Tydzień trzech przesyłek


Przepraszam, za jakość zdjęć, ale post miał powstać z dwa tygodnie temu. Pomyślałam sobie, że kiedyś gdzieś tam przeglądając przypadkowo jakieś vlogi i blogi widziałam, że ludzie "chwalą" się tym, co kupili lub co zamówili i przyszło do nich pocztą. Osobiście zawsze chciało mi się śmiać z takich rzeczy - bo kogo to interesuje? - ale jednak kogoś interesuje, skoro oglądalność nie spada ;)



 Czemu nagle ja zapragnęłam podzielenia się również moimi przesyłkami, które otrzymałam?

1) Długo na nie czekałam/nigdy nie zamawiałam czegoś takiego/nie sądziłam, że nagroda za wyróżnienie w konkursie faktycznie dojdzie :D
2) Rzeczy, które dostałam są w 100% warte polecenia!!

To może do rzeczy (dosłownie i w przenośni).
Zaczęło się o zamieszczonej na powyższym zdjęciu nerki. Spokojnie, nie potrzebowałam przeszczepu, tylko taką nazwę nosi specjalna mała torebeczka, którą zakłada się w okolicy bioder. Szukałam długo jakiejś porządnej nerki, której mogłabym powierzyć moje dokumenty, telefon i chusteczki, ale moja wybredność wykluczała większość. Wreszcie koleżanka poleciła mi niejaką "Cherrish", którą ona osobiście dopadła na Slot Art Festiwal i oprócz spersonalizowania swojej nerki, takową zakupiła i się bez niej nigdzie nie wybiera.
Na początku zwaliła mnie cena, ale skoro tak zachwalała.. Tymczasowo nosiłam nerkę pożyczoną od znajomej, która była fajna, ale trochę sflaczała i za duża. Kiedy pojawiła się wypłata postanowiłam, że zainwestuję i bardzo zdecydowanie zamówiłam ze wzorem "amazonka" :)
Czemu tak w ogóle nerka?
Powiem tak - bo masz przy sobie wszystkie najważniejsze rzeczy. Do takiej małej skrytki wsadzisz telefon, dowód, kartę, chusteczki, pomadkę ochronną i miniaturowy Nowy Testament. Ma dwie kieszonki, klamrę regulowaną i fajny wzór. Poza tym - jest z porządnego materiału, co oznacza, że szybko się nie przetrze.
Póki co, moje doświadczenia samotnego latania nie są jakieś wielkie, ale mogę Wam potwierdzić, że nie ma lepszego sposobu na tajemny, dodatkowy mini bagaż, który masz ukryty pod kurtką/bluzką/swetrem na odprawie :D Na rowerze też się super sprawdza, bo nie sięgasz niewiadomo gdzie po dzwoniący telefon czy chusteczkę. Ja osobiście polecam posiadać chociaż jedną nerkę i brać chociażby w podróże :)


Następna rzecz to bluzka. W sumie, epilepsji dostaję, gdy na jakimś zjeździe/wydarzeniu/warsztatach dostaję kolejną bluzkę unisex, która zajmuje miejsce w szafie i nie będzie przeze mnie noszona. Jednak historia tej bluzki jest inna :)

W Poznaniu odbywał się kolejny konkurs skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. Głównym sponsorem tego była firma Energa, która na swoim fanpage'u zorganizowała test pt "Jakim instrumentem muzycznym jesteś"? Z ciekawości wzięłam udział, gdyż zawsze jestem ciekawa co w takich psychotestach wyjść mi może ;) Kiedy otrzymałam wynik, że jestem skrzypcami (cóż za zaskoczenie! i to tak konkursowo! :P) to było jeszcze jedno pytanie, które kwalifikowało mnie do konkursu o bluzkę z tego wydarzenia. Pytanie brzmiało "Jakbyś miał zagrać swój najgenialniejszy koncert na tym instrumencie, to dla kogo byś zagrał/a?". Wiecie.. Nigdy nie wygrałam żadnego konkursu takiego..internetowego. Znaczy się - ostatnio nadziałam się, że niby tak, ale to było oszustwo. Podeszłam do tego bardzo sceptycznie i szczerze napisałam "Zagrałabym dla mamy. To bardzo ważna osoba w moim życiu i wiem, że jest tego warta". Chwila szczegółów, mail, dane kontaktowe i "wzięłam udział w konkursie". I dostałam bluzkę :D Oczywiście, zwycięzców było więcej, ale załapałam się, chyba, do tej dwudziestki szczęśliwców :D Stąd bluzka, którą na przekór wszystkim innym będę nosić z DUMĄ! :)

Na koniec przyszedł do mnie kalendarz, ale nie byle jaki.
Nigdy nie chciałam kupować żadnego kalendarza. Powodów było kilka, ale najważniejsze z nich to - cena i ich szarość. Jakieś ciekawe kalendarze zaczynały się od 45zł, wiec swego czasu (gdy miałam go trochę więcej, niż teraz ;) ) siadałam, kupowałam zeszyt za 2zł, klej za 6zł i poświęcałam 4 godziny z życia na stworzenie czegoś oryginalnego, co służyło mi za kalendarz. Większość tych "drogocennych" kalendarzy była również nieciekawa i szara, a ja swój kalendarzowy zeszyt ozdabiałam rysunkami, wycinkami z gazet i innymi pierdołami. Tym razem z powodu braku laku, siły i chęci postanowiłam kupić sobie kalendarz. Był on niezwykle tani, w porównaniu z wcześniej wspomnianymi (ok 28zł bez przesyłki) i ma w środku urocze obrazki lisków, które zawsze mogę pokolorować. Opowiada mi również układ tygodni i miejsca na notatki, więc wychodzi na to, że jest to mój pierwszy w życiu zakupiony kalendarz, ale taki..porządny :)
Polecam Wam kalendarz z edycji Lisie Sprawy

To chyba tyle z mojego tygodnia przesyłek. Miło tak było, gdy pod moim domem stawali różni kurierzy czy listonosze i chcieli rozmawiać właśnie ZE MNĄ :D

 Stay shine and blessed!

2 komentarze :

  1. Nie mogę i nie potrafię się przekonać do kalendarzy ^_^ bezradny ^_^

    OdpowiedzUsuń

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.