Oczyszczanie przestrzeni

Dwa lata temu ten tekst natchnął mnie do porządkowania przestrzeni w moim pokoju. Powolnego, ale porządkowania. Proces wciąż trwa. Zdążyłam się przeprowadzić na przestrzeń teoretycznie mniejszą niż miałam dotychczas w pokoju, ale wzięłam praktycznie wszystko. I się wciąż pozbywam. I wiecie co? Stwierdzam, że jest to ogromnie UWALNIAJĄCE.
Zachęcam do tego tekstu.
Podpisuję się pod nim obiema ręcoma.

Do jej porównań lubię dodawać - wyobraź sobie, że zaczyna palić Ci się dom/mieszkanie. Masz 15minut na uratowanie najważniejszych rzeczy. Co zabierzesz?
0

Feel-Good-Movie, czyli moje zestawienie filmów na dobre samopoczucie MAJ



Tak. Dobrze czytacie. Maj. Chciałabym bardzo przeprosić za braki, ale tak to jest, gdy ma się elastyczne godziny pracy :P Jednak czuję obowiązek, aby się poprawić i nadrobić.
Skoro niekoniecznie miałam czas na wrzucenie tutaj jakiegoś zestawu, to możecie sobie wyobrazić, że również niestety nie miałam zbytnio okazji aby oglądać filmy.. Coś tam jednak dla Was wyłuszczę i już się dzielę! :)

1. Sister Act 2

Ciąg dalszy przygód Whoopie Goldberg w sutannie. I znów rewelacyjna muza. Nic tylko oglądać, tańczyć i śpiewać :)


2. Julie&Julia

Smaczny film. Koniecznie oglądajcie po obiedzie. Poza tym ten film zainspirował mnie do zrobienia czegoś podobnego, tylko z jakąś prostą książką kucharską. Co mnie poruszyło w tym filmie? Mąż Julie.. Skradł moje serce


3. Legion Samobójców

Oglądnęłam ostatnio na odmóżdżenie. I powiem szczerze - całkiem pokręcona bajka, zabawna i oczywiście najprawdziwiej nieprawdziwa :) Wciągnął mnie nawet i muszę przyznać - całkiem dobrze dobrana muzyka :) Czasami przesadzali z ilością tej muzyki, bo początek filmu wygląda tak, jakby chcieli przyciągnąć widza fragmentami wielkich muzycznych hitów. Z resztą - posłuchajcie filmu na początku sami ;)



4. To właśnie miłość

Totalny "must be watched". Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś, to prawdopodobnie nie zrozumiesz połowy moich tekstów oraz zachowań. Moment tańca Hugh'a Grant'a w brytyjskim parlamencie? Najlepsze "daaaa?!" na stwierdzenie, że przy żłobku z Jezusem było kilka ośmiornic.. Ahh, można by tak wymieniać i wymieniać :) KONIECZNIE :)


5. Holiday

Chciałabym kiedyś tak pojechać i popilnować czyjegoś domu. Może niekoniecznie od razu zakochiwać się w każdym, kto odwiedzi dom właścicielki, ale... witaj przygodo! Kocham w tym filmie Kate Winslet oraz Jack'a Black'a :)

Uff, to chyba tyle! Miło się robi, gdy się wspomina te Feel-Good-Filmy :)
To co, ja lecę może coś oglądnąć, aby było co na czerwiec wrzucić :D
Dobrego! :D
0

Kiedy spódnice idą w ruch, czyli koncert finałowy szkoły tańca flamenco "La Tromenta"


Jest taki dzień, raz do roku, kiedy na prawie dwie godziny przenoszę się do Hiszpanii.. będąc w środku Poznania!
Nie jestem w stanie powiedzieć od ilu lat - z przerwami niestety - chodzę na te koncerty. Nie obyłoby się oczywiście bez pewnej Szkolnej Mamki, która ten taniec tańczy i za każdym razem chodzę oglądać jej postępy oraz poczynania :)
Ten dzień za każdym razem jest specyficzny. Za każdym razem dzieje się w ten dzień wszystko, a ja zawsze staram się tam dotrzeć i wczuć się z wszystkimi w ten klimat :)

To jest dla mnie zawsze niesamowite ile emocji można wyrazić takim tańcem, klaskaniem, tupaniem, pstrykaniem, podnoszeniem ogona, rzucaniem chustą czy pokrzykiwaniem. Ja zazwyczaj czekam na moją ukochaną Buleria por Jerez, czyli taniec, gdzie ilka kobiet ustawia się w półkolu i zaczyna wybijać rytm z melodią i po kolei na solówki wychodzą tancerki :) mogłabym na to patrzeć bez końca! :)





Jestem pełna podziwu dla tych wszystkich kobiet za pomysł na ubiór, za upór, za trzymanie tempa i nie poddawanie się, gdy się nie tańczy równo. Bo przecież każda tańczy w swoim tempie :)

Dzięki chodzeniu na te koncerty mogę powiedzieć, że liznęłam trochę kultury i jestem w stanie rozpoznać z daleka po muzyce i odgłosach, że ktoś tańczy flamenco! /a miałam taką sytuację, więc nie wymyślam ;) /
Cóż więcej mogę rzec - w Poznaniu przepięknie ten taniec krzewi pani Kasia Burgiel. Jeżeli kiedykolwiek spodobała Wam się ta muzyka, bądź stroje, to z pewnością zechcecie pobiec na zajęcia! :)

PS
tak, ja też chodzę, aby sobie od czasu do czasu zakrzyknąć "vale!", "bien!" :D
0

Wracam do korzeni, czyli wyprowadzka do Poznania


Przyszedł na mnie czas. Na każdego kiedyś przychodzi. Kochasz rodziców całym swoim sercem, jednak czasami się ścieracie. Bo nie posprzątane, bo nie ma cię w domu za często. Przychodzi taki dzień, że chciałbyś po swojemu. Inaczej. Samemu. 
Bóg ekspresowo pobłogosławił mi miejscem w dwuosobowym pokoju. Super dziewczyny, duża przestrzeń, przepiękna lokalizacja i do tego kwota czynszowa, na którą nawet będzie mnie stać! :)

Mina na zdjęciu, bo po całym dni miałam już serdecznie dość pakowania. Miałam nadzieję, na maksymalnie 4 kartony najpotrzebniejszych rzeczy i kilka toreb z ubraniami, a wyszło z tego ok 40 rzeczy, krzesło, dwa namioty.. Eh. Już na wstępie, gdy zapakowałam książki, wyszły mi z tego 4 kartony.. :P

Przeprowadziłam się do Poznania. Czy na zawsze? Nie wiem, Bóg wie :) Ja się cieszę i widzę, że moje mieszkanko jest już błogosławieństwem - jedna mini próba Gospel oraz wieczór panieński za mną w ciągu 7 dni od przeprowadzki ;)

Może to niektórych z Was dziwić, ale ja tam jestem podekscytowana mieszkaniem. Bez rodziców. Wiem, że niektórzy z Was to już w liceum przeprowadzali się do większych miast, aby nie musieć dojeżdżać do szkoły niemożliwych odległości. I może Was dziwić moje podekscytowanie, ewentualnie stwierdzić, że nie ma się czym ekscytować. Pamietajcie, że dla mnie wszystko jest NOWE. Zaskoczeniem było to, że wiecie.. normalnie pasta do zębów w domu jest, proszek do prania, plastry czy leki. A teraz.. Trzeba było wszystko kupić.
Siłą się powstrzymuję, aby pobiec do Ikei, aby kupić "rzeczy potrzebne do nowego mieszkania". Problem w tym, że ja już większość rzeczy mam. Mieszkanie jest w pełni wyposażone, jeżeli chodzi o rzeczy w kuchni, meble czy nawet wieszaki :P

Będę się dzieliła z Wami moimi..nowymi przeżyciami :) A już na pewno jestem ciekawa co mnie czeka, gdy przeczytam sobie Jeżycjadę Małgorzaty Musierowicz - bo właśnie stałam się jej mieszkanką :)

Wiecie, co chyba zrobię? Wybiorę się na krótki spacerek z aparatem :)
Dawno nie ćwiczyłam sztuki fotografii. A coś czuję, że wypadałoby :)

Reasumując: jestem na nowym. Dla mnie nowym. Mieszkaniu, gruncie, etapie w życiu.
Póki co, zdążyłam rozwiesić ubrania oraz poukładać książki kolorystycznie /czemu ja na to wcześniej nie wpadłam! Wygląda to cudownie! :3/



Kartonów wciąż kilka jest, ale jest we mnie również pragnienie pozbywania się rzeczy :) Niech służą innym :)

tak to wyglądało..

0

Mój pierwszy SLOT

fot. Ola Zawada
To będzie długi wpis. Ale wybitny, piękny i pełen sentymentalnych wzruszeń. Zdjęcie takie nie bez powodu. Podpowiem, że jego bohaterką to wokalistka Mikromusic. Ale o tym później.

Może zacznę od tego, dlaczego pojechałam?
O Slocie słyszałam już od dobrych kilku lat. Wszyscy zachwalali, Ci, którzy jeździli jako wolontariusze wspominali ciężką pracę, ale ogólnie wszyscy pozostawiali po swoich opowieściach smaczny zapach. Przygoda.

Pomysł zrodził się, gdy szukałam możliwości praktyk na bycie managerem sceny. Akurat moja przyjaciółka z pracy, M., od wielu lat jest w ekipie backstage'u Dużej Sceny, dlatego propozycja pojawiła się dość szybko. Jednak.. jak już gdzieś jadę, to wolę wcześniej pojechać jako uczestnik i posmakować, czym to jest. Niestety, nie potrafiłam się powstrzymać i szybko trafiłam pod skrzydła Gosi J., która zajmowała się (nie wiem, czy akurat "w tym roku") Strefą Inicjatyw Społecznych. Co to za strefa? Zbiór chętnych Fundacji oraz Stowarzyszeń, które chcą pokazać czym się zajmują i w jaki sposób robią dobro. Gosia zgodziła się stworzyć dla mnie ultra lekki profil wolontariusza tak, abym jako pierwszak, mogła również ze Slotu skorzystać.


Na miejscu pojawiłam się już w niedzielę, 2 lipca. Jechałam z M i w prawdzie miałyśmy trzy godziny "obsuwy" - bo trzeba zjeść, bo trzeba sprawdzić, czy wszystko zostało zabrane, bo trzeba kupić trytytki, bo prosili, bo siusiu - jednak to była nasza wewnętrzna obsuwa ;)

Przyjechałam też trochę na gotowe, bo moja współnamiotorka - Marta - będąc w innej ekipie wolontariackiej - przyjechała jeszcze wcześniej, namiot rozstawiła, materac nadmuchała i do tego pożyczyła ciepłą owczą kołderkę, która nas uratowała w nocy. Ale o tym później.

Ciekawie było tak obserwować, jak wszystko się buduje. Całość ma miejsce na terenie starego zespołu Poklasztornego Cystersów. Słowem jednym: cud architektoniczny. Zabytek najwyższe wagi! A w tym wszystkim my - z taśmą, nożyczkami, ławami, stołami, namiotami - i innymi pierdołami - z pomysłem na duży festiwal. /matko, brzmię, jakby robiła go sama :P/

Na miejscu spotykałam wieeeeele ciekawych ludzi. Zabawnych i poważnych, kreatywnych oraz szalenie kreatywnych. Z całej Polski, a nawet zza granicy!
ah Ci medycy

A co ja sama przeżyłam na Slocie? Co on mi dał? a raczej, co ON mi dał :)
  • doświadczyłam super Bożego prowadzenia. Jestem pewna, że gdy jestem w trasie - czy to autostop, czy wyjazdy, to Bóg najbardziej się objawia, mówi i prowadzi,
  • nie macie, bo nie prosicie - ile rzeczy otrzymałam od ludzi! Bo rozmawiałam, bo poznawałam, bo byłam ciekawa ich życia. 
  • Bóg spełniał moje marzenia w taki sposób, że gdy sobie o nich pomyślę teraz, to na moją twarz wpełza przeogromny uśmiech-banan :) :) :)
  • ilu rzeczy się nauczyłam! a jaką mam listę rzeczy "do nadrobienia na slocie" na przyszły rok!
  • żartowałam i grałam z ludźmi. i z chłopakami z foodtracków /pozdrawiam Zapiexę oraz BigPaluch/
  • starałam się nie utrudniać, ale pomagać - szczególnie, gdy na każdym możliwym przejściu ochroniarze domagali się Twojej plakietki, to potem ją wysoko na wysokości ich oczu trzymałam ;)
  • poznałam niesamowite Fundacje, Organizacje oraz Stowarzyszenia na mojej strefie, które robią świetne projekty. Każda z nich poczęstowała mnie, przede wszystkim, naklejkami :D A Fundacja Sztuka dla Ludzi miała maszynę do robienia przypinek (tych na agrafkę zapinanych), więc możecie sobie wyobrazić co robiłam połowę slotu :D I dostałam od nich wspaniały kubek! <3
wieszanie wystaw nie jest jednak takie proste..



Moje marzenia spełnione przez Boga. Bo to jest tak, że nawet nie miałam śmiałości, aby zapragnąć tego szczerze swoim sercem. Moje mini marzenia miały raczej kształt luźnej myśli, że coś bym CHCIAŁA. Zachcianka jest zbyt dużym słowem, ale nie potrafiłabym chyba inaczej tego nazwać.
Oto, co mi się przydarzyło na Slocie:
  • Facet, który prowadził zajęcia z Basu, zaproponował mi swoją białą oponkę z napisem "I am second". Szukałam jej już od dłuższego czasu do kupienia, gdyż oglądam ostatnio tę serię na youtube.
  • dostałam list od nieznajomej. W przestrzeni rekreacyjnej na Slocie było takie pomieszczenie zwane ArtRoom'em. Podczas zwiedzania go zauważyłam miejsce do wysłania listu do Nieznajomego. Normalnie kartka, koperta i skrzynka. Oczywiście, nie mogłam nie wypisać listu, a równocześnie pomyśleć "nah, jest nikła szansa, przy 5 tysiącach osobach na Slocie, aby ja również takowy dostała". A tutaj proszę - ostatniego dnia, kiedy kończyłam w mojej strefie napis z nakrętek przyszedł chłopak, który zapytał mnie, czy przyglądałam się dzisiaj slotowym sufitom, bo dla takiej osoby ma właśnie list... YAY! :D
  •  Bóg dał mi siłę, abym w końcu pokonała swoją wewnętrzną barierę i zaczęła skakać. A konkretniej - zamysł był, abym umiała przeskoczyć przez płot. Jaki warsztat wydawał się być najodpowiedniejszym? Le Parkour. Po 20sto minutowej rozgrzewce na korytarzu - zapomnijcie już o posiadaniu czystych stóp oraz byciu rześkim i świeżym :P - rozpoczęliśmy skakanie przez skrzynię /taką, przez którą skacze się również na wf'ie/. Pierwszy podbieg skończył się gwałtownym zatrzymaniem przed skrzynią, po następnych dwóch prowadzący w końcu zorietnował się: "hej, Ty się boisz!" :P Były łzy, był moment, gdzie się już praktycznie ubrałam do wyjścia, ale wiedziałam, że jak teraz zrezygnuję to będzie to moją wielką przegraną. Natchnęły i zmotywowały mnie dwie rzeczy - Bóg i dwie dziewczynki, które najmłodsze z całej grupy przez cały czas skakały. Były one lekko przy kości /nie oceniam, tylko przedstawiam Wam sytuację/ i żadna z nich ani razu nie przeskoczyła poprawnie skrzyni, jednak próbowały one przez CAŁY CZAS! Pomyślałam sobie - Boże, przecież ja powinnam być ufna jak te dzieci! Przy następnym moim rozpędzeniu, zamiast myśleć o przerażającej mnie skrzyni, myślałam o tym, że skaczę dla Boga. I skoczyłam. Raz, drugi, trzeci. Z nogami pod kolanami, z nogami z boku, z nogami z przodu.. ALLELUJAH! :) :) :)
  • byłam ciekawa jak to jest jeździć na monocyklu /takie coś z jednym kółkiem, pedałami i siodełkiem/. Poszłam na warsztat i powiem szczerze, gdybym tak pojeździła przez te kilka dni, to bym się naumiała na tym jeździć :)
  • ciekawość zawiodła mnie również na warsztaty Improwizacji Scenicznej prowadzonych przez Teatr Improwizacji Jesiotr z Wrocławia. Była otwarta propozycja dla warsztatowiczów, aby na zakończenie Slotu wystąpić w Impro Show? To co? Kolejne marzenie spełnione - wystąpiłam w Impro Show z kilkoma warsztatowiczami, chłopakami z teatru i do tego po raz pierwszy miałam mikroport, czyli mikrofon wkładany na ucho (!). Tyle lat oglądania Whose Line'a aż w końcu sama mogłam posmakować improwizacji na scenie :) 
  • na zakończenie opiszę Wam coś, co nawet w życiu nie mogłam sobie wyobrazić, że coś takiego mogłoby kiedykolwiek mieć miejsce.
    Mikromusic to jeden z moich polskich ulubionych zespołów. Miałam przyjemność być już na ich jednym koncercie, a teraz nadarzyła się okazja, aby usłyszeć ich po raz drugi. Kiedyś pomyślałam sobie również, że chciałabym ich poznać. Byłam ciekawa kim są Ci ludzie, wokalistka, która ma głos przynajmniej jak kocyk ;) Odwiedziłam tego wieczora, kiedy Mikromusic grało na scenie, backstage, i kiedy tak sobie siedziałam padło pytanie, czy posiadam opaskę z kwiatkami w stylu hippie, bo wokalistka Mikromusic chciałaby ją pożyczyć. Opaskę miałam w domu, więc zaproponowałam zrobienie wianka. Przypomnijcie sobie teraz zdjęcie z góry postu.. :) :) :) W taki oto sposób poznałam Natalię G, kiedy poszłam dopasować wianek do obwodu jej głowy. Wianek może i nie był moim najlepszym dziełem, a sama do końca nie byłam pewna, czy Natalia zechce w nim wyjść. A jednak - wyszła, zaśpiewała, a w trakcie koncertu.. Zaczęła nagle dziękować za zaproszenie na slot, za wolontariuszy i ich pracę i w sumie "to chciałabym zadedykować teraz piosenkę autorce tego pięknego wianka (!!!!!). Na plakietce miała napisane Kosss.. Koossa :)". I co? I stoję pod tą sceną i ryk. I wzruszenie. Bo to jeszcze moją ich najulubieńszą piosenkę mi zadedykowała /"Bezwładnie"/. Zobaczcie to - ja miałam jakąś tam ulotną zachciankę, aby ich kiedyś poznać. Co Bóg uczynił? Taki scenariusz mi zaserwował, którego w życiu bym nie wymyśliła. Robię jej wianek, ona śpiewa dla mnie piosenkę, a ja ją później przytulam dziękując. 
Z pewnością o czymś zapomniałam. Jednak najważniejsze rzeczy, które wciąż sprawiają (i sprawiać będą jeszcze długo), że uśmiech tak łatwo nie zniknie z moich ust wymieniłam :)

to do mojej strefy w kafejkach nakrętki w taki sposób zbierano ^_^


Poza tym, w mojej strefie zrobiliśmy fajne rzeczy. Nasz korytarz Inicjatyw Społecznych był ciekawym, kolorowym i czasami zatłoczonym miejscem! Nauczyłam się robić girlandy, wchodziłam po wysokiej drabinie oraz ukończyłam robienie wielkiego napisu z nakrętek.
Byłam na kilku występach Impro Show, wspaniałych koncertach, robiłam wystawę z BiG Poster /chłopaki z poznańskiego ASP/ i zostałam kreatywnie zachęcona na następne dni do życia. Szczególnie przez Boga. 


Uratowana w nocy przez wspaniałą Martę miałam super miejsce na nocleg (tydzień w namiocie!), codziennie mogłam posmakować gorącej kąpieli /wyczaiwszy wcześniej godzinę bezkolejkową/ oraz napić się w różnych kafejkach gorącej czekolady z bitą śmietaną /a w Meta-Noi była najlepsza tarta karmelowa z bakaliami <3/.

widok na Wirydarz


Dzisiaj, kiedy kończę ten wpis, wiem jedno: czekam już na następny SLOT :)

możesz się szorować nie wiem jak często - stopy i tak zawsze będą na slocie brudne :D

0

Zapisałam się na studia


Może będziecie się dziwić, co ja tak to przeżywam. A przeżywam. Jestem podekscytowana i zafascynowana, co z tego będzie.
Zaczęło się od tego, że zaczęłam myśleć o tym w marcu, więc aby mieć w czym wybierać zgarnęłam parę folderów z Targów Edukacyjnych. Miał być rok przerwy, który się kończy, to może znajdę coś co mnie poniesie na fali bycia "menago" i jeszcze bardziej rozwinie? 
Są różne ciekawe kierunki. Niektóre na prywatnych uczelniach i kosztują 5,5 klocków za rok, ale myślę, że znalazłam również coś dla siebie na państwowym "Adasiu".
Czekałam. Pytałam Boga czy składać, czy nie składać. Czy iść, czy nie. Czy na pewno mam czas i ochotę pisać magisterkę, i znów łączyć pracę menago ze studiami dziennymi. Nie było odpowiedzi. Postanowiłam zagadać o to mądrzejszych starszych w wierze i polecili mi, aby nie tracić życia i czasu, które dał mi Bóg i zacząć planować, gdzie chcę być za 5 lat. Jakie mam pragnienia? Co chcę osiągnąć? Czy ja wiem, moje pytanie brzmi GDZIE CHCE MNIE BÓG. Kolega z Fundacji słusznie stwierdził: "Ej, Koossa, ale wiesz, może jest tak, że masz iść na studia i ma Ci się nie udać wytrwać, ale czegoś ważnego się wtedy nauczysz? O sobie i życiu". Nie głupie! A ja chciałam zaoszczędzić sobie potknięć, a zapomniałam, że z nich zawsze mnie wyciąga Ten Większy i Mądrzejszy.. 

Ostatnie trzy tygodnie były inne. Zaczęłam nauki planowania. dnia, tygodnia, miesięcy. Trochę mnie zastanawia, jak zareaguje na to moja miłość do bycia spontaniczną i posiadania przestrzeni na totalną wolność, ale myślę, że Bóg to wyprostuje. Codzienna "list-to-do", tygodniowa, miesięczna. Powoli, ale idę. Uczę się, ale idę. Po drodze zaś - pragnienie, aby wrócić na studia. Wczoraj to nawet jak zasypiałam, będąc gdzieś pomiędzy jawą, a jakimś kolejnym dziwnym snem, stwierdziłam dość trzeźwo, że mnie naprawdę tam ciągnie! Na studia!

Kierunek wybrany, zbadany pod kątem opinii znajomych, którzy właśnie go kończą. Opinie wysłuchane oraz przemyślane. Zaczęłam już nawet wstępnie myśleć o tytule swojej magisterki :D
Dzisiaj, gdy miałam wolną godzinę do spania (już dawno przekroczoną), stwierdzam, że jest ona idealna, aby się na studia zapisać. Profil na stronie stwierdził, że moje konto z przed 3 lat już nie istnieje, więc cała zabawa od nowa. "Gdzie ja mam portfel z dowodem?", "Gdzie jest mój odpis maturalny?!", "Gdzie jest mój dyplom?!?" :D Latania po pokoju trochę było, ale jest!
Efekt końcowy - ZAPISAŁAM SIĘ NA STUDIA. Troszkę nie dowierzam, czuję presję. Wiem jednak, że Bóg jest dobry :)
Uśmiecham się do Was szeroko :)
We wrześniu wszystkiego się dowiem :)
Jednak jestem w gorącej wodzie kąpana :P
2

Zmęczenie materiału


Czasami człowiek musi odpocząć. I nie chodzi mi tylko o koniec dnia, ale myślę, że nie bez powodu powstał weekend. 
Chciałam być kiedyś ogromną patriotką i zastanawiałam się, czy jest jakieś określenie, które nie jest makaronizmem i nazywa koniec tygodnia jednym słowem. Nie ma. Podobno mówiono kiedyś na weekend "wolna sobota". I tyle.

Wracając. Lubię swoją pracę. Ogromnie! Teraz widzę, że Bóg postawił mnie w tym miejscu, a nie innym nie bez powodu. Nawiązywanie nowych relacji, w czym nie mam problemu, rozmowy, ogarnianie spraw. Bajka. Gorzej, gdy moja Bajka trwa cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. A potem znów od nowa. Wtedy, pomimo wielkiej miłości do Bajki, przychodzi zmęczenie materiału. Przychodzi coś, czego nigdy nie miałam i jestem zaskoczona, że się pojawiło. Mianowicie - zapominam rzeczy, zostawiam rzeczy, gubię. I nie lubię tego w ogóle. Moje ciało się buntuje. Mogę być wyspana, bo to nie chodzi o fizyczne zmęczenie. Mój mózg po prostu nie wyrabia na zakrętach psychicznie. Im więcej wrzucam tematów w ciągu dnia, tym bardziej jestem rozkojarzona i gubię nawet słowa! 

Odczułam kiedyś doskonale, że każdy z nas ma własną ilość rzeczy, którą może zajmować się na raz/w jednym czasie. Myślę, że dla mnie byłaby to liczba 4,5 :P 
Czytając książkę, o wolnym podróżowaniu autor dokopał się do badań naukowych, które stwierdzają, że jeżeli planujesz swój dzień bardzo gęsto, tak, że chcesz załatwić bardzo dużo rzeczy, na dodatek z różnych dziedzin, to sam skazujesz siebie na niepowodzenie. Nasz mózg potrafi szybko pracować, ale nie jest powiedziane, że lubi pośpiech oraz szybkie zmienianie tematów. Nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę, że na dłuższą metę jest to ogromnie męczące. I kiedy takiego jednego dnia sobie dzwonię, rozmawiam, potem nagle wskakuję w inny temat, a na końcu jeszcze spotykam się z dwoma innymi osobami, to mam mały chaos. Dzień powinien koncentrować się na maksymalnie 5 rzeczach (przynajmniej mój), które oddzielone są od siebie też jakąś jednostką czasu tak, aby dały czas mózgowi na archiwizację :P Nasz mózg zapamiętuje to co najważniejsze - czy to z rozmowy, wykładu, pracy, spotkania, rzuconego spojrzenia na ulicy.. Oczywiście, każdy posługuje się swoimi własnymi kryteriami, jeżeli chodzi o zapamiętywanie takich rzeczy, ale coś tam zapamiętuje. Im więcej rzeczy w ciągu dnia do ogarnięcia, tym mniejsza szansa, że zapamięta to co właściwe, bo będzie chciał zapamiętać wszystkiego po trochu. Jest różnica przy zapamiętaniu rzeczy z 5 dziedzin/rejonów niż z 10 w ciągu tej samej doby.
Uff, dobra, bo tutaj tak naukowo popłynęłam, a to w większości moje własne odczucia. Chciałabym oczywiście zminimalizować rzeczy, którymi zajmuję się w ciągu dnia, aby po drodze nie mieć problemu z wysłowieniem się, zgubieniem jakiejś rzeczy oraz pomyleniem godziny czy daty. Im większy natłok zadań, tym częściej ponoszę porażki.
Fajnie. Pięknie. Stwierdzony problem mam, to teraz - DO DZIEŁA. Niestety, stan wysokiego ogarniania kilkunastu rzeczy na raz jest czasami nieunikniony oraz uzależniający. Fajnie jest mieć poczucie, że się dużo zrobiło. Mnie jednak czasami przypomina ono uczucie, że próbuję być "jedną dupą na pięciu weselach" ;P

Mało znaczy więcej. Wolniej znaczy.. Piękniej? Lepiej? 

Post ten powstał z tego powodu, że dzisiaj, po dwóch tygodniach pracy non stop, w końcu, chociaż trochę, wypoczęłam. Tak - dzwonili do mnie, ja dzwoniłam trochę, ale udało mi się na chwilę zatrzymać, poleżeć w hamaku, poczytać. Mój mózg zajął się dzisiaj najmniejszą ilością zdarzeń w ciągu dnia, na skali tego miesiąca, jak nie dwóch :)
Byłam wypoczęta do tego stopnia, że gdy pojechałam na zajęcia taneczne wieczorem, to Szaku się pytał, czy coś się stało, że się tak uśmiecham :P Miałam ochotę uśmiechać się do WSZYSTKICH,  a nie byłam zanurzona w myślach, jak zawsze, gdy mam zbyt dużo do ogarnięcia. 

Polecam odpoczynek dla mózgu. Koniecznie.
2

Polecam: Wodecki & Mitch&Mitch - A Space Odyssey in surround sound or stereo

https://open.spotify.com/album/007eNvsptP7NmIsDV6RsnJ


Polecam serdecznie ten album! Przepiękny! Grafika powinna Was odesłać do albumu na Spotify :)
0

I nastąpiło!

Zmiany! W sumie, niektórzy mogli załapać się na dwie różne, ale ostatecznie zostanę przy tej - urzekła mnie niesamowicie :)

Chciałam się podzielić moimi przeżyciami odnośnie mojego roweru. Taki mały update:
W ostatnich dwóch tygodniach nastąpiły takie oto rzeczy:
  • ukradziono mi sakwy
  • kupiłam sobie ozdobniki w szprychy
  • zdechła mi dętka
Wszystkiemu już zaradziłam. Znaczy się - sakw póki co nie mam wciąż, ale rower jeździ.
Mogę tylko dodać jako podsumowanie:
Niedziałający rower dla osoby, która nagminnie się nim porusza, jest jak odcięcie nogi.
A na zdjęciu moja Helen, kolekcja wiosenna


0

Joe Bonamassa - No Good Place for the Lonely

0

Moje życie to ciągła zmiana

Cześć i czołem, kluski z rosołem.



Przepraszam za moje ostatnie zaniedbanie. Myślę, że doskonale kojarzycie takie momenty w życiu, kiedy wszystko przyspiesza i zamiast się skończyć, to nad Tobą wciąż widzisz wielką górę lodową pracy.. /nie narzekam na nią! tylko po prostu się nie wyrabiam i mam niedoczas/
Mogę się tak tłumaczyć i tłumaczyć, a w głowie nowe pomysły, chęci zmiany i inne takie dyrdymały.

Zacznę od tego, że mogę pisać Wam o zmianach - co nie raz robię - a potem wygląda to tak, że się za nie nie zabieram. I wrażenie jest, że "olałam Was z góry ciepłym moczem". A to nie tak.

Stwierdzam, że szarość mojego bloga jest już trochę nudna. Będzie nowe.
Zdjęcie w tle też. A do tego układ innych takich tam rzeczy..

Moje życie codziennie się zmienia. C O D Z I E N N I E.
Moje życie to ciągła zmiana. Moja życia to zmiana. Codziennie kładę się spać mądrzejsza o coś nowego. Wszystko to oczywiście zawdzięczam Jezusowi i Jego niesamowitym darze przemieniania naszych żyć tak, aby świeciły Jego światłością. Ta perspektywa mnie "jara" i zniewala :) Ale nie o tym ten wpis.

Stałam się ostatnio szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych, niezwykle użytecznych, przedmiotów. Hamak i nowy plecak.
Hamak, bo mnie zachęcił Łukasz z Mikrowypraw. Bo zawsze byłam ciekawa jak to jest tak wisieć, jak to tak i w ogóle. Duch Święty zadziałał niezwykle szybko - o hamaku pomyślałam dnia jednego, a już następnego nadarzyła się ciekawa okazja, aby go nabyć. Mówisz - masz. Udało mi się go nawet ZAWIESIĆ na drzewie i nie spadłam. /zawieszenie go wiązało się z uprzednim rozkminieniem ikonografiki z instrukcją. ona nie była prosta jak do mebli z ikei!/ Dzika radość mnie ogarnęła i tak sobie czasami odpoczywam - wisząc na drzewach. Dodam jeszcze, że od tej zacnej chwili, kiedy to zawisłam pomiędzy dwoma drzewami załączył mi się czujnik, który ocenia grubość pni oraz odległości pomiędzy drzewami, które potencjalnie mogłyby się stać miejscem mojego hamakowego relaksu ;)
A plecak otwarłam dziś. Kiedyś jakaś dziewczyna skusiła mnie Gregorym J 28. /może to jednak był 38..?/ Numer oznacza liczbę litrów plecaka. Dowiedziałam się dziś o tym z ulotki. A ja po dłuższym szukaniu w końcu wpadłam na tego Gregorego J 28, który okazał się być Jade 28. Czyli kupiłam sobie "najmniejszy" plecak w życiu na wyprawy. I wpadłam w popłoch - a jeżeli się nie zmieszczę?! Gdzie jest ta ulotka ze zwrotem?! Wpisałam zapytanie na google jaki plecak wziąć w góry albo ile litrowy. Internety straszą mnie, że moje 28L starczy mi na 3 dni. A na dłuższą wyprawę to min 45. Potem stwierdziłam dwie rzeczy:
- mogłabym się tym przejąć, ale nie chcę. Udowodnię, że nie potrzeba brać w góry dużego plecaka na wyprawę. I tak zawsze miałam za dużo rzeczy, więc nowy plecak dodatkowo mnie motywuje do zmniejszenia ilości klunkrów /z poznańskiego "rzeczy"/. Inni nie muszą decydować o tym, czy zmieszczę do plecaka ilość rzeczy na 28L czy na 35L :P
- przetestuję, czy potrzebny by mi był kiedykolwiek większy plecak tej firmy i tej marki. Bo zapowiada się naprawdę fajny plecak. Nigdy chyba takiego nie miałam.

I tak cieszę się właśnie z nowych rzeczy. Czyli kolejne zmiany /na pewno w funduszach :P/


Może, w sumie, jak mam czas, to tymi zmianami blogowymi zajmę się właśnie teraz..? :P
0

#bucketlist 44


44) Iść na pokaz mody


To był czysty przypadek i jedna z niewielu rzeczy, które mnie zainteresowały w programie Pyrkonu 2017. Pokaz mody alternatywnej. No to poszłam z Rudą :D
To było naprawdę..ciekawe doświadczenie!


Tylko z Rudą trochę lożę szyderców robiłyśmy - Pan z paszkami, modelki robiące dziwne pozy.. Jednak ma znaczenie, gdy dziewczyny wyglądają jednolicie, chodzą jednolicie i faktycznie prezentują to, co mają na sobie, a nie siebie same..
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko my "cisnęłyśmy bekę".

Kreacje były ciekawe. NAPRAWDĘ alternatywne ;)
0

#bucketlist 174

 

174) Zrobić roczne wyzwanie – raz w miesiącu poleć gdzieś samolotem

świadomie rezygnuję z tego pomysłu.
Udało się jakieś dwa/trzy razy. I zirytowały mnie te samoloty. Co jednak doświadczyłam, przeżyłam, zobaczyłam i ludzi poznałam - to moje :) 
Dzięki temu wiem, że zawsze, gdzieś tam ponad chmurami, jest słońce :)
0

#bucketlist 176


176) Iść na wesele

To też był lekki przypadek. Moja przyjaciółka ma siostrę, która ostatnio wydała się za mąż. W wyniku różnych sytuacji znalazło się dla mnie miejsce na weselu, chociaż nie liczyłam na to w żaden sposób. A jak było? Wzruszająco. Pięknie. Zabawnie. Dużo niespodzianek. Dużo alkoholu (winko <3). Do tego przyjaciółka wyglądała jak miljon dolarów, a jej siostra jak biljon :D
Państwo Młodzi usadzili ludzi wokół stołów z nazwami krajów lub miast, do których chcieliby się kiedyś wybrać. Mój nazywał się Gambia i tak również brzmiały ostatnie toasty popijane wódką na tymże weselu :D Mój stolik okazał się dość zabawowy, szczególnie po sporej dawce alkoholu :D Zamiótł mnie Filip, który był wegetarianinem oraz Fredi, który był Niemcem (muzykiem!) i z każdym kolejnym wypitym kieliszkiem wódki mówił coraz lepiej po polsku. To było NIESAMOWITE :D ubaw po pachy :) Do tego super grający zespół z wokalistką, która brała udział kiedyś w warsztatach gospel :) Wymiatałyśmy z M na parkiecie, od czasu do czasu kołysał nas jej partner P lub podrygiwałam z P do innych hiciorów.
Na zdjęciu akurat braliśmy udział w koncercie-niespodzianka zespołu Autsider. Chłopaki podobno specjalnie na prośbę Dajany "zeszli się" i zagrali.. WOW. Jako że byłam jedyną niewiastą z niezaplecionymi włosami to sobie pomachałam trochę głową. A gdy odkrył to fotograf, to machałam mniej więcej co drugi utwór na jego życzenie :D
Bawiłam się pięknie. To był zacny wieczór i cieszyłam się na nie jak dziecko :)

0

#bucketlist 170

170) Wrzucić kasę na lokatę

aż się sama sobie dziwię, że jeszcze jej nie przerwałam
zrobiłam to.
Kokosów nie zarobię (jakieś 2zł), ale pieniądze pracują. Krok poczyniłam :)
0

#bucketlist 158

 [zdjęcia brak]

158) Jechać u kogoś z tyłu na bagażniku na rowerze

to było dawno temu, ale stało się!

może zacznę od tego, że zaniedbałam znów to miejsce
częściowo intencjonalnie, częściowo nie specjalnie
życie płynie szybko jak rzeka
a ja popłynęłam
nie w rutynę czy schematy
dzieje się tyle - same NOWE
przybiega do mnie i obija się o twarz
ledwo zdążę nacieszyć się jedną nową rzeczą, już mam 3 inne za rogiem
słowem jednym: nie narzekam

Znów piszę bez wielkich liter, przecinków i kropek. Ale to też dobrze. Pozwólmy formie płynąć ;)

Co do jechania na bagażniku. To było pod koniec kwietnia. Zgadywałam się z Luizą co do naszego wyjazdu do Italii, pożyczałam plecak a ona wyjechała po mnie na przystanek rowerem.. Z bagażnikiem. A Luiza do odważnych należy, więc mnie wzięła :D
Niestety, zdarzenie to nie zostało udokumentowane w żaden sposób. Chyba, że są jakieś głuche osoby, które to nabawiły się "głuchoty" poprzez moje radosne popiskiwanie. Dosłownie - popiskiwałam z radości. Trochę chybotało i nóżki już cierpły, dlatego nie zdążyłam ani sobie "selfiacza strzelić" ani nagrać zdarzenia. Pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo :)
0

Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch - Rzuć to wszystko co złe

To, że zamieszczam ten utwór nie ma nic wspólnego z tym, że Pan Zbigniew ostatnio umarł. Słyszałam ten utwór już wcześniej i uważam go za GENIALNEGO!
Dzielę się
Szkoda Pana Zbyszka.


0

100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VI

Tym razem po trochę krótszej przerwie kolejna część :)



51) Nie bierz jeansów - nie ma czasu na ich pranie i targanie ich ze sobą.

Ja już od dawna nie noszę spodni, tym bardziej jeansów. Jeansy szybko mokną, ale długo schną. Mokre są dwa razy bardziej cięższe i trudniej je z siebie ściągnąć ;)
Mogę dodać, ku "zachęcie" - mój Rudy przyjaciel był w Londynie i postanowił wyprać jeansy. Powiedział mi potem, że wilgotność powietrza przez kilka dni nie pozwalała wyschnąć tym jeansom do tego stopnia, że mu prawie zgniły.. Zostawiam to Waszej ocenie - brać, czy nie brać..

52) Zapakuj w coś swój aparat - nie wrzucaj go luzem do plecaka.

Szczególnie, gdy nie jest kompaktem, ale posiada autonomiczny obiekty, który jednak trochę miejsca zabiera - i jest również doskonały do zaczepiania się o wszystkie możliwe inne rzeczy. Kiedy miałam jeszcze kompakta to pakowałam go w grubą skarpetę /której nie nosiłam akurat na wyjeździe :P/. Nie chciałam kupować pokrowca, który notabene kusiłby złodzieja. Jakiego złodzieja kusi skarpeta? :D Jeżeli chodzi o większy aparat to pakuję go albo w chustę, albo w dodatkową czapkę. Chodzi o to, aby aparat okalał miękki materiał. 

53) Jeżeli zjesz coś z dużą zawartością cukru lub jakiegoś snacka, to prawdopodobnie za dwie godziny padniesz. Zjedz lepiej banana :)

Wiem, że w poprzedniej części było, aby snacka zawsze ze sobą mieć. Bo warto. Jeszcze bardziej warto, aby był on owocem z naturalnymi cukrami, które nie spowodują, że cukier momentalnie spadnie Ci na łeb na szyję i sprawi, że nie poczujesz się ani trochę lepiej.. Warto zainwestować w owoc. Ja preferuję banany :)


54) Gdy jedziesz w góry, w których będzie śnieg, to weź ze sobą krem nawilżający.

Powietrze w górach, szczególnie, gdy są śniegi, jest bardzo suche i szczypiące. Jeżeli nie chcesz wrócić i wyglądać jak wysuszona pomarańcza lub suszony pomidor, to zaopatrz się w krem nawilżający. Ja lubię nivea :)

55) Gdy chcesz się wydostać z lotniska, to nie ufaj ludziom oferującym transport.

Najczęściej kosztują najwięcej pieniędzy. Masz dwa rozwiązania - sprawdzasz wcześniej w jaki sposób się wydostać za nie duże pieniądze z lotniska lub idziesz złapać stopa. Odkąd zaczęłam latać samolotami, to wierzcie mi - mam już awersję do niektórych lotnisk, które potrafią znajdywać się od miasta, którego nazwę mają w tytule, tylko 101km.. :P Jeżeli nie chcesz się zaskoczyć czy wydać fortuny na bilet/przejazd - sprawdź to. Będziesz sobie potem dziękować :D

56) Ufaj INTUICJI i Bogu :)

Jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to prawdopodobnie tak jest. Rozwiązuj, jeżeli możesz, możliwie jak najszybciej wszelkie niejasności. Nie warto psuć sobie wyjazdu z powodu kryjących się obaw :)

57) Planuj zażywanie leków i modlitwy :)

Jeżeli bierzesz regularnie jakieś leki, to nie zapominaj o tym! Podróż i przygody swoje, ale zdrowie trzeba mieć na nie :) Modlitwę również polecam - nikt tak nie uspokaja i nie wspiera, jak Boża obecność :)

58) Gdy zaczynasz czuć się "choro" to jak najszybciej zacznij działać. Inaczej będziesz czuć się źle do końca wyjazdu, co tylko go zepsuje.

Prawda.Gdy trzeba - odleż swoje, wydaj parę groszy więcej na dobry lek i wykuruj się. Nie ma nic gorszego niż złe samopoczucie w trakcie wyjazdu. Wiem coś o tym.. ;)

59) Zabierz okulary przeciwsłoneczne.

Amen! Tam, gdzie jedziesz, słońce będzie świeciło trochę inaczej - ze względu na położenie równoleżnikowe itd.. Chroń oczy :)



60) Jeżeli dawno nie jeździłeś na rowerze, a planujesz teraz przemieszczać się nim na dłuższe odległości, to odpuść sobie. Prawdopodobnie nie masz kondycji i taka forma transportu jest po prostu złą

Prawda. Poza tym, aby umieścić torbę z tyłu, trzeba mieć sakwy, bo jechanie z torbą na plecach na dłuższą metę odpada. Ciąży, uwiera, obciera i sprawia, że możesz szybciej stracić równowagę. Po prostu - odpuść. 


0

MUSE - Dig Down

0

co ja nawymyślałam


Chciałam dodać dwie rzeczy. To zdjęcie i pewną uwagę.. :D
Uwaga brzmi:
Czytam sobie moja Bucket List i jestem zaskoczona. CO JA TAKIEGO NAWYMYŚLAŁAM. A aktualizowałam ją nie mniej niż trzy miesiące temu.. Jak się człowiek szybko zmienia :P 
Jak JEZUS zmienia.. 
Trochę punktów pozaliczałam, będzie o nich wkrótce mowa.
A zdjęcie z "bekstejdżu" Jesus Christ Superstar, gdzie staliśmy wraz z orkiestrą i śpiewaliśmy chórki :)
0

Smolik // Kev Fox - Queen of Hearts

0

Życie - cytat



Tysiące osób w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy. Spędzają długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na innych, których nie lubią. ~Nigel Marsh
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.