczór i czas szykowania się do spania mam odruch, aby to zrobić. Normalnie, moje nawyki zmieniają się dość szybko. Tutaj mija już drugi tydzień, a ja wciąż uparcie to samo - aby się odgrodzić.
Może znów za dużo myślę, jednak myślę, że to dość ciekawe tak nie zasłonić okna na noc i sprawdzić chociażby swoją reakcję.

Dasz radę tak zasnąć? :D

0

O nienasyceniach tego świata



W tle soundtrack z „La la land”, a ja dzisiaj chcę do Was pisać o pracy nad sobą, o swoim rozwoju i wzroście  (duchowym i wewnętrznym).



Co Ci co znają mnie bardziej wiedzą, że jestem dość zabieganą osobą. Ciągle coś robię. Gdzieś chodzę. Angażuję się. Śpiewam, tańczę, oglądam, czytam, robię challenge, uczę się. Gdyby tak wymieniać czym właściwie się teraz zajmuję, to mógłby się post na bloggerze nie zmieścić ;) /nie przechwalam się!/
Kiedy człowiek tak się wciąż stymuluje i szuka nowych sposobów do samorozwoju to z czasem potrzeba mu nowych „pobudzaczy”. Nie sądziłam, że może mnie to spotkać!
Od jakiegoś czasu czuję, że mogłabym więcej. Że marnuję i się, i czas. Więcej. Bardziej. Mocniej. Częściej. Tylko jak?

Wujku Google! Pomóż!
Wpisałam „way to improve yourself” (sposoby by się rozwinąć). Wybrałam pierwszy wynik /”42 lifehacks to improve your life”/. Przeczytałam. I nie dowiedziałam się niczego nowego. Naprawdę. Do wszystkiego już kiedyś sama doszłam, a część gdzieś doczytałam w podobnej wyliczance. Była może jedna nowa rzecz, która niekoniecznie przypadła do gustu, ale trochę się nią zainspirowałam. Dobrze. Jednak to, że niczego nowego się nie dowiedziałam mnie nie zadowoliło. Poszłam dalej. Napisałam do moich najbliższych – „czy ze mną jest coś nie tak?”, „czy ja się wypaliłam?”, „czy nie jestem wybredna/łapczywa?”. Nikt nie potrafił mi powiedzieć nic nowego.
Pogadałam z Bogiem. Dostałam i naprawdę zaskakującą odpowiedź i również to, czego szukałam – „lifehack” to kolejnego rozwoju.

Od kiedy jestem Córką Króla, to nie pasuję już do świata. Ten świat dąży do samozagłady. Wszyscy odczuwają pustkę i nie wiedzą dlaczego. Odpowiedzią jest – tęsknota do Boga. To przerwana nasza relacja z Bogiem przez grzech Adama w raju sprawiła, że mamy w sobie uczucie pustki. Próbujemy ją wypełnić. Zaczynając od hardkorów – alkoholem, seksem, narkotykami, poprzez zwykłe codzienne rzeczy. One faktycznie działają. Wszystkie jednak na krótką metę. 

Bóg powiedział mi – nigdy nie nie zaspokoisz się rzeczami ze świata. Nigdy nie nasycisz się rzeczami światowymi. Dlatego tak trudno przyszło mi uzmysłowić sobie, że to, co robię tutaj nie da mi poczucia spełnienia. Tylko przychodząc do Boga będę mogła się rozwijać. Pewnie sobie myślicie – mistyczne „przychodzenie” i „rozwijanie się” w Bogu. Nie wiesz, co pod tym się kryje? Ja też Ci nie powiem. Każdy inaczej rozwinie się Bogu. Każdy ma inną drogę. Duch Święty działa w dzieciach Bożych niezależnie od nich. Każdy ma inne pragnienia rozwoju. 

Wiadomość, że nigdy się nie nasycę uspokoiła mnie. „Uff, czyli wszystko w porządku! Bóg po prostu działa i otwiera oczy” ;)

Dostałam jednak również drugą wiadomość – kończenie projektów rozwija. Wiele mam w sobie i w głowie rzeczy, które mi wiszą, a ja bardzo chciałam je zrobić. I po prostu jakoś przepadły. Nie było czasu, ochoty, ludzie się wykruszyli. Nieprzeczytana lektura z liceum. Niedotrzymana obietnica z gimnazjum. Możecie się śmiać, ale ja jestem „pamiętliwa”!

Jestem Bogu wdzięczna za te dwie informacje. Teraz wiem, że nie dowiem się niczego odkrywczego czytając znów, że mam się gimnastykować, być optymistką i dużo czytać. Polecane sposoby na rozwój osobisty zostały przeze mnie w mniejszym lub większym stopniu wykorzystane. Teraz czas wymyślić swoje :)



Myślcie sobie co chcecie – dokańczanie zaległych „projektów” nie jest proste – trzeba je wpierw sformułować na papierze, aby móc się im przyjrzeć z bliska. Podotykać, powąchać i zastanawiać się co zrobić w związku z nim. 

Pomyślałam sobie jeszcze jedną rzecz. Niektórzy słysząc, że chodzę na charlestona mówią „wow, podziwiam Cię, że masz czas i chęć”. To jest prostsze niż MYŚLICIE. Wybieracie takie zajęcia, które Wam pasują i tematycznie, i terminowo. Kupujecie taki karnet, na jaki Was stać. Zaklepujecie termin „na amen” i chodzicie. Nagle po 3 tygodniach (czyli zazwyczaj 3 zajęciach) okazuje się, że CHODZICIE NA TAŃCE I CAŁKIEM NIEŹLE WAM IDZIE. Wiecie czego potrzeba, aby zacząć działać? Trzeba ruszyć d... :P Nic więcej. 

Podsumowując. Poczyniłam już pewne kroki, aby zakończyć pewne moje rozpoczęte projekty. I czuję radość. A kiedy coś naprawdę zakończę, to myślę, że duma z satysfakcją i zadowoleniem będą skakać wokół mnie :D

Zapraszam Was do działania! Rozwijajcie się! :)
0

TGD - Wysławiajcie Pana

0

John Mayer - Moving On and Getting Over

0

Lato, kiedy będziesz?

Ledwo co się zima zaczęła, a ja bym chciała już koniec. Tymczasowo lubię śnieg - przykrył szary świat. Czasami potrafi utrudnić dojazd aut i busów (a wtedy możesz wyjść na przystanek kiedy chcesz, bo "a nuż właśnie pojedzie"). Nie też, żeby mi było zimno, czy coś!



Tęsknię jednak za latem. Z możliwością ubrania maksymalnie jednej pary rajstop, a najlepiej to ich nie ubierać. Rozkoszować się ciepłem na ramionach, rozpuścić długie włosy. Wieczorem zarzucić na siebie kurtkę z jeansu. Jechać na rowerze i czuć ciepły wiatr we włosach, kiedy słońce o 20 dopiero chowa się za horyzont.
Czekam na lato, bo wtedy będę mogła w końcu po raz pierwszy biwakować na dziko. Będę mogła podróżować stopem w nieznane i bardziej znane. Będę mogła pójść w góry. Może nawet ktoś zorganizuje potańcówkę swingową pod chmurką..?



Chciałabym już ciepełko. Odkąd Bóg dał mi nową świadomość, to czuję się jakbym przeżyła w zeszłym roku wiosnę po raz pierwszy! Jestem ciekawa jak to się rozłoży w tym roku. Moment zakwitania wszystkiego. Moment wszelkiej pobudki stworzenia do życia, do tworzenia. Ludziom chce się żyć. Prawie jakby był nowy rok - nowy czas, nowa ja, nowe postanowienia.



A ja chciałabym lato. Chciałabym ciepło. Jeszcze jakieś 3 miesiące i będzie można pomarzyć o zmianie szalika, czapki i kurtki.

Wiem, marudzę ;)
0

Pokochaj siebie

Pokochaj siebie.



Utarty zwrot, który można przeczytać w co drugiej gazecie albo usłyszeć od co trzeciej motywacyjnej osoby. Sama często zastanawiałam się o co chodzi w poznaniu siebie i jak to w ogóle możliwe, że ja nie znam siebie!

Są pewne fakty, które musisz na początku usłyszeć:

1) codziennie budzisz się będąc „nową” osobą

Kiedyś dla śmiechu, z chłopakiem, który mi się wtedy podobał, na gadu-gadu (jak nie wiesz co to jest, to już się nie dowiesz :P) wyprowadziliśmy wzór na zmianę człowieka. To było coś mniej więcej takiego:

C = d+t/t

Gdzie C=człowiek, d=doświadczenia, a t=czas.
Codziennie czegoś doświadczamy. Może Ci się wydaje, że nie albo, że Cię to w ogóle nie rusza, ale wierz mi – rusza Cię bardziej niż może Ci się wydawać. Te doświadczenia sprawiają, że codziennie, poniekąd, budzisz się będąc nowym człowiekiem. Poza tym – jeżeli jesteś Dzieckiem Bożym, to Duch Święty pracuje w Tobie dość niezależnie i zmienia Cię i Twoje serce. Był czas, kiedy pytałam Boga, czemu nie mógłby mnie zmienić tak od razu do wersji już ostatecznej, ale potem stwierdziłam, że mogłabym siebie rano nie ogarnąć. Co dopiero moi znajomi!
Jeżeli nadal mi nie wierzysz, to podam Ci prosty przykład:

Załóżmy, że rozpoczęłaś codziennie oglądanie wieczorem jednej bajki Disneya. Z biegiem czasu nabierzesz własnego kryterium, Twoja definicja „dobrej disney'owskiej bajki” kształtować się będzie z każdą kolejną. I nie powiesz mi, że oceniła byś tę samą bajkę tak samo pierwszego dnia i ostatniego dnia tego doświadczenia. To właśnie nazywam bycie nową osobą. Kiedy pomyślę o mojej skromnej osobie, którą byłam np pół roku temu, to.. ja nie wiem, czy bym siebie poznała! ;) Codziennie „jara” mnie nowa dziedzina życia, kultury, sztuki, przygód. Jak tutaj pozostać stałym przy takiej ilości wrażeń? ;)

2) nigdy nie poznasz siebie w 100%

To się wiąże nierozerwalnie z pierwszym punktem. Codziennie się rozwijasz. Kiedy wydaje Ci się, że wiesz już jak reagujesz na miłość, to po dłuższym czasie „nieużywalności” serca w ten sposób zobaczysz, że zareagujesz inaczej. A wszystko przez doświadczenia. Te złe i te dobre. Te, po których się płacze – czy ze szczęścia, czy z radości. Przez codzienne doświadczenia zmieniają się moje gusta, smaki, pomysły. Napotykać będziesz wciąż nowe obszary, których będziesz doświadczać po raz pierwszy i nie dowiesz się jak reagujesz, jak nie spróbujesz. A skąd masz wiedzieć, jak zareagujesz, czy Ci się podoba, czy nie, skoro w życiu tego nie robiłaś? ;)

3) czasami Ci się wyda, że masz schizofrenię

I nie, że od razu jestem chora i dzwonimy do Gniezna do wariatkowa. Ja to u siebie dostrzegam na przykładzie jazdy na rowerze czy podróżowaniu autostopem.

Odkąd robię kurs na prawo jazdy, to zaczęłam rozumieć logikę poruszania się po ulicy. Szczególnie, gdy jadę rowerem. I pomimo tego, że wyjaśniło mi się mnóstwo rzeczy, to i tak robię im wbrew :D Chcę jechać ostrożnie, zgodnie z przepisami, jednak moje wewnętrzne ja i tak robi co chce, i jedzie pod prąd, po chodniku, gdy nie wolno, czy gna na złamany kark po gołoledzi.

Kiedy zaś podróżuję autostopem, to zawsze powtarzam i sobie, i innym – „nie dajcie się wysadzić na autostradzie! Łapanie na autostradzie jest zabronione!”. A co robię, gdy już podróżuję i kierowca nie skręca w mój zjazd? „Proszę mnie wysadzić teraz, tutaj!”. I w ten sposób ląduję na środku autostrady. Co wtedy zawsze myślę? „BRAWO KOSSOWSKA” :P

I za każdym razem czuję się, jakbym miała schizofrenię. Wiem jedno, a robię drugie. Jednak dzięki temu, że wiem co i tak zrobię końcowi, mam szansę zapobiec tragedii i próbuję ułaskawić następstwa moich poczynań.



To skoro już wiemy te rzeczy, to możemy iść dalej.

Powiem Wam, że czasami bawiły mnie te zwroty – poznaj/pokochaj siebie! Ja praktycznie całe życie jestem sobą i nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym być kimś innym. Co takiego jest w byciu sobą, że niewiele osób to „robi/potrafi”?

Bycie sobą może być niebezpieczne. Nie jesteś już jak grupa, nie idziesz za tłumem, tylko za swoimi pragnieniami, chęciami, marzeniami, pomysłami. Robisz rzeczy dla siebie, a nie by dopasować się do otoczenia. Przestajesz chcieć być jak wszyscy, ale odkrywasz interesujące pokłady własnego ja, które chcesz w końcu wydobyć na powierzchnię.

Bycie sobą daje wolność. Kiedy już wiesz, kim jesteś i jak reagujesz, nie narzucasz sobie dziwnych autorytetów /”chcę być jak ONA!”/ i nie zachowujesz się w pewien sposób, bo „tak trzeba”. Kiedy poznasz siebie, będziesz wiedziała jak trzeba postępować.

Bycie sobą jest źródłem. Wiesz, czego chcesz. Wiesz, co sprawia radość. Smutek. Wiesz, na czym Ci zależy. Jakie są Twoje priorytety. Nie muszą Ci o tym mówić inny, bo Ty znasz siebie lepiej.



To jak być sobą? Skoro to takie fajne, to czemu nie jest proste?

Aby być sobą, ważne jest, aby pamiętać o tym – Nie zastanawiaj się, w jaki sposób możesz poznać prawdę o sobie, tylko żyj tak, żebyś mogła się tego dowiedzieć. Nikt tego za Ciebie nie zrobi, moja droga! Każdy jest inny i każdy tę drogę musi przebyć sam.

Popełniaj błędy. Realizuj swoje pasje, zainteresowania /dobrze mieć Bucket List/. Zbaczaj z trasy. Rób utrudnienia. Wyznacz cele i dąż do nich. Odkryj rzeczy, które Cię bawią, które Ci smakują i cieszą. Rób wszystko, by było ich jak najwięcej.

Nie przepraszaj nikogo, że Twoja droga jest daleka od ideału. Pamiętaj, że każdy kolejny krok zbliża Cię do poznania tego, kim jesteś i jakie jest Twoje zadanie. Wykorzystuj szanse i nie bój się ryzyka, jakie ponosisz w bolesnym odkrywaniu prawdy o sobie.


A przede wszystkim..

Przestań szukać swojej tożsamości w innych ludziach. Odpowiedź znajdziesz we własnym lustrzanym odbiciu.


Ja, jako Córka Boga, znalazłam swoją tożsamość w Nim. Bóg codziennie pokazuje mi kim dla Niego jestem. Co mam w Nim. Jaką mnie stworzył. Odkrywa przede mną moje talenty. Otwiera oczy na nowe rzeczy. Zwraca serce na ważne sprawy. Przez ostatnie 2 lata potężnie się zmieniłam i to tylko i wyłącznie dzięki Potężnemu :) Moje życie nie jest idealne. Jednak jest moje. I zaskakujące dla mnie są stwierdzenia kobiet, które mówią, że chciały by być taką jak ja. Ja sobie myślę: „Ojej, czemu nie chcesz być taka jak TY?”. Zastanów się ile teraz własnego „JA” masz w sobie, a ile „narzuconego” przez świat. Powinnaś być taka. Powinnaś ważyć tyle. Powinnaś to nosić. Powinnaś być zgrabna. Powinnaś mieć taki telefon. Pytanie brzmi: a czego TY chcesz? :) Jaka TY jesteś? :)

Nie bój się być sobą, niezależnie od tego, kim możesz się okazać.


PS wszelkie teksty napisane kursywą pochodzą z książki "Singielka" Mandy Hale :)
0

Joshua's Troop - Everybody Clap Your Hands

0

Majówka 2016: Dzień 4 ostatni



 Powrót do domu. Do rzeczywistości. Zejście do Korbielowa, a stamtąd autobusem do Krakowa. 
Powiem tak - nikomu nie życzę wspinania się z Korbielowa do Schroniska na Hali Miziowej. Nikomu. Schodziłam prawie godzinę, a wielkość stromizmy przez cały czas była taka sama. 
Ostatecznie nawet zbiegałam, ponieważ bałam się, że nie zdążę na bus.





tam na dole to Korbielów

 Potem trochę zaszalałam. Myślę, że Bóg też błogosławił. W Krakowie w automacie na bilety znalazłam 5zł, za które wywiozłam się na krakowskie obrzeża i próbowałam dojechać do Poznania stopem. Skończyło się na Wrocławiu :)
Tam już przechwycił mnie zgrabnie Kuba Kocię, który odprowadził mnie na pociąg, nakarmił i zrobił zdjęcie z moją ulubioną wrocławską rzeźbą :D
W Poznaniu uratował mnie jeszcze kto inny - noclegiem, a rano pysznym śniadankiem.
Dzień spędzony z mężczyznami - wszystkie autostopy proponowane przez mężczyzn.

 Z jednej strony, im więcej się podróżuje autostopem, tym mniej się pamięta te wszystkie połączenia, którymi się jechało. Chciałam pominąć opowieść tych stopów, jednak nie mogę się powstrzymać :)
Z pewnością nie utknęłam w GOPie (Górnośląskim Ośrodku Przemysłowym). Zafundowałam sobie godzinny spacer po Zabrzu (orki z Majorki i te sprawy), bo zobaczyłam znak zjazdu na autostradę. "O, super! Pójdę bezposrednio na autostradę, to szybciej coś złapię". I wiecie, to tak, jakbyście w centrum Poznania (czy swojego miasta) zobaczyli znak, że do autostrady jest na "lewo" i rozpoczęli spacer w tym lewym kierunku, nawinie wierząc, że ta autostrada będzie za tym lewym rogiem :D
Moje myśli wtedy - "Hmm, nie miałam co robić w domu, więc stwierdziłam - a co tam! Zafunduję sobie darmowy spacer po Zabrzu! Dzięki Boże, zawsze marzyłam o spacerku po Zabrzu" :D
 Kiedy już doszłam do tej nieszczęsnej autostrady, to zaczęła jechać za mną policja. I to nie, że sobie jechała i miała mnie zaraz wyminąć, tylko ona podążała za mną. A ja zbliżałam się do autostrady, na której właśnie chciałam łapać okazję, by dojechać do domu.. Panowie w końcu sobie odjechali, a ja byłam już tak zmęczona, że swoje machanie rozpoczęłam już na zjeździe na autostradę i zatrzymał mi się.. Włoch. Szkoda tylko, ze jechał autostradą jakieś 10km. Co robić, co robić? Ledwo, co dostałam się na autostradę i już z niej zjeżdżam. Zrobiłam więc coś, czego zawsze odradzam wszystkim i zakazuję, i w ogóle. "Wysadź mnie na autostradzie". SUPER KOOSSA :D
 Kiedy mój uprzejmy Włoch zostawił mnie na nieszczęsnej autostradzie, to zauważyłam, że po jej drugiej stronie również stoi policja, więc rozpoczęłam szybką ewakuację za górkę, która tam była, aby uniknąć mandatu i innych takich. I tak, na jakieś pół godziny, utknęłam na kolejnym zjeździe już na samej autostradzie, w stronę Wrocławia. Moim ostatnim błogosławieństwem, w postaci kierowcy, był Turek. Ani po angielsku, ani po polsku. On po turecku, a ja na translatorze google. Dojechałam jednak, gdzie chciałam :)

 Teraz się z tego śmieję.. Wtedy nie było tak kolorowo. Bóg jednak błogosławi i prowadzi. Chwała Mu za to :) Było warto :D


0

Band Aid - Do they Know it's Christmas

Starsza wersja, nr 1.




Uaktualniona wersja starego dobrego hitu.


0

#bucket list 146

146) Zainspiruj kogoś do zrobienia Bucket List

 Udało się! Osoby nie ujawnię, a listy nie przekleję :) Jednak czytałam ją i jest naprawdę piękna i wartościowa ta lista!

 Wiecie, dlaczego warto taką stworzyć? Nasze życie napędzają sukcesy. Wszelakie. Czy chodzi o upieczenie czegoś, poważny telefon, dokończenie sprawy, a może pierwszy lot samolotem? Każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma swoje małe cele i marzenia. Są one dla Ciebie czasami nieosiągalne, ale wierz mi - jeżeli się dobrze "zastanowisz" to jesteś w stanie dojść do kilku niemożliwości w ciągu dnia :D (tak mawiała Królowa z "Alicji w Krainie Czarów"). Takie sukcesy powodują, że się rozwijamy. Spełniamy. Czujemy się dumni z siebie, pewni siebie i jakbyśmy właśnie posiedli wszelkie szczęście tej ziemi. Tak jest :) Twoje sukcesy Cię napędzają. Nie rezygnuj z nich. Twoje marzenia przełóż na sukcesy. I działaj. Masz dwa wyjścia. Albo na starość usiąść i żałować, albo usiąść i wspominać :)

Wybór naprawdę należy DO CIEBIE :)

EDIT: słyszę o kolejnych osobach! :)
0

Majówka 2016: Dzień 3

 Trudno było wychodzić. Fajnego zgrywusa poznałam w Chałupie, ale w końcu - trzeba iść!
Tutaj płot z ciekawych kolorowych deseczek. Wyglądają jak krótkie narty, ale nie będę twierdziła, że tak jest ;)
 Błagałam Boga, abym to właśnie pod tę górę nie musiała się wspinać. Jednak się wspinałam. Duma wielka!
 Im wyżej się wspinałam, tym się i zimniej, i wietrzniej, i tłoczniej robiło.

 Pojawił się również śnieg. Kurtka i czapka poszły w ruch.



 Piękna ta granica polsko-czeska :)

Dotarłam do Schroniska na Hali Miziowej.
Dotarcie tam to był jakiś kosmos. Szlak zasypany i zalany. Słowo zalany pasuje bardziej do tego, co tam się nie natopiłam. Dałam radę jednak :)
0

Zachód

Zdjęcie z telefonu mamy, wieeeeeki temu zrobione z widokiem na korty tenisowe.
0

Pierwszaje

Zapisałeś się na kurs kilkutygodniowy /piszę osobowo do Was jako ludzi, a nie z nakierowaniem na mężczyzn, bez fochów mi tam ;) /. Dostałeś się do wymarzonego chóru. Przychodzisz na cykliczną imprezę. Idziesz do znajomych przyjaciela. Jedziesz na obóz. Wszystkie te rzeczy robisz po raz pierwszy. Nikogo nie znasz, nic nie wiesz. A nawet, jeżeli znasz, to i tak nic nie wiesz i czujesz się nieswojo. Nikt z Tobą nie rozmawia, bo nikogo nie znasz. Po pierwszych 15 minutach jesteś już zatopiony w głębokiej rozpaczy /wersja hard/, masz ochotę iść do domu i zrezygnować. Walczysz jednak, aby wytrzymać do końca zajęć/spotkania/wydarzenia, aby nie było „siary”, że wychodzisz w trakcie. Kiedy w końcu jest koniec i możesz wyjść, jesteś wkurzony na siebie, że zafundowałeś sobie taką /mówiąc ironicznie/ „rozrywkę”, że „NIGDY WIĘCEJ” i masz ochotę się w sobie zamknąć /generalizuje teraz, możliwe, że jesteś inny/.

Weź głęboki oddech. Odłóż emocje i uczucia na półkę. I posłuchaj mnie teraz.


Twoje wyobrażenia i oczekiwania przerosły razy nieskończoność to, co się zadziało. Rzeczywistość zawiodła, a w Tobie pozostał tylko niesmak. Zaskoczę Cię – to normalne.

Być może jesteś z tych typów, które doświadczone już takimi wydarzeniami starają się dać sobie szansę na przekonanie przez kolejne dwa razy /bo do trzech razy sztuka!/. Ten model posiada silną motywację w sobie, by się zaangażować i nie polec na pierwszym razie. Większość jednak rezygnuje, bo nie wie, że to normalne, że trzeba dać i sobie, i wszystkim dookoła czas na „rozkręcenie się”.
Odkryłam to już w gimnazjum. Sformułowałam w nazwę i słowa jakoś niedawno.

mój pierwszaj na nartach w zeszłym roku


Trenowałam koszykówkę przez 6 lat. Zaczęłam w 3 klasie podstawówki. Pomimo tego, że jeździłam na obozy ze swoją drużyną /na samym początku/, to zawsze pierwszego dnia miałam ochotę wracać. Było dziwnie, nieswojo, nie miałyśmy za bardzo co robić /przypominam: 3 klasa podstawówki! :P/. Potem były obozy kadry wielkopolskiej, obóz kadry Polski, campy, turnieje i inne takie cuda. Zawsze pierwszy dzień: MISS MY HOME. A ostatni..? ‘JA NIE CHCĘ WRACAĆ DO DOMU”. Zawsze. 

W gimnazjum, kiedy jeździłam praktycznie całe wakacje po obozach, wiedziałam już, że trzeba czasu, aby się to wszystko rozkręciło. W końcu nie w jeden dzień Rzym zbudowano, czy jakoś tak ;)
Nazywam to „pierwszaje”, bo „pierwszy raz”. I pomimo mojej jeszcze silniejszej motywacji niż „do trzech razy sztuka”, to zawsze się ten pierwszaj pojawia. Pierwsza godzina, pierwsze zajęcia, pierwszy cykliczny event.. Nauczyłam się już, że trzeba czasu.

Dzięki tej nauce nie zrezygnowałam z bardzo wielu rzeczy, które teraz owocują w przepiękny sposób. Nie zrezygnowałam z Gospel Joy i teraz jestem jego managerką. Nie zrezygnowałam z podróżowania i zobaczyłam już kawał Europy i Świata. Nie zrezygnowałam z kursu charlestona /taniec/ i już całkiem nieźle improwizuję figurami i ogarniam rytm. Nie zrezygnowałam z robienia omletu, chociaż pierwsze mi nie wychodziły, a teraz czuję się jak omletowy miszczu :D Mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Pierwszaj boli. Nikt do Ciebie nie podejdzie, bo Cię nie zna. Nie rozmawiasz z nikim, jesteś jak szara myszka i przyglądasz się wszystkiemu w czym chciałbyś właśnie uczestniczyć. Po takich zajęciach należałoby wykasowywać pamięć emocjonalno-uczuciową i złożyć przysięgę przyjścia na następne zajęcia :P
Pierwszaj również uczy. Podczas pierwszaja wszystko chłoniesz bardziej intensywnie: kto z kim, kto jak, dlaczego, po co. Rodzą się pytania, dzięki którym uczysz się operować potem w tej rzeczywistości. Pierwszaj jest przepięknym doświadczeniem upadnięcia na tyłek, gdzie masz dwa wyjścia – wstać, otrzepać się i spróbować jeszcze raz albo płakać i biadolić. Pierwszaj nadal boli, ale niezwykle zmienia perspektywę.
Zastanów się teraz przez chwilę nad jakąś grupą, w której już jesteś od dłuższego czasu. Pamietasz swojego pierwszaja? Pamiętasz ten niemożliwie krępujący moment, gdy bałeś się odezwać? Teraz już się pewnie z tego śmiejesz, ale wtedy wcale nie było Ci do śmiechu ;) Miałeś tysiące pytań, myśli, wątpliwości, spostrzeżeń. Czy teraz, potrafiłbyś je znów dostrzec?



Nie odrzucajmy pierwszaja. Nie dajmy się mu. Stań do walki i daj sobie kolejne dwie szanse :) Dla tych wytrwalszych – istnieje pewien Pan, który odkrył, że jest w stanie nauczyć się czegoś nowego, jeżeli się do tego mocno przyłożymy i poświęcimy na to 20 godzin. Ja jestem właśnie tym hardcorem i pacyfikuję pierwszaje, trzy razy sztuki i angażuję swoje siły w całe „20 godzin” /nie zawsze tyle kurs trwa ;) Czasami po prostu staram się wytrwać do końca kursu ;)/

To jak, dasz sobie szansę jeszcze raz? Może nawet dwa? W Piśmie jest napisane, że moc w słabości się doskonali. Słabość – ucieczka przed pierwszajem. Moc – danie sobie czasu na rozkręcenie się i kolejnych szans. Pracuj zatem, do dzieła :)

PS Nawet Gonciarz nagrał filmik o "Pierwszym Kroku”. On też powiedział, że miał swój pierwszy raz, że nie było łatwo, ale dzięki temu, że się nie poddał doszedł do tego miejsca, w którym teraz właśnie jest. Konkludując – rezygnując z czegoś, bo Twój pierwszaj Cię onieśmielił zamykasz sobie drogę na /być może/ odkrycie w sobie jakiegoś geniuszu lub wielkiej pasji :) Nie daj się pierwszajowi! Daj się ponieść i rozwinąć! :)
2

Majówka 2016: Dzień 2

 Drugiego dnia wstałam wcześnie, bo miałam przed sobą najdłuższy odcinek do przejścia - jakieś 29km!

Tak wyglądała półka na buty :)

W tej chatce poznałam niejakiego Mirka, który spojrzawszy na mój rozmiar dał mi do przymierzenia jakieś sandały, które sobie kupił, przeszedł z dwa razy i stwierdził, że go obcierają.
Ostatecznie, dał mi je, a ja w domu sprawdziłam, że takie sztuki za 300zł chodzą.. :O

 Szlak mnie zaskoczył.
TAK, PRZESZŁAM PRZEZ TĘ RZEKĘ :D


/wygodniej przegląda się klikając w zdjęcie by móc zobaczyć płynnie całą galerię :)/
 Czasami podczas postoju tańczyłam :)


 Mijałam małe wioski, gdzie ludzie byli moja osobą.. Zaskoczeni :)
Selfie w znaku drogowym :)





















Moim celem była Chałupa Chemików. Kiedy zeszłam już z wielkiej góry w wąwóz to droga ciągnęła się w nieskończoność. 
Z jednej strony - miałam dość i robiło się zimno. Stopy bolały od drogi asfaltowej, a plecy od plecaka.
Z drugiej zaś strony szłam wąwozem, po lewej stronie miałam koryto strumienia, a po prawej górę i śpiewałam sobie na głos: 
ain't no muntain high above, 
ani't no valley low enough, 
ain't no river wide enough 
to keep me from getting to you.. :D

Najważniejszy jest dobry humor :)
0

John Lennon - Happy Xmas (War Is Over)

Słyszałam kiedyś, że Lennon się zdenerwował i nagrał ten utwór wraz ze swoją żoną. Miał to być protest przeciwko temu, że są święta, a ludzie na świecie ze sobą wojują. Podobno protest podziałał, na te klika dni ludzie zawiesili broń.
Jestem za. Róbmy dobro, nie wojny.


0

Michael Jackson & Judith Hill - I Just Can't Stop Lovin' You

0

NADRABIAM: Majówka 2016: Dzień 1

Fiubzdziu w głowie się miota, więc biorę się za coś praktycznego i kreatywnego.

Pierwszy raz sama w góry wyruszyłam w zeszłym roku, w okresie "majówki". Tak naprawdę 2 maja wracałam już do domu, jednak to co przebyte i przeżyte - moje :)

Trasa - Beskid Śląski
Z Wisły przez góry i do Korbielowa.
Czas - 3 dni + 4 dzień na zejście.
Doświadczenia - niesamowite i wzruszające.
Opinie innych: Chyba oszalałaś, że idziesz sama.



 Pojechałam z Katowic pociągiem na ostatnią stację w Wiśle i stamtąd już ruszyłam pieszo. Średnio dziennie robiłam z 27km. Czasami się gubiłam, czasami błądziłam, czasami zawracałam (z wielkim rozgoryczeniem, że robię dodatkowe kilometry :P), jednak zawsze się odnajdywałam.
 Z początku szło mi się.. nudno.
"Jeny, z kim ja będę to wszystko przeżywać? Ale nuda. Zaraz chyba do kogoś zadzwonię, bo nie ma do kogo paszczy otworzyć.."

Po dwóch godzinach i pierwszym postoju mi przeszło. Myślę, że Bóg dość szybko nauczył mnie przebywać w swoim i Jego towarzystwie.


 Przyznam się również, że wzięłam za dużo rzeczy. Powodem tego była za duża torba, do której mogłam nawkładać więcej niż potrzeba.
 /można kliknąć w zdjęcie, aby je powiększyć i zobaczyć płynnie cała galerię :)/
 Postraszyła mnie również moja mama, że w górach leży śnieg. Więc wzięłam dużo ciepłych rzeczy, a natrafiłam na 20 stopni C i piękne słońce codziennie.


 Na szlaku przez pierwsze dwa dni byłam praktycznie jedynym człowiekiem. Czy bałam się niedźwiedzi albo dzików? Bałam się. Jednak nie szłam sama. Szłam z Nim. I wiedziałam, że On mnie chroni :)

polska górska wieś taka światowa :D
 Fajnie jest tak pobyć samemu ze sobą. Dobrze jest tak sobie odpocząć w sposób aktywny.

 Po pierwszym dniu miałam dość. Moje ukochane nowe i porządne buty mnie obtarły do krwi, a plecak uwierał od ciężkości. Jednak byłam przeszczęśliwa.
ŻADNE ZDJĘCIE nie odda tych widoków. Tej głębi nie da się uchwycić.
pierwszy nocleg w Chatce Studenckiej. BAJER!
Mogę również dodać jeszcze jedną refleksję, która się urodziła podczas drogi.
To nie plecak jest ciężki, nie droga, nie buty czy wysiłek. Najcięższe są nasze myśli, które ze sobą w głowie niesiemy. W sumie, to dźwigamy ;)
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.