Zmęczenie materiału


Czasami człowiek musi odpocząć. I nie chodzi mi tylko o koniec dnia, ale myślę, że nie bez powodu powstał weekend. 
Chciałam być kiedyś ogromną patriotką i zastanawiałam się, czy jest jakieś określenie, które nie jest makaronizmem i nazywa koniec tygodnia jednym słowem. Nie ma. Podobno mówiono kiedyś na weekend "wolna sobota". I tyle.

Wracając. Lubię swoją pracę. Ogromnie! Teraz widzę, że Bóg postawił mnie w tym miejscu, a nie innym nie bez powodu. Nawiązywanie nowych relacji, w czym nie mam problemu, rozmowy, ogarnianie spraw. Bajka. Gorzej, gdy moja Bajka trwa cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. A potem znów od nowa. Wtedy, pomimo wielkiej miłości do Bajki, przychodzi zmęczenie materiału. Przychodzi coś, czego nigdy nie miałam i jestem zaskoczona, że się pojawiło. Mianowicie - zapominam rzeczy, zostawiam rzeczy, gubię. I nie lubię tego w ogóle. Moje ciało się buntuje. Mogę być wyspana, bo to nie chodzi o fizyczne zmęczenie. Mój mózg po prostu nie wyrabia na zakrętach psychicznie. Im więcej wrzucam tematów w ciągu dnia, tym bardziej jestem rozkojarzona i gubię nawet słowa! 

Odczułam kiedyś doskonale, że każdy z nas ma własną ilość rzeczy, którą może zajmować się na raz/w jednym czasie. Myślę, że dla mnie byłaby to liczba 4,5 :P 
Czytając książkę, o wolnym podróżowaniu autor dokopał się do badań naukowych, które stwierdzają, że jeżeli planujesz swój dzień bardzo gęsto, tak, że chcesz załatwić bardzo dużo rzeczy, na dodatek z różnych dziedzin, to sam skazujesz siebie na niepowodzenie. Nasz mózg potrafi szybko pracować, ale nie jest powiedziane, że lubi pośpiech oraz szybkie zmienianie tematów. Nie twierdzę, że się nie da. Twierdzę, że na dłuższą metę jest to ogromnie męczące. I kiedy takiego jednego dnia sobie dzwonię, rozmawiam, potem nagle wskakuję w inny temat, a na końcu jeszcze spotykam się z dwoma innymi osobami, to mam mały chaos. Dzień powinien koncentrować się na maksymalnie 5 rzeczach (przynajmniej mój), które oddzielone są od siebie też jakąś jednostką czasu tak, aby dały czas mózgowi na archiwizację :P Nasz mózg zapamiętuje to co najważniejsze - czy to z rozmowy, wykładu, pracy, spotkania, rzuconego spojrzenia na ulicy.. Oczywiście, każdy posługuje się swoimi własnymi kryteriami, jeżeli chodzi o zapamiętywanie takich rzeczy, ale coś tam zapamiętuje. Im więcej rzeczy w ciągu dnia do ogarnięcia, tym mniejsza szansa, że zapamięta to co właściwe, bo będzie chciał zapamiętać wszystkiego po trochu. Jest różnica przy zapamiętaniu rzeczy z 5 dziedzin/rejonów niż z 10 w ciągu tej samej doby.
Uff, dobra, bo tutaj tak naukowo popłynęłam, a to w większości moje własne odczucia. Chciałabym oczywiście zminimalizować rzeczy, którymi zajmuję się w ciągu dnia, aby po drodze nie mieć problemu z wysłowieniem się, zgubieniem jakiejś rzeczy oraz pomyleniem godziny czy daty. Im większy natłok zadań, tym częściej ponoszę porażki.
Fajnie. Pięknie. Stwierdzony problem mam, to teraz - DO DZIEŁA. Niestety, stan wysokiego ogarniania kilkunastu rzeczy na raz jest czasami nieunikniony oraz uzależniający. Fajnie jest mieć poczucie, że się dużo zrobiło. Mnie jednak czasami przypomina ono uczucie, że próbuję być "jedną dupą na pięciu weselach" ;P

Mało znaczy więcej. Wolniej znaczy.. Piękniej? Lepiej? 

Post ten powstał z tego powodu, że dzisiaj, po dwóch tygodniach pracy non stop, w końcu, chociaż trochę, wypoczęłam. Tak - dzwonili do mnie, ja dzwoniłam trochę, ale udało mi się na chwilę zatrzymać, poleżeć w hamaku, poczytać. Mój mózg zajął się dzisiaj najmniejszą ilością zdarzeń w ciągu dnia, na skali tego miesiąca, jak nie dwóch :)
Byłam wypoczęta do tego stopnia, że gdy pojechałam na zajęcia taneczne wieczorem, to Szaku się pytał, czy coś się stało, że się tak uśmiecham :P Miałam ochotę uśmiechać się do WSZYSTKICH,  a nie byłam zanurzona w myślach, jak zawsze, gdy mam zbyt dużo do ogarnięcia. 

Polecam odpoczynek dla mózgu. Koniecznie.
2

Polecam: Wodecki & Mitch&Mitch - A Space Odyssey in surround sound or stereo

https://open.spotify.com/album/007eNvsptP7NmIsDV6RsnJ


Polecam serdecznie ten album! Przepiękny! Grafika powinna Was odesłać do albumu na Spotify :)
0

I nastąpiło!

Zmiany! W sumie, niektórzy mogli załapać się na dwie różne, ale ostatecznie zostanę przy tej - urzekła mnie niesamowicie :)

Chciałam się podzielić moimi przeżyciami odnośnie mojego roweru. Taki mały update:
W ostatnich dwóch tygodniach nastąpiły takie oto rzeczy:
  • ukradziono mi sakwy
  • kupiłam sobie ozdobniki w szprychy
  • zdechła mi dętka
Wszystkiemu już zaradziłam. Znaczy się - sakw póki co nie mam wciąż, ale rower jeździ.
Mogę tylko dodać jako podsumowanie:
Niedziałający rower dla osoby, która nagminnie się nim porusza, jest jak odcięcie nogi.
A na zdjęciu moja Helen, kolekcja wiosenna


0

Joe Bonamassa - No Good Place for the Lonely

0

Moje życie to ciągła zmiana

Cześć i czołem, kluski z rosołem.



Przepraszam za moje ostatnie zaniedbanie. Myślę, że doskonale kojarzycie takie momenty w życiu, kiedy wszystko przyspiesza i zamiast się skończyć, to nad Tobą wciąż widzisz wielką górę lodową pracy.. /nie narzekam na nią! tylko po prostu się nie wyrabiam i mam niedoczas/
Mogę się tak tłumaczyć i tłumaczyć, a w głowie nowe pomysły, chęci zmiany i inne takie dyrdymały.

Zacznę od tego, że mogę pisać Wam o zmianach - co nie raz robię - a potem wygląda to tak, że się za nie nie zabieram. I wrażenie jest, że "olałam Was z góry ciepłym moczem". A to nie tak.

Stwierdzam, że szarość mojego bloga jest już trochę nudna. Będzie nowe.
Zdjęcie w tle też. A do tego układ innych takich tam rzeczy..

Moje życie codziennie się zmienia. C O D Z I E N N I E.
Moje życie to ciągła zmiana. Moja życia to zmiana. Codziennie kładę się spać mądrzejsza o coś nowego. Wszystko to oczywiście zawdzięczam Jezusowi i Jego niesamowitym darze przemieniania naszych żyć tak, aby świeciły Jego światłością. Ta perspektywa mnie "jara" i zniewala :) Ale nie o tym ten wpis.

Stałam się ostatnio szczęśliwą posiadaczką dwóch nowych, niezwykle użytecznych, przedmiotów. Hamak i nowy plecak.
Hamak, bo mnie zachęcił Łukasz z Mikrowypraw. Bo zawsze byłam ciekawa jak to jest tak wisieć, jak to tak i w ogóle. Duch Święty zadziałał niezwykle szybko - o hamaku pomyślałam dnia jednego, a już następnego nadarzyła się ciekawa okazja, aby go nabyć. Mówisz - masz. Udało mi się go nawet ZAWIESIĆ na drzewie i nie spadłam. /zawieszenie go wiązało się z uprzednim rozkminieniem ikonografiki z instrukcją. ona nie była prosta jak do mebli z ikei!/ Dzika radość mnie ogarnęła i tak sobie czasami odpoczywam - wisząc na drzewach. Dodam jeszcze, że od tej zacnej chwili, kiedy to zawisłam pomiędzy dwoma drzewami załączył mi się czujnik, który ocenia grubość pni oraz odległości pomiędzy drzewami, które potencjalnie mogłyby się stać miejscem mojego hamakowego relaksu ;)
A plecak otwarłam dziś. Kiedyś jakaś dziewczyna skusiła mnie Gregorym J 28. /może to jednak był 38..?/ Numer oznacza liczbę litrów plecaka. Dowiedziałam się dziś o tym z ulotki. A ja po dłuższym szukaniu w końcu wpadłam na tego Gregorego J 28, który okazał się być Jade 28. Czyli kupiłam sobie "najmniejszy" plecak w życiu na wyprawy. I wpadłam w popłoch - a jeżeli się nie zmieszczę?! Gdzie jest ta ulotka ze zwrotem?! Wpisałam zapytanie na google jaki plecak wziąć w góry albo ile litrowy. Internety straszą mnie, że moje 28L starczy mi na 3 dni. A na dłuższą wyprawę to min 45. Potem stwierdziłam dwie rzeczy:
- mogłabym się tym przejąć, ale nie chcę. Udowodnię, że nie potrzeba brać w góry dużego plecaka na wyprawę. I tak zawsze miałam za dużo rzeczy, więc nowy plecak dodatkowo mnie motywuje do zmniejszenia ilości klunkrów /z poznańskiego "rzeczy"/. Inni nie muszą decydować o tym, czy zmieszczę do plecaka ilość rzeczy na 28L czy na 35L :P
- przetestuję, czy potrzebny by mi był kiedykolwiek większy plecak tej firmy i tej marki. Bo zapowiada się naprawdę fajny plecak. Nigdy chyba takiego nie miałam.

I tak cieszę się właśnie z nowych rzeczy. Czyli kolejne zmiany /na pewno w funduszach :P/


Może, w sumie, jak mam czas, to tymi zmianami blogowymi zajmę się właśnie teraz..? :P
0

#bucketlist 44


44) Iść na pokaz mody


To był czysty przypadek i jedna z niewielu rzeczy, które mnie zainteresowały w programie Pyrkonu 2017. Pokaz mody alternatywnej. No to poszłam z Rudą :D
To było naprawdę..ciekawe doświadczenie!


Tylko z Rudą trochę lożę szyderców robiłyśmy - Pan z paszkami, modelki robiące dziwne pozy.. Jednak ma znaczenie, gdy dziewczyny wyglądają jednolicie, chodzą jednolicie i faktycznie prezentują to, co mają na sobie, a nie siebie same..
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko my "cisnęłyśmy bekę".

Kreacje były ciekawe. NAPRAWDĘ alternatywne ;)
0

#bucketlist 174

 

174) Zrobić roczne wyzwanie – raz w miesiącu poleć gdzieś samolotem

świadomie rezygnuję z tego pomysłu.
Udało się jakieś dwa/trzy razy. I zirytowały mnie te samoloty. Co jednak doświadczyłam, przeżyłam, zobaczyłam i ludzi poznałam - to moje :) 
Dzięki temu wiem, że zawsze, gdzieś tam ponad chmurami, jest słońce :)
0

#bucketlist 176


176) Iść na wesele

To też był lekki przypadek. Moja przyjaciółka ma siostrę, która ostatnio wydała się za mąż. W wyniku różnych sytuacji znalazło się dla mnie miejsce na weselu, chociaż nie liczyłam na to w żaden sposób. A jak było? Wzruszająco. Pięknie. Zabawnie. Dużo niespodzianek. Dużo alkoholu (winko <3). Do tego przyjaciółka wyglądała jak miljon dolarów, a jej siostra jak biljon :D
Państwo Młodzi usadzili ludzi wokół stołów z nazwami krajów lub miast, do których chcieliby się kiedyś wybrać. Mój nazywał się Gambia i tak również brzmiały ostatnie toasty popijane wódką na tymże weselu :D Mój stolik okazał się dość zabawowy, szczególnie po sporej dawce alkoholu :D Zamiótł mnie Filip, który był wegetarianinem oraz Fredi, który był Niemcem (muzykiem!) i z każdym kolejnym wypitym kieliszkiem wódki mówił coraz lepiej po polsku. To było NIESAMOWITE :D ubaw po pachy :) Do tego super grający zespół z wokalistką, która brała udział kiedyś w warsztatach gospel :) Wymiatałyśmy z M na parkiecie, od czasu do czasu kołysał nas jej partner P lub podrygiwałam z P do innych hiciorów.
Na zdjęciu akurat braliśmy udział w koncercie-niespodzianka zespołu Autsider. Chłopaki podobno specjalnie na prośbę Dajany "zeszli się" i zagrali.. WOW. Jako że byłam jedyną niewiastą z niezaplecionymi włosami to sobie pomachałam trochę głową. A gdy odkrył to fotograf, to machałam mniej więcej co drugi utwór na jego życzenie :D
Bawiłam się pięknie. To był zacny wieczór i cieszyłam się na nie jak dziecko :)

0

#bucketlist 170

170) Wrzucić kasę na lokatę

aż się sama sobie dziwię, że jeszcze jej nie przerwałam
zrobiłam to.
Kokosów nie zarobię (jakieś 2zł), ale pieniądze pracują. Krok poczyniłam :)
0

#bucketlist 158

 [zdjęcia brak]

158) Jechać u kogoś z tyłu na bagażniku na rowerze

to było dawno temu, ale stało się!

może zacznę od tego, że zaniedbałam znów to miejsce
częściowo intencjonalnie, częściowo nie specjalnie
życie płynie szybko jak rzeka
a ja popłynęłam
nie w rutynę czy schematy
dzieje się tyle - same NOWE
przybiega do mnie i obija się o twarz
ledwo zdążę nacieszyć się jedną nową rzeczą, już mam 3 inne za rogiem
słowem jednym: nie narzekam

Znów piszę bez wielkich liter, przecinków i kropek. Ale to też dobrze. Pozwólmy formie płynąć ;)

Co do jechania na bagażniku. To było pod koniec kwietnia. Zgadywałam się z Luizą co do naszego wyjazdu do Italii, pożyczałam plecak a ona wyjechała po mnie na przystanek rowerem.. Z bagażnikiem. A Luiza do odważnych należy, więc mnie wzięła :D
Niestety, zdarzenie to nie zostało udokumentowane w żaden sposób. Chyba, że są jakieś głuche osoby, które to nabawiły się "głuchoty" poprzez moje radosne popiskiwanie. Dosłownie - popiskiwałam z radości. Trochę chybotało i nóżki już cierpły, dlatego nie zdążyłam ani sobie "selfiacza strzelić" ani nagrać zdarzenia. Pozostaje Wam uwierzyć mi na słowo :)
0

Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch - Rzuć to wszystko co złe

To, że zamieszczam ten utwór nie ma nic wspólnego z tym, że Pan Zbigniew ostatnio umarł. Słyszałam ten utwór już wcześniej i uważam go za GENIALNEGO!
Dzielę się
Szkoda Pana Zbyszka.


0

100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VI

Tym razem po trochę krótszej przerwie kolejna część :)



51) Nie bierz jeansów - nie ma czasu na ich pranie i targanie ich ze sobą.

Ja już od dawna nie noszę spodni, tym bardziej jeansów. Jeansy szybko mokną, ale długo schną. Mokre są dwa razy bardziej cięższe i trudniej je z siebie ściągnąć ;)
Mogę dodać, ku "zachęcie" - mój Rudy przyjaciel był w Londynie i postanowił wyprać jeansy. Powiedział mi potem, że wilgotność powietrza przez kilka dni nie pozwalała wyschnąć tym jeansom do tego stopnia, że mu prawie zgniły.. Zostawiam to Waszej ocenie - brać, czy nie brać..

52) Zapakuj w coś swój aparat - nie wrzucaj go luzem do plecaka.

Szczególnie, gdy nie jest kompaktem, ale posiada autonomiczny obiekty, który jednak trochę miejsca zabiera - i jest również doskonały do zaczepiania się o wszystkie możliwe inne rzeczy. Kiedy miałam jeszcze kompakta to pakowałam go w grubą skarpetę /której nie nosiłam akurat na wyjeździe :P/. Nie chciałam kupować pokrowca, który notabene kusiłby złodzieja. Jakiego złodzieja kusi skarpeta? :D Jeżeli chodzi o większy aparat to pakuję go albo w chustę, albo w dodatkową czapkę. Chodzi o to, aby aparat okalał miękki materiał. 

53) Jeżeli zjesz coś z dużą zawartością cukru lub jakiegoś snacka, to prawdopodobnie za dwie godziny padniesz. Zjedz lepiej banana :)

Wiem, że w poprzedniej części było, aby snacka zawsze ze sobą mieć. Bo warto. Jeszcze bardziej warto, aby był on owocem z naturalnymi cukrami, które nie spowodują, że cukier momentalnie spadnie Ci na łeb na szyję i sprawi, że nie poczujesz się ani trochę lepiej.. Warto zainwestować w owoc. Ja preferuję banany :)


54) Gdy jedziesz w góry, w których będzie śnieg, to weź ze sobą krem nawilżający.

Powietrze w górach, szczególnie, gdy są śniegi, jest bardzo suche i szczypiące. Jeżeli nie chcesz wrócić i wyglądać jak wysuszona pomarańcza lub suszony pomidor, to zaopatrz się w krem nawilżający. Ja lubię nivea :)

55) Gdy chcesz się wydostać z lotniska, to nie ufaj ludziom oferującym transport.

Najczęściej kosztują najwięcej pieniędzy. Masz dwa rozwiązania - sprawdzasz wcześniej w jaki sposób się wydostać za nie duże pieniądze z lotniska lub idziesz złapać stopa. Odkąd zaczęłam latać samolotami, to wierzcie mi - mam już awersję do niektórych lotnisk, które potrafią znajdywać się od miasta, którego nazwę mają w tytule, tylko 101km.. :P Jeżeli nie chcesz się zaskoczyć czy wydać fortuny na bilet/przejazd - sprawdź to. Będziesz sobie potem dziękować :D

56) Ufaj INTUICJI i Bogu :)

Jeżeli czujesz, że coś jest nie tak, to prawdopodobnie tak jest. Rozwiązuj, jeżeli możesz, możliwie jak najszybciej wszelkie niejasności. Nie warto psuć sobie wyjazdu z powodu kryjących się obaw :)

57) Planuj zażywanie leków i modlitwy :)

Jeżeli bierzesz regularnie jakieś leki, to nie zapominaj o tym! Podróż i przygody swoje, ale zdrowie trzeba mieć na nie :) Modlitwę również polecam - nikt tak nie uspokaja i nie wspiera, jak Boża obecność :)

58) Gdy zaczynasz czuć się "choro" to jak najszybciej zacznij działać. Inaczej będziesz czuć się źle do końca wyjazdu, co tylko go zepsuje.

Prawda.Gdy trzeba - odleż swoje, wydaj parę groszy więcej na dobry lek i wykuruj się. Nie ma nic gorszego niż złe samopoczucie w trakcie wyjazdu. Wiem coś o tym.. ;)

59) Zabierz okulary przeciwsłoneczne.

Amen! Tam, gdzie jedziesz, słońce będzie świeciło trochę inaczej - ze względu na położenie równoleżnikowe itd.. Chroń oczy :)



60) Jeżeli dawno nie jeździłeś na rowerze, a planujesz teraz przemieszczać się nim na dłuższe odległości, to odpuść sobie. Prawdopodobnie nie masz kondycji i taka forma transportu jest po prostu złą

Prawda. Poza tym, aby umieścić torbę z tyłu, trzeba mieć sakwy, bo jechanie z torbą na plecach na dłuższą metę odpada. Ciąży, uwiera, obciera i sprawia, że możesz szybciej stracić równowagę. Po prostu - odpuść. 


0

MUSE - Dig Down

0

co ja nawymyślałam


Chciałam dodać dwie rzeczy. To zdjęcie i pewną uwagę.. :D
Uwaga brzmi:
Czytam sobie moja Bucket List i jestem zaskoczona. CO JA TAKIEGO NAWYMYŚLAŁAM. A aktualizowałam ją nie mniej niż trzy miesiące temu.. Jak się człowiek szybko zmienia :P 
Jak JEZUS zmienia.. 
Trochę punktów pozaliczałam, będzie o nich wkrótce mowa.
A zdjęcie z "bekstejdżu" Jesus Christ Superstar, gdzie staliśmy wraz z orkiestrą i śpiewaliśmy chórki :)
0

Smolik // Kev Fox - Queen of Hearts

0

Życie - cytat



Tysiące osób w naszym społeczeństwie wiedzie życie w niemej rozpaczy. Spędzają długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na innych, których nie lubią. ~Nigel Marsh
0

Even When It Hurts (Praise Song) Live - Hillsong UNITED

0

Po kolei... czyli Kaszebe 2016



Moja radosna twórczość na tym bloku jest sinusoidą. Totalnie. Raz jestem, a raz mnie nie ma. Czasem słońce, czasem deszcz :P
Są jednak takie momenty, gdzie wszystko zwalnia i ma się chęć zmieniania, sprzątania, segregowania. Dlatego oczyszczając telefon chciałam pozbyć się zdjęć. Zrobię to w sentymentalny sposób, bo wrzucę je tutaj :)

Zeszłego roku, na sierpień, byłam goszczona przez Olę u niej na Kaszubach. PIĘKNOŚCI. Zauroczyłam się. A jak tylko dowiedziałam się, że ma za darmo wypożyczalnię kajaków w mieście, to chodziłam z Olą codziennie :D
To był miły czas. I ciepły :)








0

Niedokończone sprawy uwierają najbardziej


Znacie ten ból, gdy bardzo chcielibyście coś ukończyć, ale albo zapominacie albo gubicie wenę, zamysł, rzecz do zbierania. No cokolwiek. Miałam tak całe życie.
Kiedy chciałam jeszcze bardziej popracować nad swoim rozwojem i własny "improve myself" to Bóg objawił mi, że rozwijającym jest KOŃCZENIE PROJEKTÓW.
Siadłam więc, spisałam co mi na sumieniu leży i jestem w trakcie powolnych zakończeń różnych rzeczy. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie rozpoczynała kolejnych rzeczy, ale wierzcie mi - osiągnęłam pełnię /z Bogiem/ szczęścia, gdy otrzymałam darmowy napój w Sweet Surrender po uzbieraniu tych ośmiu pieczątek ^_^
Trochę to trwało, ale UDAŁO SIĘ. Jakość zdjęcia zabija, ale może swoją empatią wczujecie się w ten stan, kiedy coś doprowadzacie do końca i to się udaje..:)

Życzę zatem wytrwałości. Idźcie tam, gdzie Was głos prowadzi /w moim przypadku Duch Święty/.
0

Kopecky - Heartbeat

0

Pyrkon 2017


Zrobiłam to. Poszłam.
Byłam ciekawa czym to wielkie poznańskie wydarzenie jest. 
Z początku byłam sama, a potem dołączyła do mnie moja Dusza :D
Wybrałyśmy się na zwiedzanie w sobotę, gdzie było dość ciepło.
Otóż, muszę stwierdzić, że Pyrkon nie jest dla mnie. Totalnie nie mam nic wspólnego z fantastyką. Mój maks to przeczytany Harry Potter i obejrzane Władcy Pierścieni ze Star Wars'ami.
Tego dnia założyłam soczewki, ale to nie one powodowały stały wytrzeszcz moich oczu. Co tam się działo.. Ile tam ich było.. Jakie ludzie mają pomysły na stroje.. A jak potem mają przekichane, bo muszą z każdym pozować do zdjęcia. Im lepszy strój, tym bardziej przekichane :P
Nie odważyłam się i nie zrobiłam tych dwóch rzeczy, które sobie zaplanowałam. Chciałam się (uwaga) przebrać w strój gospel oraz chciałam robić sobie zdjęcia z rudymi dziewczynami. Otóż, mój strój ani trochę by nie pasował, a rudych dziewczyn było NAPRAWDĘ MAŁO. 
Co widziałam, to widziałam.
W Sali Ziemi na górze była wystawa Star Wars i na niej również stały manekiny ze strojami z filmu. Wokół nich kręcili się ludzie w przebraniach Szturmowców. Nagle jeden z nich stanął nieruchomo i wyglądał jak stojący manekin. Skończyło się to mniej więcej tak, że jakaś biedna dziewczyna o tym nie widziała, podeszła, zaczęła obmacywać tego szturmowca po klacie, a on się ruszył i wycelował pistoletem w jej stronę xD /prawdopodobnie w tym stroju w ogóle chodziła kobieta xD/
Próbowałyśmy z Duszą wejść na spotkania autorskie naszych ulubieńców, jednak kolejki nas powaliły.
Wybrałyśmy się zatem na pokaz mody alternatywnej. Mogę sobie zaznaczyć, że byłam na pokazie mody /będzie o tym osobny wpis #buckelist ;) /. Bardzo się starałyśmy, ale miałyśmy niezłą zabawę i komedię z modeli. Fakt, nie byli profesjonalni, ale to co niektórzy próbowali osiągnąć budziło tylko uśmiech na twarzy. Możemy się tylko pocieszać, że nie byłyśmy same. Słowa kluczowe z pokazu to: Szeregowiec Ryan, Pan z Paszkami, konferansjer z głębokim głosem, "ona lubi pić absynt", DJ-To-Nie-Ja, anime z kimono ;)
Wisienką na torcie było nasze wspólne czekanie w kolejce po autograf Pana Grzędowicza. Za nami stanął przystojny młody Pan z Warszawy i tak się rozpoczęło wspólny jeden wielki "polew" /prędzej czy później musiałam użyć tego słowa :P/, który trwał z półtorej godziny. Żartowaliśmy, dogryzaliśmy sobie, zgadywaliśmy kim jesteśmy i co robimy. Zabawnie spędzone półtorej godziny :)
Na koniec Dusza namówiła mnie na spotkanie z ciekawym człowiekiem, jakim jest autor YouTube'owego kanału o nazwie "Złe Książki". Przyznam - ciekawe spotkanie. I na zdjęcie się załapałam ;)

To chyba tyle. Nie planowałam się dzielić aż tak moimi przeżyciami, ale zrobiłam sobie właśnie piękny wpis wspomnieniowy. Będzie się z czego śmiać za rok :)

Tymczasem - reszta zdjęć.
no musiałam mieć z Iron Man'em :D

ze spotkania :)

0

MATE.O / TU - CHRYSTUS PANUJE

0

Na urodziny do Muzy!


Usłyszałam o tym dawno temu - masz urodziny, to możesz iść za darmo na film do Kina Muza. Jakoś mi się to nigdy nie udawało. A ponieważ kończę projekty, to się zawzięłam i poszłam.
Pani w kasie prosi o dowód, patrzy, potem życzy wszystkiego najlepszego i po wybraniu miejsc wręcza bilet. Pamiętam, że dumna byłam jak nie wiem co, a film był ogromnie poruszający i wstrząsający.
Więcej informacji tutaj.
/kawa nie wymienna na herbę. chlip/
0

Italia 2016 part VII - Bolonia

Ostatnia część :) Piękne wspomnienia dobrego czasu :)


  • kiedy Luca zostawił mnie jakieś 40km przed Bolonią, od razu stanęłam i zaczęłam łapać stopa. Po krótkiej chwili podszedł do mnie facet, który zapytał czy chcę jechać do Bolonii, bo jeżeli tak, to za chwilę odjeżdża autobus z najbliższego przystanku do Bolonii. "No dobrze, niech będzie!" odkupiłam od niego jeden bilet, a takich potrzebowałam jeszcze dwa..
  • za chwilę poznałam stojącego na przystanku młodego chłopaka, który oddał mi dwa bilety, okazał się być Amerykaninem, który przeprowadził się w dzieciństwie do Italii. Wierzcie mi, lub nie, ale wyglądał jak.. Pocahontas :D Długie czarne włosy, ciemna cera i ten idealny angielski akcent :D Okazało się, że jest trenerem damskiej drużyny koszykarskiej...! :D
  • kiedy dotarłam do centrum od razu przesiadłam się w pociąg, gdyż mój następny host mieszkał na przedmieściach Bolonii
  • ten dzień był doprawdy gorący, upalny i parny. Kiedy dotarłam do niego, po obiedzie pojechaliśmy rowerami do centrum, po którym mnie oprowadził.
  • zjadłam również jedne z lepszych lodów na świecie. a smak lodów o nazwie "Piemonte" zostanie ze mną na długo..
  • wieczorem rozmawialiśmy o ważnych dla nas sprawach. On zagrał na gitarze, a ja dla niego ;)
  • rano odwiedziliśmy na pobliskim wzgórzu kościół, więc zaliczyłam wspinaczkę górską w Italii :)
  • poinstruowana w jaki sposób mam dotrzeć na lotnisko pojechałam, wsiadłam w samolot i wróciłam do Polski
  • dodam jeszcze, że lotnisko Katowice znajduje się 40km od Katowic, a tak naprawdę to nazywa się Pyżowice. Stamtąd złapałam dwa autostopy do Gliwic i dojechałam na noc do Wrocławia do Kuby. Miałam już serdecznie dość polskich podróży autostopowych, szczególnie po powrocie do Polski :P dostałam głupawki i śmiałam się z siebie samej, że nie mam co robić po powrocie do Polski, tylko autostopy łapać na śląskich autostradach :P
I to by było tyle z mojej pierwszej Italskiej wyprawy. Piękny czas, wiele doświadczeń i słońca :)


0

Italia 2016 part VI - Pesaro

Kończę już tę serię.. W końcu!



Pesaro
  • dojechałam do niego pociągiem - wbrew pozorom, siatka kolejowa w Italii jest dość tania
  • moim hostem tym razem był Luca, który pracuje w czymś takim jak rada miasta i zajmuje się rozwiązaniami ekologicznymi, które mieszkańcy mają wprowadzać, aby żyć lepiej na Ziemi. 
  • mój host był najlepszy! zapytał się, co bym chciała robić. Stwierdziłam, że chciałabym pozbierać muszelki dla znajomych, więc poszliśmy wydobyć z jego garażu dwa rowery i ruszyliśmy w podróż.
  • był piękny i ciepły wieczór, jechałam boso, chodziłam boso i śmiałam się w głos :)
  • zdjęcie do góry przedstawia właśnie zachód słońca w zatoce na plaży miejskiej.
  • fenomenem dla mnie było to, że zostawiliśmy rowery zaraz przy chodniku, na kawałku plaży, z zapiętą blokadą pomiędzy kołami. W Italii nie kradną rowerów, przynajmniej nie aż tak - dowiedziałam się. U nas, to przecież, rower trzeba przyczepić do "czegoś".. Hmm..
  • Luca zabrał mnie na BEZGLUTENOWĄ pizzę i dał mi lekcję italskich "manier" kulinarnych.
  • moja pizza była z jajkiem i polana majonezem (!!!!) co podobno się w ogóle nie zdarza..
  • Pizza w Italii to nic innego jak Margherita, reszta to już turystyczne wymysły.
  • poproszenie o dodatkowy sos do pizzy może spotkać się z oburzeniem i wyśmianiem Cię przez kelnera - nie próbuj :P
  • kawa w Italii to tylko espresso. Reszta Europy wymyśliła sobie jakieś jej odmiany /latte, capuchino itd../ W Italii prosisz o kawę i dostajesz espresso ;)
  • kiedy wyszliśmy z restauracji usłyszeliśmy muzykę. A ponieważ zapytałam co to, poszliśmy w tym kierunku i naszym oczom ukazała się... potańcówka. I to nie byle jaka, ale właśnie TANGO. To było niesamowite - kobiety poprzychodziły z mężami, przyniosły buty i ludzie tańczyli. Nie tylko w "swoich" parach, ale też się mieszali. Byłam tak poruszona, wzruszona i podekscytowana, że co minutę mówiłam "amazing" :D
    zobaczyć to możecie właśnie na video niżej :)
  •  po powrocie ustaliliśmy, że Luca jedzie jutro nad jezioro (jest naturystą) i pokona on 3/4 mojej trasy do Bolonii, do której chciałam udać się stopem :)
  • rano śniadanie BEZGLUTENOWE i w drogę :)
To chyba tyle z Pesaro :) Piękna, mała, zaciszna miejscowość, która ożywa latem z powodu turystów. Z pewnością kiedyś jeszcze ją odwiedzę :)
0

100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część V

 Kolejna część specjalnie dla Was :)

41) Weź aparat, który będzie robił zdjęcia takie, jakie chcesz, ale równocześnie nie będzie tak ciężki, żebyś miała zostawić go w pokoju.

Prawda! Swego czasu miałam pięknie śmigającego canona kompakta, ale po upadku z dwu metrowej szaty, nurkowaniu w kanadyjskiej toalecie i ośmiu latach użytkowania się skończył. Teraz dysponuję /dzięki uprzejmości Nikary/ Canonem 350D i czasami muszę stwierdzić, że jest za ciężki.. Zdjęcia robi rewelacyjne, ale miejsce w plecaku i na ramieniu zajmuje. A poza tym boję się, że mi go ktoś wyrwie i tyle z niego będę miała.. No cóż,decyzja należy do Was, weźcie to, co lubicie. Nawet jeśli Wasz aparat w telefonie rozbraja system :)


42) Weź ze sobą szalik/chustę - nawet, gdy jest gorąco.

Wróciłam ostatnio z Werony i powiem szczerze, że nie wzięłam chusty /miałam za to dwa ciepłe kominy/ i żałowałam. Z chusty zrobisz wszystko /jak wysilisz kreatywną część mózgu i zwiążesz odpowiednio/. Kocyk na piknik, kocyk do przykrycia, bluzkę, spódniczkę, szalik, sweterek, turban, czapka, plecak.. To tylko moje umiejętności, możesz się wykazać swoimi :)

43) Weź mały kawałeczek mydła - Marseille.

Z pewnością chodziło o to, że ta firma ma ładnie pachnące rzeczy. Ja się odniosę do samego mydła. Mydło się wolno kończy, ma właściwości CZYSZCZĄCE oraz PIORĄCE /masz więc żel pod prysznic i proszek do prania w jednym/ i zajmuje mało miejsca. Ja zawsze biorę te takie małe, któe znajduję w hotelach/babcia mi przywozi z hotelu :D

44) W hostelu śpij w zatyczkach do uszu.

Jeżeli jest taka potrzeba :) Ja mam twardy sen i z jednej strony, to jest dobra rzecz - nie obudzą mnie imprezy z parteru, wchodzący współmieszkańcy mojego pokoju itd. Jednak.. czy obudziłabym sie, gdyby mi ktoś grzebał w rzeczach..?

45) Gdy spędzasz noc w autobusie, nocnym pociągu lub wszędzie indziej, ale nie w hostelu to śpij z głową na bagażu.

Opcja trochę niewygodna, ale BEZPIECZNA. 

46) Miej zawsze ze sobą na czarną godzinę baton energetyczny/snack/czekoladę.

Ja mam zawsze czekoladę lub jakieś bakalie. Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie może Ci się trafić, że wylądujesz na środku "niczego". A gdy człowiek głodny, to i zły..


47) Nie jedz za dużo jagód - potem boli brzuch.

Chyba się jeszcze nigdy nie na jadłam ich za dużo, aby mnie bolało! Po truskawkach to tak! ;)

48) Jeżeli jednak to zrobiłeś (47) to napij się herbaty.

Czarnej, mocno parzonej, bez cukru. Smacznego :)

49) Zadzwoń do banku przed wyjazdem - zapytaj o limity i uprzedź o egzotycznej/długotrwałej podróży.

Pierwsza rzecz - przeczytałam gdzieś ostatnio, że podczas podróży, bank zablokował podróżniczce kartę, bo wypłacała nagle pieniądze z jakiegoś dzikiego zakątka świata, a nie z jej kraju.. Druga - może, gdy wspomnisz o wycieczce, to zaoferują Ci jakiś ciekawy pakiet podróżniczy? Kartę na walutę zagraniczną? Darmowe wypłaty z banków na całym świecie? Kto nie pyta - nie ma :)


50) Nie potrzebujesz 10ciu par WSZYSTKIEGO. Wystarczy parę topów + shorty/spodnie by w nich chodzić. KOBIETY: I jedna ładna kiecka ;)

Prawda. Z każdą podróżą uczę się tego coraz bardziej. Poza tym - możesz mi wierzyć lub nie, ale rzeczy za granicą TEŻ SCHNĄ. Zdarza się, że nawet szybciej! Więc odrzuć lenistwo w kąt i wypierz sobie. Lepiej się będzie nosiło :)
Będziesz sobie dziękować :D
0

The Bill Elliot Swing Orchestra - The Shim Sham Song

Cześć Wam :)
Przepraszam za zaniedbanie. Nie pierwszy i, niestety, nie ostatni pewnie. Każdy z Was miewa czasami okresy, że życie maksymalnie przyśpiesza i nie masz nawet czasu posłuchać muzyki, hmm? Ja mam. Chętnie podzieliłabym się z Wami jakąkolwiek ciekawą nutą, ale wierzcie mi - ostatnio tylko muzyka klasyczna /też ją wstawię! nie twierdzę, że nie jest ciekawą nutą! ;)/, wyjazd /byłam w Weronie z koleżanką :)/ i praca. I chęć rewolucji w swoim życiu.
To co, dacie się przekonać swingową piosenką, że będę częściej zaglądać? :)
/PS do tej piosenki jest świetna choreografia. zatańczysz to 3 razy i trening cardio na tydzień masz z głowy :D/

0

Podulka - Nie Przeszkadzać

0

PODSUMOWANIE MIESIĄCA KWIECIEŃ: Lista Bucket List'owych celów na 2017

Zacznę od tego, ze pisze z tableta, do którego mam klawiaturę, która nie ma polskich znaków. Probowalam ja jakos zupdate'owac, ale nie udało mi się. Możliwe, ze uda mi się pozniej jakos poprawic te wszystkie bledy, ale jeżeli nie to - NIE OCENIAJCIE MNIE :P

Chciałam zrobić takie mini podsumowanie tego co się Działo przez ostatnie 3 miesiące. Maj za pasem Pogoda, mam nadzieje, ciepla coraz bliżej, wiec kusza mnie wszelkie autostopy bliskie i dalekie :)

Ogólne rozliczenie wygląda tak:
  • języki -> włoski, hiszpański, angielski
    angielski - doszłam do takiego poziomu, ze oglądam filmy bez napisów. Czasami ich po prostu nie mogę znalezc, czasami nie pasują, wiec nie pozostaje mi nic innego jak poradzić sobie bez. Świetny sprawdzian.
    Włoski - uczę się, ale mozolnie. Lece teraz niedługo do Werony, wiec moze chociaż więcej zrozumiem niz ostatnio.
    Hiszpański - tez uważam, ze trochę lepiej, szczególnie, ze mam okazje go cwiczyc wraz z kuzynka podczas korepetycji, których jej udzielam :)
  • przejechać się motorem - mam już upatrzoną osobę, która pomoże mi zrealizować ten punkt :) / póki co ZIMNO
  • każdego miesiąca gdzieś polecieć - najtaniej, jak się da! póki co - luty i marzec już zarezerwowane, szukam destynacji i tanich biletów na styczeń i dalsze miesiące / zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie chce nic robic na sile czy na wyścigi. Nie chce tez poswiecac swojego zdrowia i czasu z rodzina na moje zakłady. Ostatnio tez zmieniły się moje pomysły na podrozowanie.. Oj, duzo Bóg we mnie zmienia :)
  • dance week challenge - a tutaj niespodzianka, będzie śmiesznie :) /czekam! :D
  • zaliczyć Woodstock i SlotArt Festiwal - jak mi Woodstocka nie odwołają /terminy zaklepane :)
  • zdać prawko - jestem na dobrej drodze! kurs się robi! /zdałam teoretyczny, mam za soba juz 10 godzin jazd. Jest czad :)
  • wejść na drzewo - trzeba znaleźć drzewo i trenować
  • wydoić krowę
  • trzymać małego kurczaczka w ręce - połączę z krową, szukam miejsca realizacji /koleżanka L jest chętna, aby mi pomoc - wciaz sie zgadujemy :)
  • zaskocz babcię w Aleksandrowie - nic trudnego, czekam na cieplejsze dni
  • spisać rodzinne życzenia co do pochówku
  • pozostawiać cytaty w bibliotece
  • pojechać na spływ kajakowy - ktoś coś poleca? /koleżanka L tez moze doradzi :D
  • umyć samochód taty
  • spać na dziko - w końcu muszę się nauczyć! /możliwe, ze juz niedługo i na dodatek w Weronie! :D
  • zorganizować wyjazd pod namioty - jak się nauczę spać na dziko to nic trudnego
  • kąp się w kałuży - Woodstock..? :D
  • idź na pokaz pływania synchronicznego - od czasu do czasu na termach robią
  • odwiedź Puszczę Białowieską - słyszałam, że Białowieska się puszcza.. ;)
  • idź na trampoliny - ktoś chętny? :)
  • zostań gwiazdą karaoke? - ktoś wie, gdzie jest najlepsze karaoke w Poznaniu? /juz nawet byłam na karoke, ale się internet im zawiesil..xD
  • idź na premierę filmu
  • wysłuchaj audiobooka - już mam /z audiobookiem się zatrzymałam, ale wciaz pamiętam ;)
I póki co - tyle, a moze AZ tyle wlasne ;)
Mogę wam tylko powiedzieć, ze czuje mala ekscytacje, gdy spełniam swoje marzenia. Poza tym, miałam okazje spelnic tez nie wymienione na ten rok, inne punkty z mojej bucket list. Udało mi się:
  • zaczac biegac i trenować na mój 10 kilometrowy bieg - póki co, mam za soba 3km ciągiem podczas biegu OPEN im. o. Jonca. Zapisałam się rowniez na Bieg Na Tak Fun Run 5,7km. Twierdza, ze mogę się jakos ladnie ubrać :D Juz szukam wdzianka w lumpeksach.
    Koleżanka poleciła mi rozpiskę, z która uczę się biegac "od 0 minut do 45 minut ciągiem". Nazywa, to moja rozpiska "od 0 do bohatera" :P Póki co - biegam juz 4 tydzień. Czasami ciezko wyjsc, ale jak juz biegnę to jest pięknie :)
    Mogę się jeszcze podzielić jednym moim przemyśleniem - nie biegajcie w wychodzonych, z plaska podeszwa trampkach. NIE.
  • jechałam na bagażniku od roweru!
    piszczałam z Radości, chociaż zajelo nam to moze z 3 minuty :D Koleżanka L się zgodziła i mnie wziela. Wprawdzie - zdjecia zrobić nie zdazylam i nogi juz cierply od trzymania ich w gorze, ale bylo to SUPER przezycie :)
    /ja to sie potrafie cieszyc z malych rzeczy :P/
Póki co - takie podsumowanie :)
Nadrabiam tez niektore spotkania i swietnie się z tym czuje :)

Zostawiam Was z tym i zycze dobrego wieczoru!
0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.