100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VII

aura zaczęła sprzyjać podróżom, więc i ja zamieszczam ciąg dalszy :)

61) Nie bierz jednej pary butów - a jak przemokną?

Buty to dla mnie wciąż mały problem - ile i jakie. Optymalna liczba to dwie pary i to takie wygodne, w których ostatecznie, gdyby zaszła taka potrzeba, chodziłbyś, nawet, gdyby ta druga zaginęła/zepsuła się/zamokła. Obuwie wygodne czy dobrze zabudowane? Lekkie czy przewiewne? Nie wiadomo co nas spotka. Ponieważ japonki są ultralekkie i sprawdzają się dla mnie wszędzie, to są moją ekstra parą. Tak to trampki plus sandały? To naprawdę zależy od tego, gdzie jadę. Jedno wiem na pewno - muszą być sprawdzone i wychodzone przeze mnie. Ewentualne zażalenia będę mogła kierować tylko do siebie ;)

62) Jeżeli czujesz, że potrzebujesz snu to go uzupełnij!

Zaskakujące, ale prawdziwe ;) Chociażby się paliło i waliło bądź wypoczętym podróżnikiem. Mi osobiście czasami wystarczy, że sobie poleżę i po prostu odpocznę. Nic tak nie regeneruje, jak sen. Nie alkohol, nie jedzenie, nie dzikie harce do wczesnego ranka - najzwyklejszy zdrowy sen :)



63) Oprócz ubrań weź też jakieś dodatki - kolczyki, bransoletki, pierścionki.

Osobiście nie czuję presji w tym kierunku. Szkoda mi ich trochę brać - a jak się zgubią? Mogę tylko się domyślać, że nawet jeżeli nie czułabyś się w pełni kobieco w brudnej sukience czy spódnice, to takie dodatki zrobią swoje ;) A pierścionek.. sam pierścionek się przyda - w niektórych krajach może to być jedyny ratunek przed natrętnymi kochasiami ;)

64) Jeżeli będziesz pływać w rzece lub jeziorze - weź gumowe buty. 

Mogę to potwierdzić co do wybrzeża chorwackiego - i plaża, i dno usiane są kamieniami, a w wodzie pomiędzy nimi kryją się jeżowce - małe, czarne i niepozorne zwierzątka, które kolcami mogą wyrządzić krzywdę stopie. Chyba nie chcesz spędzać wakacji w szpitalu bądź z nogą w opatrunku? Czasami też, ilość śmieci pływających w takich miejscach, może Cię zaskoczyć. Mi osobiście wyobraźnia się rozkręca w momencie, gdy smyra mnie jakiś glon pod wodą.. Szkoda trochę tracić miejsce na takie buty, jeżeli jednak wiesz, że nie będziesz wskakiwać do takich miejsc, to odpuść sobie. Za granicą, przy większych zbiornikach będziesz mógł kupić buty na miejscu :)

65) Przed wyjazdem spakuję się przed wyjściem na imprezę i wypiciem jakiegokolwiek alkoholu.

Można to zrozumieć na dwa sposoby - wyjeżdżasz gdzieś i przed wyjazdem idziesz na imprezę mocno zakrapianą. Nie wiadomo ile będziesz z niej pamiętał, a tym bardziej tego w jaki sposób znalazłeś się w swoim łóżku. Warto zaoszczędzić ten poranny czas i nie zastanawiać się czy aby na pewno wszystko wziąłeś.
Drugim sposobem jest to wszystko co powyżej, ale w odniesieniu do zmiany hostelu - czyli jedziesz w swojej podróży dalej, ale chcesz spędzić czas z poznanymi ziomkami w hostelu. Spakuj się przed. Będziesz sobie później dziękować ;)
/ah, ale się rozmarzyłam, że gdzieś tam właśnie ludzie siedzą w hostelu i podróżują../

66) Weź ze sobą adapter do kontaktu!

Jeżeli jeździsz z kraju do kraju - weź tym bardziej. Jeżeli nie zgłębiałeś wcześniej tajników specyfikacji danego kraju i z góry założyłeś, że wszystko wszędzie jest już takie same, to możesz się bardzo zaskoczyć. Jeżeli jednak podróżujesz tylko do jednego kraju, to sprawdź wcześniej, czy naładujesz sobie telefon bez problemu ;)

67) Zawsze zarezerwuj sobie pierwszy nocleg w danym mieście.

No chyba, że jesteś "hardkorem" i stawiasz odważne kroki wiary idąc na żywioł. Jeżeli marzy Ci się, że na miejscu poznasz kogoś, kto Cię przygarnie za darmochę do siebie i w ogóle będzie cacy - to nie wiem czego się naoglądałeś albo kogo się nasłuchałeś. Owszem, może Ci się to przydarzyć, ale nie bierz tego za pewniaka. Zawsze, w takim wypadku, można rezerwację cofnąć, a /jeżeli była/ opłatę rezerwacyjną przeboleć. Moje doświadczenie /małe, własne, ale ciasne/ żałuje, że czasami nie miałam gotowych noclegów. Czasami już prawie wybierałam nocleg w jakimś parku, gdy Bóg mi błogosławił. Ilość stresu przeżytego wtedy nie była najlepszą częścią podróży, dlatego zachęcam do rezerwacji - w szczególności, gdy nie masz zamiaru tak szybko opuszczać miejsce zwiedzania.



68) Nie musisz wysyłać pocztówki w kopercie - i tak zaginie.

Nigdy bym nie wpadła, że można wysłać pocztówkę w kopercie. Bo co, inni przeczytają? Jak ma dotrzeć, to dotrze, a mało jest przypadków, że nie dociera. Ja się wycwaniłam jeszcze bardziej i wysyłam je z Polski do ludzi, którzy ich oczekują :) Koszt znaczka w Polsce mniej boli.

69) Sprawdź ile alkoholu i papierosów możesz przewieźć.

Dotyczy się pewnie tych, co chcą przywieźć takie pamiątki i przejeżdżają przez granice, gdzie nie ma strefy Schengen. 

70) Lecisz samolotem? Sprawdź jakim autobusem dojedziesz z lotniska do centrum.

BARDZO WAŻNY PUNKT. Będziesz sobie później dziękować. Sprawdź najlepiej każdą opcję, jaka istnieje - te cholerne autobusy czy dojazdy potrafią być szalenie drogie. W szczególności, gdy dane lotnisko, z nazwą miasta, od tego miasta znajduje się jedyne 100km. Zrób wszystko, co możesz, aby dowiedzieć się, jak dostaniesz się do miasta. Naprawdę.



to chyba na tyle
już tak dawno nie podróżowałam, że zapomniałam jak to się robi :P
obym wkrótce to nadrobiła ;)
0

#bucketlist 116

http://www.jumparena.pl/images/about_img.jpg

116) Iść na trampoliny
Byłam. Skakałam. Odważyłam się zrobić salto w przód w pianki :)
Można dokupić skarpetki do wejścia z anty poślizgiem. Po godzinie skakania w pianki wyglądają one mniej więcej tak: /Twoje całe ubranie też/

Wiem też jedno - ubieranie jakiejkolwiek sukienki na trampoliny /nawet, gdy masz kolarki pod/ nie jest najlepsiejszym pomysłem ;)
0

#bucketlist 140


140) Przejechać się traktorem
Ci sami gospodarze byli tak kochani, że pozwolili mi się przejechać ciągnikiem. W punkt mam wpisany traktor, ale uważam cel za spełniony :)
"-Gosia, wduś sprzęgło!
- No depczę, ale nie wskakuje mi bieg
- Musisz wdepnąć mocniej.."
;)
Polecam, rozpędza się jak tornado :D

0

#bucketlist 57


by Luiza
57) Wydoić krowę

To było tak, że Luiza mieszka na takiej większej wiosce. Niedaleko ma znajomych, którzy mają gospodarstwo składające się z krów, świń, prosiaczków i paru ciągników.
Nie wiedziałyśmy czego konkretnie się możemy spodziewać. Gospodarze zgodzili się nas przyjąć, abyśmy wydoiły krowę. Skończyło się na tym, że byłyśmy przemile goszczone przez następne 3 godziny, poczęstowane pysznym ciastem (poległam z glutenem), zasmakowałyśmy wydojonego przez nas mleka i zasmakowałyśmy wiejskiego białego serka (jaaaaamiii!!!). Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i zapytałam też o traktor.. ale to już w innym wpisie.
Czy dojenie jest trudne? Podobno tak! Piszę podobno, bo ja dałam radę. W końcu - szybko się uczę :)
Poniżej filmik od Luizy :)





PS
Tak, pachniałyśmy później obornikiem. Tak, gdy byłyśmy w sklepie stwierdziłyśmy, że powinnyśmy mieć na pleckach kartkę z napisem "zbliżasz się na własną odpowiedzialność" xD
0

Janek Samołyk -Codziennie

0

Superfoods na podróż - Koossa smakuje

Ilekroć jadę w podróż staram się wziąć ze sobą jakąś wałówkę bądź zaplanować na posiłki w miarę mądrze, ale zdrowo. Nie wiem jak wy, ale mój organizm się dosłownie broni po kilku dniach jedzenia wszelkich wytworów "instant" i błaga o pomidora :P

Ostatnio dość filozoficznie stwierdziłam, że żeby mieć coś swojego "sprawdzonego" (jak np ja fryzjerkę), to trzeba jednak spróbować danej rzeczy z kilku źródeł, aby z czystym sumieniem stwierdzić TAK, TO TEN. /no dobra, niektórym udaje się to za pierwszym razem, przy czym dla mnie nie jest to dość obiektywne/.

Podczas sporadycznych zakupów w różnych dyskontach typu Lidl czy Rossman można natrafić na fajne okazje cenowe, które pozwalały mi zasmakować tych wszelkich "superfoods".

Oczywiście, staram się unikać dań z glutenem. Dlatego wszelkie makaronowe zupki, tak dotychczas przez mnie uwielbiane, omijam szerokim łukiem i dorzucam grosza do czegoś "lepszego".

No właśnie. Czy na pewno lepszego?
Mogę Wam z czystym sumieniem polecić /w tym wpisie/ aż trzy produkty, które udało mi się posmakować i stwierdzam, że dobre. I smaczne. I nie czułam się jak po zjedzeniu połowy tablicy Mendelejewa. 

Do góry widzicie VIFONa. Skusił mnie ten ryż. Do wyboru miałam jeszcze ostry, ale moje dość delikatne kubki smakowe stwierdziły, że może nie tym razem :P
Zaskoczyło mnie w środku to, że wkład z mięskiem był osobno w specjalnym opakowaniu przypominającym wyglądem pasztet :D Po przyrządzeniu - nie pamiętam dokładnie jak, ale na pewno obyło się bez dodatkowego gotowania - tylko proste zalanie wodą - mogłam posmakować smacznego ryżu z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym. To było super. Naprawdę! Niestety, nie sprzedają tego w regularnych sklepach typu Biedronka, ale jakbyście widzieli to jest to dość optymalną opcją do zabrania w góry :)
Minusem może być tylko wielkość, bo nie da się tego w żaden sposób skompresować. Chyba, że.. przepakujesz zawartość do czegoś mniejszego, a danie przygotujesz w swojej menażce ;)



Następnym daniem, które próbowałam, była ta kasza.
Też była całkiem smaczna, a ja dodatkowo urozmaiciłam ją sobie dodatkami w postaci mięska i jakiegoś warzywka.
Nie była ona również w żaden sposób trudna do przyrządzenia. Muszę tylko przyznać, że troszkę kosztowała ta paczuszka. Dorwałam ją wprawdzie na promce, ale nie wiem, czy normalnie bym ją sobie kupiła ;)










Ostatnim produktem, który zjadłam sobie na obiad dzisiaj jest ta kasza. Dorwana na promce w Rossmanie również nie należała do najtańszych. Była również troszkę trudniejsza w przygotowaniu, gdyż po zalaniu jej wrzątkiem musiałam ją gotować jeszcze przez następne 7 minut (czyli tutaj do wyparowania wody) nieustannie mieszając kaszę i prawie ją przypalając :P
Zaskoczyła mnie również tym, że nie ma napisane, że jest ostra, a ma w sobie suszoną kolendrę, imbir oraz papryczkę chilli. Dopiero po pierwszym kęsie moje kubki smakowe się odezwały :D
Ja sobie dodałam do porcji pokrojonego kabanosa. Taka porcja myślę, że zaspokoiła mnie na dwie godziny i fajnie by mnie rozgrzała, gdybym chodziła właśnie po zimnym szlaku. Mężczyzna musiałby zjeść takich porcji z 5, aby się najeść :P

zdjęcie mi się nie chce odwrócić ;P

No cóż. Myślę, że na pierwszy rzut to tyle. Polecam Wam szukanie takich promocji na superfoods, bo można złapać małe co-nieco w góry, które Was nie struje :)
I mam jeszcze jedną cenną uwagę: ŻADNA FIRMA PRZEDSTAWIONYCH PRODUKTÓW NIE ZAPŁACIŁA MI ZA NAPISANIE POSTA O JEGO SUPERFOODS. Zrobiłam to sama z siebie, bo uważam, że warto się dzielić smacznymi rzeczami, które mogą również być ciekawymi sposobami na zapasy w podróży :)

Smacznego! :)

0

Oczyszczanie przestrzeni

Dwa lata temu ten tekst natchnął mnie do porządkowania przestrzeni w moim pokoju. Powolnego, ale porządkowania. Proces wciąż trwa. Zdążyłam się przeprowadzić na przestrzeń teoretycznie mniejszą niż miałam dotychczas w pokoju, ale wzięłam praktycznie wszystko. I się wciąż pozbywam. I wiecie co? Stwierdzam, że jest to ogromnie UWALNIAJĄCE.
Zachęcam do tego tekstu.
Podpisuję się pod nim obiema ręcoma.

Do jej porównań lubię dodawać - wyobraź sobie, że zaczyna palić Ci się dom/mieszkanie. Masz 15minut na uratowanie najważniejszych rzeczy. Co zabierzesz?
0

Feel-Good-Movie, czyli moje zestawienie filmów na dobre samopoczucie MAJ



Tak. Dobrze czytacie. Maj. Chciałabym bardzo przeprosić za braki, ale tak to jest, gdy ma się elastyczne godziny pracy :P Jednak czuję obowiązek, aby się poprawić i nadrobić.
Skoro niekoniecznie miałam czas na wrzucenie tutaj jakiegoś zestawu, to możecie sobie wyobrazić, że również niestety nie miałam zbytnio okazji aby oglądać filmy.. Coś tam jednak dla Was wyłuszczę i już się dzielę! :)

1. Sister Act 2

Ciąg dalszy przygód Whoopie Goldberg w sutannie. I znów rewelacyjna muza. Nic tylko oglądać, tańczyć i śpiewać :)


2. Julie&Julia

Smaczny film. Koniecznie oglądajcie po obiedzie. Poza tym ten film zainspirował mnie do zrobienia czegoś podobnego, tylko z jakąś prostą książką kucharską. Co mnie poruszyło w tym filmie? Mąż Julie.. Skradł moje serce


3. Legion Samobójców

Oglądnęłam ostatnio na odmóżdżenie. I powiem szczerze - całkiem pokręcona bajka, zabawna i oczywiście najprawdziwiej nieprawdziwa :) Wciągnął mnie nawet i muszę przyznać - całkiem dobrze dobrana muzyka :) Czasami przesadzali z ilością tej muzyki, bo początek filmu wygląda tak, jakby chcieli przyciągnąć widza fragmentami wielkich muzycznych hitów. Z resztą - posłuchajcie filmu na początku sami ;)



4. To właśnie miłość

Totalny "must be watched". Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to prawdopodobnie nie zrozumiesz połowy moich tekstów oraz zachowań. Moment tańca Hugh'a Grant'a w brytyjskim parlamencie? Najlepsze "daaaa?!" na stwierdzenie, że przy żłobku z Jezusem było kilka ośmiornic.. Ahh, można by tak wymieniać i wymieniać :) KONIECZNIE :)


5. Holiday

Chciałabym kiedyś tak pojechać i popilnować czyjegoś domu. Może niekoniecznie od razu zakochiwać się w każdym, kto odwiedzi dom właścicielki, ale... witaj przygodo! Kocham w tym filmie Kate Winslet oraz Jack'a Black'a :)

Uff, to chyba tyle! Miło się robi, gdy się wspomina te Feel-Good-Filmy :)
To co, ja lecę może coś oglądnąć, aby było co na czerwiec wrzucić :D
Dobrego! :D
0

Kiedy spódnice idą w ruch, czyli koncert finałowy szkoły tańca flamenco "La Tromenta"


Jest taki dzień, raz do roku, kiedy na prawie dwie godziny przenoszę się do Hiszpanii.. będąc w środku Poznania!
Nie jestem w stanie powiedzieć od ilu lat - z przerwami niestety - chodzę na te koncerty. Nie obyłoby się oczywiście bez pewnej Szkolnej Mamki, która ten taniec tańczy i za każdym razem chodzę oglądać jej postępy oraz poczynania :)
Ten dzień za każdym razem jest specyficzny. Za każdym razem dzieje się w ten dzień wszystko, a ja zawsze staram się tam dotrzeć i wczuć się z wszystkimi w ten klimat :)

To jest dla mnie zawsze niesamowite ile emocji można wyrazić takim tańcem, klaskaniem, tupaniem, pstrykaniem, podnoszeniem ogona, rzucaniem chustą czy pokrzykiwaniem. Ja zazwyczaj czekam na moją ukochaną Buleria por Jerez, czyli taniec, gdzie ilka kobiet ustawia się w półkolu i zaczyna wybijać rytm z melodią i po kolei na solówki wychodzą tancerki :) mogłabym na to patrzeć bez końca! :)





Jestem pełna podziwu dla tych wszystkich kobiet za pomysł na ubiór, za upór, za trzymanie tempa i nie poddawanie się, gdy się nie tańczy równo. Bo przecież każda tańczy w swoim tempie :)

Dzięki chodzeniu na te koncerty mogę powiedzieć, że liznęłam trochę kultury i jestem w stanie rozpoznać z daleka po muzyce i odgłosach, że ktoś tańczy flamenco! /a miałam taką sytuację, więc nie wymyślam ;) /
Cóż więcej mogę rzec - w Poznaniu przepięknie ten taniec krzewi pani Kasia Burgiel. Jeżeli kiedykolwiek spodobała Wam się ta muzyka, bądź stroje, to z pewnością zechcecie pobiec na zajęcia! :)

PS
tak, ja też chodzę, aby sobie od czasu do czasu zakrzyknąć "vale!", "bien!" :D
0

Wracam do korzeni, czyli wyprowadzka do Poznania


Przyszedł na mnie czas. Na każdego kiedyś przychodzi. Kochasz rodziców całym swoim sercem, jednak czasami się ścieracie. Bo nie posprzątane, bo nie ma cię w domu za często. Przychodzi taki dzień, że chciałbyś po swojemu. Inaczej. Samemu. 
Bóg ekspresowo pobłogosławił mi miejscem w dwuosobowym pokoju. Super dziewczyny, duża przestrzeń, przepiękna lokalizacja i do tego kwota czynszowa, na którą nawet będzie mnie stać! :)

Mina na zdjęciu, bo po całym dni miałam już serdecznie dość pakowania. Miałam nadzieję, na maksymalnie 4 kartony najpotrzebniejszych rzeczy i kilka toreb z ubraniami, a wyszło z tego ok 40 rzeczy, krzesło, dwa namioty.. Eh. Już na wstępie, gdy zapakowałam książki, wyszły mi z tego 4 kartony.. :P

Przeprowadziłam się do Poznania. Czy na zawsze? Nie wiem, Bóg wie :) Ja się cieszę i widzę, że moje mieszkanko jest już błogosławieństwem - jedna mini próba Gospel oraz wieczór panieński za mną w ciągu 7 dni od przeprowadzki ;)

Może to niektórych z Was dziwić, ale ja tam jestem podekscytowana mieszkaniem. Bez rodziców. Wiem, że niektórzy z Was to już w liceum przeprowadzali się do większych miast, aby nie musieć dojeżdżać do szkoły niemożliwych odległości. I może Was dziwić moje podekscytowanie, ewentualnie stwierdzić, że nie ma się czym ekscytować. Pamietajcie, że dla mnie wszystko jest NOWE. Zaskoczeniem było to, że wiecie.. normalnie pasta do zębów w domu jest, proszek do prania, plastry czy leki. A teraz.. Trzeba było wszystko kupić.
Siłą się powstrzymuję, aby pobiec do Ikei, aby kupić "rzeczy potrzebne do nowego mieszkania". Problem w tym, że ja już większość rzeczy mam. Mieszkanie jest w pełni wyposażone, jeżeli chodzi o rzeczy w kuchni, meble czy nawet wieszaki :P

Będę się dzieliła z Wami moimi..nowymi przeżyciami :) A już na pewno jestem ciekawa co mnie czeka, gdy przeczytam sobie Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz - bo właśnie stałam się jej mieszkanką :)

Wiecie, co chyba zrobię? Wybiorę się na krótki spacerek z aparatem :)
Dawno nie ćwiczyłam sztuki fotografii. A coś czuję, że wypadałoby :)

Reasumując: jestem na nowym. Dla mnie nowym. Mieszkaniu, gruncie, etapie w życiu.
Póki co, zdążyłam rozwiesić ubrania oraz poukładać książki kolorystycznie /czemu ja na to wcześniej nie wpadłam! Wygląda to cudownie! :3/



Kartonów wciąż kilka jest, ale jest we mnie również pragnienie pozbywania się rzeczy :) Niech służą innym :)

tak to wyglądało..

0

Zapisałam się na studia


Może będziecie się dziwić, co ja tak to przeżywam. A przeżywam. Jestem podekscytowana i zafascynowana, co z tego będzie.
Zaczęło się od tego, że zaczęłam myśleć o tym w marcu, więc aby mieć w czym wybierać zgarnęłam parę folderów z Targów Edukacyjnych. Miał być rok przerwy, który się kończy, to może znajdę coś co mnie poniesie na fali bycia "menago" i jeszcze bardziej rozwinie? 
Są różne ciekawe kierunki. Niektóre na prywatnych uczelniach i kosztują 5,5 klocków za rok, ale myślę, że znalazłam również coś dla siebie na państwowym "Adasiu".
Czekałam. Pytałam Boga czy składać, czy nie składać. Czy iść, czy nie. Czy na pewno mam czas i ochotę pisać magisterkę, i znów łączyć pracę menago ze studiami dziennymi. Nie było odpowiedzi. Postanowiłam zagadać o to mądrzejszych starszych w wierze i polecili mi, aby nie tracić życia i czasu, które dał mi Bóg i zacząć planować, gdzie chcę być za 5 lat. Jakie mam pragnienia? Co chcę osiągnąć? Czy ja wiem, moje pytanie brzmi GDZIE CHCE MNIE BÓG. Kolega z Fundacji słusznie stwierdził: "Ej, Koossa, ale wiesz, może jest tak, że masz iść na studia i ma Ci się nie udać wytrwać, ale czegoś ważnego się wtedy nauczysz? O sobie i życiu". Nie głupie! A ja chciałam zaoszczędzić sobie potknięć, a zapomniałam, że z nich zawsze mnie wyciąga Ten Większy i Mądrzejszy.. 

Ostatnie trzy tygodnie były inne. Zaczęłam nauki planowania. dnia, tygodnia, miesięcy. Trochę mnie zastanawia, jak zareaguje na to moja miłość do bycia spontaniczną i posiadania przestrzeni na totalną wolność, ale myślę, że Bóg to wyprostuje. Codzienna "list-to-do", tygodniowa, miesięczna. Powoli, ale idę. Uczę się, ale idę. Po drodze zaś - pragnienie, aby wrócić na studia. Wczoraj to nawet jak zasypiałam, będąc gdzieś pomiędzy jawą, a jakimś kolejnym dziwnym snem, stwierdziłam dość trzeźwo, że mnie naprawdę tam ciągnie! Na studia!

Kierunek wybrany, zbadany pod kątem opinii znajomych, którzy właśnie go kończą. Opinie wysłuchane oraz przemyślane. Zaczęłam już nawet wstępnie myśleć o tytule swojej magisterki :D
Dzisiaj, gdy miałam wolną godzinę do spania (już dawno przekroczoną), stwierdzam, że jest ona idealna, aby się na studia zapisać. Profil na stronie stwierdził, że moje konto z przed 3 lat już nie istnieje, więc cała zabawa od nowa. "Gdzie ja mam portfel z dowodem?", "Gdzie jest mój odpis maturalny?!", "Gdzie jest mój dyplom?!?" :D Latania po pokoju trochę było, ale jest!
Efekt końcowy - ZAPISAŁAM SIĘ NA STUDIA. Troszkę nie dowierzam, czuję presję. Wiem jednak, że Bóg jest dobry :)
Uśmiecham się do Was szeroko :)
We wrześniu wszystkiego się dowiem :)
Jednak jestem w gorącej wodzie kąpana :P
2

Zmęczenie materiału


Czasami człowiek musi odpocząć. I nie chodzi mi tylko o koniec dnia, ale myślę, że nie bez powodu powstał weekend. 
Chciałam być kiedyś ogromną patriotką i zastanawiałam się, czy jest jakieś określenie, które nie jest makaronizmem i nazywa koniec tygodnia jednym słowem. Nie ma. Podobno mówiono kiedyś na weekend "wolna sobota". I tyle.

Wracając. Lubię swoją pracę. Ogromnie! Teraz widzę, że Bóg postawił mnie w tym miejscu, a nie innym nie bez powodu. Nawiązywanie nowych relacji, w czym nie mam problemu, rozmowy, ogarnianie spraw. Bajka. Gorzej, gdy moja Bajka trwa cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. A potem znów od nowa. Wtedy, pomimo wielkiej miłości do Bajki, przychodzi zmęczenie materiału. Przychodzi coś, czego nigdy nie miałam i jestem zaskoczona, że się pojawiło. Mianowicie - zapominam rzeczy, zostawiam rzeczy, gubię. I nie lubię tego w ogóle. Moje ciało się buntuje. Mogę być wyspana, bo to nie chodzi o fizyczne zmęczenie. Mój mózg po prostu nie wyrabia na zakrętach psychicznie. Im więcej wrzucam tematów w ciągu dnia, tym bardziej jestem rozkojarzona i gubię nawet słowa! 

Odczułam kiedyś doskonale, że każdy z nas ma własną ilość rzeczy, którą może zajmować się na raz/w jednym czasie. Myślę, że dla mnie byłaby to liczba 4,5 :P 
Czytając książkę, o wolnym podróżowaniu autor dokopał się do badań naukowych, które stwierdzają, że jeżeli planujesz swój dzień bardzo gęsto, tak, że chcesz załatwić bardzo dużo rzeczy, na dodatek z różnych dziedzin, to sam skazujesz siebie na niepowodzenie. Nasz mózg potrafi szybko pracować, ale nie jest powiedziane, że lubi pośpiech oraz szybkie zmienianie tematów. Nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę, że na dłuższą metę jest to ogromnie męczące. I kiedy takiego jednego dnia sobie dzwonię, rozmawiam, potem nagle wskakuję w inny temat, a na końcu jeszcze spotykam się z dwoma innymi osobami, to mam mały chaos. Dzień powinien koncentrować się na maksymalnie 5 rzeczach (przynajmniej mój), które oddzielone są od siebie też jakąś jednostką czasu tak, aby dały czas mózgowi na archiwizację :P Nasz mózg zapamiętuje to co najważniejsze - czy to z rozmowy, wykładu, pracy, spotkania, rzuconego spojrzenia na ulicy.. Oczywiście, każdy posługuje się swoimi własnymi kryteriami, jeżeli chodzi o zapamiętywanie takich rzeczy, ale coś tam zapamiętuje. Im więcej rzeczy w ciągu dnia do ogarnięcia, tym mniejsza szansa, że zapamięta to co właściwe, bo będzie chciał zapamiętać wszystkiego po trochu. Jest różnica przy zapamiętaniu rzeczy z 5 dziedzin/rejonów niż z 10 w ciągu tej samej doby.
Uff, dobra, bo tutaj tak naukowo popłynęłam, a to w większości moje własne odczucia. Chciałabym oczywiście zminimalizować rzeczy, którymi zajmuję się w ciągu dnia, aby po drodze nie mieć problemu z wysłowieniem się, zgubieniem jakiejś rzeczy oraz pomyleniem godziny czy daty. Im większy natłok zadań, tym częściej ponoszę porażki.
Fajnie. Pięknie. Stwierdzony problem mam, to teraz - DO DZIEŁA. Niestety, stan wysokiego ogarniania kilkunastu rzeczy na raz jest czasami nieunikniony oraz uzależniający. Fajnie jest mieć poczucie, że się dużo zrobiło. Mnie jednak czasami przypomina ono uczucie, że próbuję być "jedną dupą na pięciu weselach" ;P

Mało znaczy więcej. Wolniej znaczy.. Piękniej? Lepiej? 

Post ten powstał z tego powodu, że dzisiaj, po dwóch tygodniach pracy non stop, w końcu, chociaż trochę, wypoczęłam. Tak - dzwonili do mnie, ja dzwoniłam trochę, ale udało mi się na chwilę zatrzymać, poleżeć w hamaku, poczytać. Mój mózg zajął się dzisiaj najmniejszą ilością zdarzeń w ciągu dnia, na skali tego miesiąca, jak nie dwóch :)
Byłam wypoczęta do tego stopnia, że gdy pojechałam na zajęcia taneczne wieczorem, to Szaku się pytał, czy coś się stało, że się tak uśmiecham :P Miałam ochotę uśmiechać się do WSZYSTKICH,  a nie byłam zanurzona w myślach, jak zawsze, gdy mam zbyt dużo do ogarnięcia. 

Polecam odpoczynek dla mózgu. Koniecznie.
2

Polecam: Wodecki & Mitch&Mitch - A Space Odyssey in surround sound or stereo

https://open.spotify.com/album/007eNvsptP7NmIsDV6RsnJ


Polecam serdecznie ten album! Przepiękny! Grafika powinna Was odesłać do albumu na Spotify :)
0

I nastąpiło!

Zmiany! W sumie, niektórzy mogli załapać się na dwie różne, ale ostatecznie zostanę przy tej - urzekła mnie niesamowicie :)

Chciałam się podzielić moimi przeżyciami odnośnie mojego roweru. Taki mały update:
W ostatnich dwóch tygodniach nastąpiły takie oto rzeczy:
  • ukradziono mi sakwy
  • kupiłam sobie ozdobniki w szprychy
  • zdechła mi dętka
Wszystkiemu już zaradziłam. Znaczy się - sakw póki co nie mam wciąż, ale rower jeździ.
Mogę tylko dodać jako podsumowanie:
Niedziałający rower dla osoby, która nagminnie się nim porusza, jest jak odcięcie nogi.
A na zdjęciu moja Helen, kolekcja wiosenna


0

Joe Bonamassa - No Good Place for the Lonely

0

Moje życie to ciągła zmiana

Cześć i czołem, kluski z rosołem.



Przepraszam za moje ostatnie zaniedbanie. Myślę, że doskonale kojarzycie takie momenty w życiu, kiedy wszystko przyspiesza i zamiast się skończyć, to nad Tobą wciąż widzisz wielką górę lodową pracy.. /nie narzekam na nią! tylko po prostu się nie wyrabiam i mam niedoczas/
Mogę się tak tłumaczyć i tłumaczyć, a w głowie nowe pomysły, chęci zmiany i inne takie dyrdymały.

Zacznę od tego, że mogę pisać Wam o zmianach - co nie raz robię - a potem wygląda to tak, że się za nie nie zabieram. I wrażenie jest, że "olałam Was z góry ciepłym moczem". A to nie tak.

Stwierdzam, że szarość mojego bloga jest już trochę nudna. Będzie nowe.
Zdjęcie w tle też. A do tego układ innych takich tam rzeczy..

Moje życie codziennie się zmienia. C O D Z I E N N I E.
Moje życie to ciągła zmiana. Moja życia to zmiana. Codziennie kładę się spać mądrzejsza o coś nowego. Wszystko to oczywiście zawdzięczam Jezusowi i Jego niesamowitym darze przemieniania naszych żyć tak, aby świeciły Jego światłością. Ta perspektywa mnie "jara" i zniewala :) Ale nie o tym ten wpis.

Stałam się ostatnio szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych, niezwykle użytecznych, przedmiotów. Hamak i nowy plecak.
Hamak, bo mnie zachęcił Łukasz z Mikrowypraw. Bo zawsze byłam ciekawa jak to jest tak wisieć, jak to tak i w ogóle. Duch Święty zadziałał niezwykle szybko - o hamaku pomyślałam dnia jednego, a już następnego nadarzyła się ciekawa okazja, aby go nabyć. Mówisz - masz. Udało mi się go nawet ZAWIESIĆ na drzewie i nie spadłam. /zawieszenie go wiązało się z uprzednim rozkminieniem ikonografiki z instrukcją. ona nie była prosta jak do mebli z ikei!/ Dzika radość mnie ogarnęła i tak sobie czasami odpoczywam - wisząc na drzewach. Dodam jeszcze, że od tej zacnej chwili, kiedy to zawisłam pomiędzy dwoma drzewami załączył mi się czujnik, który ocenia grubość pni oraz odległości pomiędzy drzewami, które potencjalnie mogłyby się stać miejscem mojego hamakowego relaksu ;)
A plecak otwarłam dziś. Kiedyś jakaś dziewczyna skusiła mnie Gregorym J 28. /może to jednak był 38..?/ Numer oznacza liczbę litrów plecaka. Dowiedziałam się dziś o tym z ulotki. A ja po dłuższym szukaniu w końcu wpadłam na tego Gregorego J 28, który okazał się być Jade 28. Czyli kupiłam sobie "najmniejszy" plecak w życiu na wyprawy. I wpadłam w popłoch - a jeżeli się nie zmieszczę?! Gdzie jest ta ulotka ze zwrotem?! Wpisałam zapytanie na google jaki plecak wziąć w góry albo ile litrowy. Internety straszą mnie, że moje 28L starczy mi na 3 dni. A na dłuższą wyprawę to min 45. Potem stwierdziłam dwie rzeczy:
- mogłabym się tym przejąć, ale nie chcę. Udowodnię, że nie potrzeba brać w góry dużego plecaka na wyprawę. I tak zawsze miałam za dużo rzeczy, więc nowy plecak dodatkowo mnie motywuje do zmniejszenia ilości klunkrów /z poznańskiego "rzeczy"/. Inni nie muszą decydować o tym, czy zmieszczę do plecaka ilość rzeczy na 28L czy na 35L :P
- przetestuję, czy potrzebny by mi był kiedykolwiek większy plecak tej firmy i tej marki. Bo zapowiada się naprawdę fajny plecak. Nigdy chyba takiego nie miałam.

I tak cieszę się właśnie z nowych rzeczy. Czyli kolejne zmiany /na pewno w funduszach :P/


Może, w sumie, jak mam czas, to tymi zmianami blogowymi zajmę się właśnie teraz..? :P
0

#bucketlist 44


44) Iść na pokaz mody


To był czysty przypadek i jedna z niewielu rzeczy, które mnie zainteresowały w programie Pyrkonu 2017. Pokaz mody alternatywnej. No to poszłam z Rudą :D
To było naprawdę..ciekawe doświadczenie!


Tylko z Rudą trochę lożę szyderców robiłyśmy - Pan z paszkami, modelki robiące dziwne pozy.. Jednak ma znaczenie, gdy dziewczyny wyglądają jednolicie, chodzą jednolicie i faktycznie prezentują to, co mają na sobie, a nie siebie same..
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko my "cisnęłyśmy bekę".

Kreacje były ciekawe. NAPRAWDĘ alternatywne ;)
0

#bucketlist 174

 

174) Zrobić roczne wyzwanie – raz w miesiącu poleć gdzieś samolotem

świadomie rezygnuję z tego pomysłu.
Udało się jakieś dwa/trzy razy. I zirytowały mnie te samoloty. Co jednak doświadczyłam, przeżyłam, zobaczyłam i ludzi poznałam - to moje :) 
Dzięki temu wiem, że zawsze, gdzieś tam ponad chmurami, jest słońce :)
0

#bucketlist 176


176) Iść na wesele

To też był lekki przypadek. Moja przyjaciółka ma siostrę, która ostatnio wydała się za mąż. W wyniku różnych sytuacji znalazło się dla mnie miejsce na weselu, chociaż nie liczyłam na to w żaden sposób. A jak było? Wzruszająco. Pięknie. Zabawnie. Dużo niespodzianek. Dużo alkoholu (winko <3). Do tego przyjaciółka wyglądała jak miljon dolarów, a jej siostra jak biljon :D
Państwo Młodzi usadzili ludzi wokół stołów z nazwami krajów lub miast, do których chcieliby się kiedyś wybrać. Mój nazywał się Gambia i tak również brzmiały ostatnie toasty popijane wódką na tymże weselu :D Mój stolik okazał się dość zabawowy, szczególnie po sporej dawce alkoholu :D Zamiótł mnie Filip, który był wegetarianinem oraz Fredi, który był Niemcem (muzykiem!) i z każdym kolejnym wypitym kieliszkiem wódki mówił coraz lepiej po polsku. To było NIESAMOWITE :D ubaw po pachy :) Do tego super grający zespół z wokalistką, która brała udział kiedyś w warsztatach gospel :) Wymiatałyśmy z M na parkiecie, od czasu do czasu kołysał nas jej partner P lub podrygiwałam z P do innych hiciorów.
Na zdjęciu akurat braliśmy udział w koncercie-niespodzianka zespołu Autsider. Chłopaki podobno specjalnie na prośbę Dajany "zeszli się" i zagrali.. WOW. Jako że byłam jedyną niewiastą z niezaplecionymi włosami to sobie pomachałam trochę głową. A gdy odkrył to fotograf, to machałam mniej więcej co drugi utwór na jego życzenie :D
Bawiłam się pięknie. To był zacny wieczór i cieszyłam się na nie jak dziecko :)

0

#bucketlist 170

170) Wrzucić kasę na lokatę

aż się sama sobie dziwię, że jeszcze jej nie przerwałam
zrobiłam to.
Kokosów nie zarobię (jakieś 2zł), ale pieniądze pracują. Krok poczyniłam :)
0

#bucketlist 158

 [zdjęcia brak]

158) Jechać u kogoś z tyłu na bagażniku na rowerze

to było dawno temu, ale stało się!

może zacznę od tego, że zaniedbałam znów to miejsce
częściowo intencjonalnie, częściowo nie specjalnie
życie płynie szybko jak rzeka
a ja popłynęłam
nie w rutynę czy schematy
dzieje się tyle - same NOWE
przybiega do mnie i obija się o twarz
ledwo zdążę nacieszyć się jedną nową rzeczą, już mam 3 inne za rogiem
słowem jednym: nie narzekam

Znów piszę bez wielkich liter, przecinków i kropek. Ale to też dobrze. Pozwólmy formie płynąć ;)

Co do jechania na bagażniku. To było pod koniec kwietnia. Zgadywałam się z Luizą co do naszego wyjazdu do Italii, pożyczałam plecak a ona wyjechała po mnie na przystanek rowerem.. Z bagażnikiem. A Luiza do odważnych należy, więc mnie wzięła :D
Niestety, zdarzenie to nie zostało udokumentowane w żaden sposób. Chyba, że są jakieś głuche osoby, które to nabawiły się "głuchoty" poprzez moje radosne popiskiwanie. Dosłownie - popiskiwałam z radości. Trochę chybotało i nóżki już cierpły, dlatego nie zdążyłam ani sobie "selfiacza strzelić" ani nagrać zdarzenia. Pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo :)
0

Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch - Rzuć to wszystko co złe

To, że zamieszczam ten utwór nie ma nic wspólnego z tym, że Pan Zbigniew ostatnio umarł. Słyszałam ten utwór już wcześniej i uważam go za GENIALNEGO!
Dzielę się
Szkoda Pana Zbyszka.


0

100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VI

Tym razem po trochę krótszej przerwie kolejna część :)



51) Nie bierz jeansów - nie ma czasu na ich pranie i targanie ich ze sobą.

Ja już od dawna nie noszę spodni, tym bardziej jeansów. Jeansy szybko mokną, ale długo schną. Mokre są dwa razy bardziej cięższe i trudniej je z siebie ściągnąć ;)
Mogę dodać, ku "zachęcie" - mój Rudy przyjaciel był w Londynie i postanowił wyprać jeansy. Powiedział mi potem, że wilgotność powietrza przez kilka dni nie pozwalała wyschnąć tym jeansom do tego stopnia, że mu prawie zgniły.. Zostawiam to Waszej ocenie - brać, czy nie brać..

52) Zapakuj w coś swój aparat - nie wrzucaj go luzem do plecaka.

Szczególnie, gdy nie jest kompaktem, ale posiada autonomiczny obiekty, który jednak trochę miejsca zabiera - i jest również doskonały do zaczepiania się o wszystkie możliwe inne rzeczy. Kiedy miałam jeszcze kompakta to pakowałam go w grubą skarpetę /której nie nosiłam akurat na wyjeździe :P/. Nie chciałam kupować pokrowca, który notabene kusiłby złodzieja. Jakiego złodzieja kusi skarpeta? :D Jeżeli chodzi o większy aparat to pakuję go albo w chustę, albo w dodatkową czapkę. Chodzi o to, aby aparat okalał miękki materiał. 

53) Jeżeli zjesz coś z dużą zawartością cukru lub jakiegoś snacka, to prawdopodobnie za dwie godziny padniesz. Zjedz lepiej banana :)

Wiem, że w poprzedniej części było, aby snacka zawsze ze sobą mieć. Bo warto. Jeszcze bardziej warto, aby był on owocem z naturalnymi cukrami, które nie spowodują, że cukier momentalnie spadnie Ci na łeb na szyję i sprawi, że nie poczujesz się ani trochę lepiej.. Warto zainwestować w owoc. Ja preferuję banany :)


54) Gdy jedziesz w góry, w których będzie śnieg, to weź ze sobą krem nawilżający.

Powietrze w górach, szczególnie, gdy są śniegi, jest bardzo suche i szczypiące. Jeżeli nie chcesz wrócić i wyglądać jak wysuszona pomarańcza lub suszony pomidor, to zaopatrz się w krem nawilżający. Ja lubię nivea :)

55) Gdy chcesz się wydostać z lotniska, to nie ufaj ludziom oferującym transport.

Najczęściej kosztują najwięcej pieniędzy. Masz dwa rozwiązania - sprawdzasz wcześniej w jaki sposób się wydostać za nie duże pieniądze z lotniska lub idziesz złapać stopa. Odkąd zaczęłam latać samolotami, to wierzcie mi - mam już awersję do niektórych lotnisk, które potrafią znajdywać się od miasta, którego nazwę mają w tytule, tylko 101km.. :P Jeżeli nie chcesz się zaskoczyć czy wydać fortuny na bilet/przejazd - sprawdź to. Będziesz sobie potem dziękować :D

56) Ufaj INTUICJI i Bogu :)

Jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to prawdopodobnie tak jest. Rozwiązuj, jeżeli możesz, możliwie jak najszybciej wszelkie niejasności. Nie warto psuć sobie wyjazdu z powodu kryjących się obaw :)

57) Planuj zażywanie leków i modlitwy :)

Jeżeli bierzesz regularnie jakieś leki, to nie zapominaj o tym! Podróż i przygody swoje, ale zdrowie trzeba mieć na nie :) Modlitwę również polecam - nikt tak nie uspokaja i nie wspiera, jak Boża obecność :)

58) Gdy zaczynasz czuć się "choro" to jak najszybciej zacznij działać. Inaczej będziesz czuć się źle do końca wyjazdu, co tylko go zepsuje.

Prawda.Gdy trzeba - odleż swoje, wydaj parę groszy więcej na dobry lek i wykuruj się. Nie ma nic gorszego niż złe samopoczucie w trakcie wyjazdu. Wiem coś o tym.. ;)

59) Zabierz okulary przeciwsłoneczne.

Amen! Tam, gdzie jedziesz, słońce będzie świeciło trochę inaczej - ze względu na położenie równoleżnikowe itd.. Chroń oczy :)



60) Jeżeli dawno nie jeździłeś na rowerze, a planujesz teraz przemieszczać się nim na dłuższe odległości, to odpuść sobie. Prawdopodobnie nie masz kondycji i taka forma transportu jest po prostu złą

Prawda. Poza tym, aby umieścić torbę z tyłu, trzeba mieć sakwy, bo jechanie z torbą na plecach na dłuższą metę odpada. Ciąży, uwiera, obciera i sprawia, że możesz szybciej stracić równowagę. Po prostu - odpuść. 


0

MUSE - Dig Down

0

co ja nawymyślałam


Chciałam dodać dwie rzeczy. To zdjęcie i pewną uwagę.. :D
Uwaga brzmi:
Czytam sobie moja Bucket List i jestem zaskoczona. CO JA TAKIEGO NAWYMYŚLAŁAM. A aktualizowałam ją nie mniej niż trzy miesiące temu.. Jak się człowiek szybko zmienia :P 
Jak JEZUS zmienia.. 
Trochę punktów pozaliczałam, będzie o nich wkrótce mowa.
A zdjęcie z "bekstejdżu" Jesus Christ Superstar, gdzie staliśmy wraz z orkiestrą i śpiewaliśmy chórki :)
0

Smolik // Kev Fox - Queen of Hearts

0

Życie - cytat



Tysiące osób w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy. Spędzają długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na innych, których nie lubią. ~Nigel Marsh
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.