Destiny's Child - 8 Days Of Christmas

0

Mariah Carey - O Holy Night

Prawdopodobnie, gdyby nie Gospel Joy, w życiu bym nie poznała tego utworu. A jest na liście najsławniejszych świątecznych utworów! (słyszałam go po raz pierwszy w zeszłym roku ;) )
Pochwalę się - umiem do chórków alt :P


0

Rudolph The Red Nosed Reindeer

Bez autora znalazłam, ale lubię te wersję właśnie. Nie jest to Dean Martin ani Frank Sinatra, jednak melodia znana :)


0

#bucket list 79

79) Zagraj w musicalu

Wiecie, jak to było?
Stworzyłam swoją pierwszą wersję bucket listy i wpisałam tę pozycję ot tak. Bo znajoma z Krakowa się musicalowo udziela i w sumie nigdy nie śpiewałam i nie grałam na scenie. Byłam ciekawa. Następnego dnia dyrygentka w GJ mówi mi "Koossa, TM chce, abyśmy spróbowali swoich sił i zaśpiewali w Jesus Christ Superstar..." :D

NO JAK MOGŁAM NIE WZIĄĆ UDZIAŁU?!

zdjęcie by Szymon Ludwiczak

Było czadowo :) Do dziś mam prawie wszystkie utwory, które śpiewaliśmy, na telefonie i śpiewam sobie podczas sprzątania, na przykład :D
Te momenty, gdy pan Marek Piekarczyk nie miał wyłączonego mikrofonu, a nie był na scenie, tylko w bufecie coś komuś opowiadał i cały zespół to słyszał - bezcenne :D
Igraszki i heheszki panów waltornistów - bezcenne :D
Partie flecistek - przepięne
Jakoś udało nam się wejść czysto we wszystkie dziwne harmonie.
To, co przeżyliśmy, było naprawdę wyjątkowe. Na pewno zdałam sobie sprawę, że dobrze, że TYLKO śpiewałam tam w "back-up'owym" chórze. Bycie aktorem to naprawdę..zajmujący zawód.

Marzenie spełnione! Weeeeeeeeeeeeee :)
0

Brenda Lee - Rockin' Around the Christmas Tree

0

Spadłam z drzewa..

Przyznaj się - przyciągnął Cię tytuł! :D Byłeś ciekaw jak bardzo się połamałam/co znów szurniętego wymyśliłam i w którym szpitalu możesz mnie odwiedzić :D

To skoro już uchwyciłam Twoja uwagę, to pozwolę ją sobie wykorzystać :) :)

Lubię podróżować. Każdy, kto zostanie tylko dotknięty pasją podróżowania, zaczyna kombinować. W większości chodzi o ilość dodatkowej gotówki, sprzętu i wolnego w pracy. Bo przecież podróże to wydatek! I czas! Duuużo wolnego czasu..

Z czasem uświadamiasz sobie, że pieniędzy wcale dużo nie trzeba. Skąd jednak wytrzasnąć ten czas? Przecież, by zwiedzać odległe Barcelony i Mediolany nie starczy weekend. Trzeba dolecieć, dojechać z lotniska, rozpakować się i na spokojnie delektować się miastem, muzeami, barami, ludźmi.

No fakt. Nie do ukrycia. Cóż jednak począć, gdy czasu tylko w ilości weekendowej, a pragnienie przeżycia przygody nie gaśnie? Każdy już nie-początkujący podróżnik wie, że pasja ta uzależnia /na szczęście, najczęściej!, jest to pozytywna odmiana uzależnienia/ i nie można tak raz w roku się podróżniczo dokarmić. Z czasem chce się więcej i więcej.

O książce Łukasza Długowskiego usłyszałam, gdy pojawiała się na rynku podróżniczych książek. Mimochodem wspomniałam na moim facebookowym fanpage'u, że się zainteresuję. W piątek, przed świętami, odwiedziłam poznański Arsenał i zobaczyłam właśnie JĄ! Książkę o mikrowyprawach..
Stwierdziłam - zaryzykuję, może dowiem się czegoś NOWEGO..
I się dowiedziałam. Niby odkryłam w tym roku, że nie dla mnie zwiedzanie miast. Niby odkryłam, że Polska ma bardzo wiele do zaoferowania, a my tylko cudze chwalimy. Dojrzałam, że zanim wyruszę w szeroki świat poznam moja ojczystą ziemię. Owe stwierdzenia pozostały jednak frazesami /niestety/ rzuconymi na wiatr. Łukasz przypomniał mi, w czym rzecz.

Wiele razy słyszałam stwierdzenie, że prawdziwa przygoda czeka tuż za furtką. Tak się obsłuchałam, że straciłam sens tego zdania.
Dzisiaj miałam przyjemność /i to najwyższą/ doświadczyć tej przygody. I to zaraz za furtką.

Zainspirowana książką o mikrowyprawach nie mogłam dłużej wysiedzieć w domu /a w nocy nie mogłam z wrażenia spać/ i wyszłam na spacer do lasu. Tak, do takiego zwykłego lasu, którego widzę z kuchennych okien mego domu, zaraz za obwodnicą.

Łukasz twierdzi, że największą rzeczą, która nas powstrzymuje przed przeżyciem przygody są wymówki.
Czas? Wystarczy 3godzinne wyjście do lasu, aby coś przeżyć lub naładować baterie
Pieniądze? Wejście do lasu kosztowało mnie dokładnie 0 zł. Czekolada, którą wzięłam w razie posiłku była darowana, a ciepły napój do picia w termosie też darmowy
Sprzęt? Mam. Wszystko co potrzebne mam, a jak nie mam to z pewnością mają moi znajomi, od których bym pożyczyła. Ja mam to szczęście, że mam, a nawet jak nie, to znajdę kreatywny zamiennik.
Czy ktoś widzi jeszcze jakieś? Tutaj można jeszcze dodać własne nastawienie, jednak jeżeli czujesz o czym mówię, to pewnie kipisz cały od pragnienia przygody :)

Książka o mikrowyprawach zachęca do tego, aby przygody przeżywać a) blisko swojego miejsca zamieszkania, b) po taniości, c) w prosty, a jednak wyszukany sposób. Mikro, bo nie trwa tydzień, a od kilku godzin do dni paru. Mikro, bo oszczędnie, ale z pomysłem.


I poszłam.
Moja pierwsza mikrowyprawa była do pobliskiego lasu.



 MIKROWYPRAWA NR 1
Miejsce: Lasy na terenie gminy Rokietnica, przy Bytkowie
Czas: 3h
Sprzęt: aparat, termos, jedzenie
Koszt: 0 zł
Poziom trudności: brak

Wracając do drzewa.. :D Faktycznie się wspięłam na jedno. Całe porośnięte mchem. Podkusił mnie wpis na mojej bucketowej liscie i stwierdziłam, że potrenuję. Szło mi całkiem nieźle. Udało mi się nawet cyknać zdjęcie :D

Kiedy łakoma wysokości, zaczęłam wspinać się dalej, nagle się ześlizgnęłam. Trzymana gałąź i z prawej, i z lewej zawiodła i się złamała.
PRZEMYŚLENIE ROKU: Zawsze mi się wydawało, że podczas spadania skądkolwiek będę miała tę nanosekundę przebłysku, żeby się w powietrzu ustawić, coś schować, wyrzucić.. Ledwo skończyłam myśl, że fajnie by było wylądować na miękkim i na tyłku, a już leżałam na ziemi. Na szczęście, była to wysokość około 2 metrów, ale zaskoczenie było :D
GRAWITACJA DZIAŁA - SPRAWDZIŁAM :D

Tak więc, tytułowo spadłam z drzewa. Nic nie złamane, kurtka brudna, ewentualnie mały siniak pod paznokciem, bo się mech pod paznokieć wbił. Kiedy się już pozbierałam, stwierdziłam, że to było najfajniejsze co mogło mi się, póki co, przytrafić i poszłam dalej :D Wierzcie mi, chwilę później spotkałam ludzi i kiedy mówiłam im dzień dobry, to mogę się założyć, że pomyśleli, że tej kobiecie zęby się nie mieszczą w buzi - tak szeroki uśmiech miałam :D :D :D


Dalej już tylko cisza, błotko, natura, ślady koni i saren. W pewnej chwili zauważyłam w oddali ambonę, czyli punkt widokowy w lesie. Z natury takie obiekty są zamknięte na kłódkę i panuje ogólny zakaz wchodzenia, jednak stwierdziłam, że przygoda to przygoda!

Całość trwała jakieś 3 godziny - z wyjściem i przyjściem do domu. Kiedy zauważyłam, że jestem już dwie godziny poza domem, to trudno mi było w to uwierzyć, bo czułam się, jakby dopiero minęło 15 minut!
Cóż mogę więcej powiedzieć. Polecam? Koniecznie! Jutro idę się mikrowyprawować dalej. A w środę może obejdę Jezioro Kierskie.. :)



kamień z rogami :3

#mikrowyprawa
0

Michael Buble - Have yourself a merry little Christmas

Taką świąteczną płytę mamy. Zasłuchujemy się w nią od dobrych kilku lat. Jest piękna :) Polecam również ten utwór :)


0

CHRISTMAS' MUSIC LIST, czyli mój przegląd świątecznych utworów.



 Doszłam do wniosku, że lubię świąteczne utwory. Niektóre z nich NAPRAWDĘ mają potencjał!
Dzisiaj miałam przyjemność słuchać przez chwilę AntyRadia, kiedy akurat mówili, że
"kristmassowe utwory to szity. i pełno w nich dzwonków. a przecież utwory z dzwonkami są szitami".
Dzwonki to też instrument, który akurat w tym okresie robi TEN klimat. I co zrobisz?
Chciałam sobie zrobić przegląd tych utworów. Potrwa dłużej, niż święta, ale obsłuchamy cuda, które pieszczą nie tylko moje ucho, ale również serce :)

Zacznijmy od pewnego standardu :)


0

Obok siebie nie przechodźcie obojętnie


Ci niektórzy święci, to naprawdę mądrzy ludzie!
0

Jak szukać pięknej muzyki? 2

 W sumie to nawet jestem dumna z tamtego pierwszego tekstu, który możecie znaleźć tutaj.
Dlaczego zatem wpis na ten sam temat, tylko numer dwa? Chciałam się odnieść do swojego doświadczenia, które miałam w połowie listopada i wiedziałam, że to jest TO, czym chciałam bym się z Wami podzielić.

 Sprawa wygląda tak: po spotkaniu z przyjacielem wstąpiłam do Empiku. Trochę w nim byłam i w sumie to już wychodziłam, gdy nagle mój słuch przyciągnęła pewna piosenka. Znaleźć możecie ją tutaj, a ja już Wam opisuję o co mi dokładnie chodzi. Do momentu, gdy nie usłyszałam tego intro z saksofonami i trąbkami muzyka puszczana w tym sklepie nie wzbudziła we mnie nawet krztyny zainteresowania. Kiedy jednak intro mnie wprost powaliło, a potem nastąpił zgrabny tekst śpiewany miłym głosem, byłam pewna tylko jednego - zaraz tę piosenkę znajdę i (mówiąc kolokwialnie) zapętlę. Już po pierwszym brzmieniu wiedziałam, że to jest coś co mi się podoba! Nie musiałam słuchać tego po dziesięć razy. Nie musiałam zmuszać się do wysłuchania tej piosenki. Jej pierwsze takty po prostu mnie powaliły i ja wiedziałam, że to jest TO.
 Mam nadzieję, że chociaż trochę czujecie i rozumiecie, co chciałabym Wam przekazać. Jeszcze większą nadzieję żywię w związku z tym, że dajecie sobie szansę, aby dać się dotknąć poprzez utwór. Nie ustawajcie w słuchaniu :) Może to przynieść wiele odkryć :)

Stay shine!
0

Uwierz w swoje piękno, Piękna!

Cześć i czołem.
 Zbierałam się do tego wpisu dosyć długo i nie będzie on jedyny. Taką wiedzę trzeba zaaplikować w kilku częściach i chciałabym (zabrzmię pysznie) odnieść w tym sukces. Dlaczego? Bo to, o czym będę pisać, jest niezwykle ważne, a jeszcze bardziej PRAWDZIWE.


Zacznijmy może od tego zdjęcia
Zrobiłam je dosyć dawno, pewnego wrześniowego dnia.. A napis o sierpniu ;)

Już tutaj miałam pierwszą "instrukcję obsługi", która dotarła do mnie w tym roku.


 To teraz może z innej beczki.
Poszłam raz na spotkanie, które współprowadziła moja przyjaciółka. Debata była o tym, czy istnieje przyjaźń damsko-męska (sic! istnieje!).
Międzyczasie, okazało się, że na jednym z poprzednich spotkań mieli temat "relacji damsko-męskich", tych "romantycznych". I wypłynęło takie coś, do czego na nim doszli:
"Mężczyzna może się zauroczyć nawet kilka razy w ciągu dnia".

 No ogłupiałam. Zaczęłam rozmyślać (jak zwykle). O ludzie drodzy. Tu się przede mną wrota do niezliczonej ilości wiedzy otworzyły!

 Zaprawdę, nie wiem, co ja wcześniej myślałam na temat mężczyzn, ich uczuć, ich odczuć, zakochiwań, oczekiwań itd. Wszyscy wciąż dookoła powtarzali, jak to faceci nie są fizyczni i wzrokowcy. Kompletnie przyznaję się do mojej niewiedzy. Teraz kompletnie jestem zdumiona swoimi "odkryciami".
 Poszłam dalej. Zrobiłam "badanie opinii publicznej"..! Napisałam do wszystkich znanych mi i bliskich mężczyzn na słynnym "fejsie" i zebrałam dane. Pytałam głównie o to, czy to prawda, że mężczyźni potrafią się zauroczyć/zakochać nawet kilka razy w ciągu dnia.
Słuchajcie. Odpowiedzi, które otrzymałam, przerosły moje oczekiwania, jeżeli w ogóle je miałam.
I właśnie niektórymi z nich chciałabym się podzielić. Co ja gadam, WSZYSTKIMI.

 To zabrzmi dziwnie, ale "posiadłam" w tym roku również umiejętność dostrzegania, że się komuś spodobałam. Wpadłam w oko. Sprawiłam, że szybciej zabiło serce. Nauczyłam się tego, dzięki (a może właśnie NIE dzięki? :P) pewnemu koledze i są tego i plusy, i mini dramaty. Ale o tym innym razem.

No to słuchajcie

UWIERZ W TO, ŻE JESTEŚ PIĘKNA

 To prawda. Fakt. To jest cecha stała. Zmień swoje myślenie. Nie chciej stać się piękną. BĄDŹ piękną. Mówię totalnie serio. Bo Ty już jesteś PIĘKNA. Skąd to wiem?
 Kiedy odkryjesz w sobie piękno, a nosisz je w sobie, wszystko dookoła się zmienia.
WSZYSTKO.
Jeżeli jednak, nie czujesz się piękna, to zmień to. I swoim myśleniem i jakimś działaniem. Uważasz, że będziesz piękniejsza, gdy schudniesz? To weź się za siebie i zrób to dla siebie :)
Jednak pamiętaj - taka, jaka jesteś teraz, jesteś najbardziej niezwykła :) I bez makijażu, i z tym dużym nosem, i z tym dodatkowym fałdkiem.
Pamiętaj też, że zostałaś stworzona na Boże podobieństwo! A Bóg jest przecież całością! Pełnią! Doskonałością! Jeżeli jestem podobna do Boga (podobna to nie to samo co "taka sama"), to z pewnością muszę być piękna :) Poz tym też - w końcu jestem Jego Córką :)

 Już słyszę Wasz argument - skoro jestem taka piękna, to dlaczego jeszcze nie mam chłopaka/męża?
1) to nie posiadanie kogoś wyznacza Twój "poziom piękna"
2) nie pojawił się jeszcze ktoś wystarczająco odważny, co by Ciebie mógł zdobyć :)

...
Koossa, jaki ODWAŻNY? :P

I tutaj właśnie teraz użyję moich danych z badań :)
Kochana!! Nawet nie wiesz ilu mężczyznom mogłaś się spodobać w ciągu dnia! A to za sprawą uśmiechu, spojrzenia czy nawet stylu, z jakim skasowałaś bilet!

Oto wypowiedzi moich znajomych na ten temat :)
> szczerze i czysto psychologicznie, to owszem - stoisz w tramwaju i sobie myślisz - ŁAŁ, ładna jest, może podbiję i zagadam..? ale zazwyczaj wychodzi jak zwykle :P
>chłopaki wbrew pozorom są bardzo uczuciowi i potrafią się zauroczyć przy zalotnym uśmiechu czy innej drobnostce
>po prostu jakaś dziewczyna mi się podoba, np. jak mijam jakąś nieznajomą na ulicy i jest to podyktowane wyłącznie wyglądem, uśmiechem czy sposobem poruszania się
> facet, który się dobrze rozgląda wokół siebie jest w stanie "zauroczyć" się kilka razy dziennie
>jak widzisz jakąś ładna kobietę, to myślisz sobie -o, jakaś ładna Pani. I przyglądasz się, bo miło sobie popatrzeć na coś ładnego, zwłaszcza, że faceci to wzrokowcy
>to raczej kwestia tego, że faceci są wzrokowcami i dziewczyny faktycznie wpadają im w oko
>jadę autobusem i podoba mi się jakaś dziewczyna, zaczyna się śmiać albo się okazuje, że ma więcej takich cech-smaczków, które mi się podobają. tylko my obawiamy się kosza
>jakbyśmy nie mieli barier psychicznych w głowie, to byśmy zagadywali do dziewczyn częściej

Teraz, już.. rozumiesz?
W sumie, co to znaczy, że faceci to wzrokowcy?
To znaczy, że więcej widzą od nas, kobiet?! Jak to?! :D

Faceci naprawdę zwracają uwagę na kobiety. W szczególności na ich wygląd. Faceci nie skupiają się na tym, że jesteś gruba czy że masz zmarszczki. Facet nazwie to pięknem (jeżeli jesteś w jego typie), chodzi tutaj o "wzrokowość seksualną". Nie od dziś wiadomo, że hormony w nich szaleją. Nie bez powodu w reklamach samochodowych dodawane są roznegliżowane kobiety. Oni sobie wtedy pomyślą - mając samochód mam taką kobietę? Gdzie mogę kupić ten samochód..?
Oczywiście, dzisiejsi mężczyźni nie kuszą się już na takie reklamy, ale myślę, że to tłumaczy Wam mniej więcej myślenie hormonami (lub innymi częściami ciała) ;)
(ps jeżeli jakiś mężczyzna poczuł się urażony, to przepraszam. nie pisałam tego z żadną nutą agresji)

PODSUMOWUJĄC

Przeczytałam kiedyś takie zdanie:
"Nie przestawaj się uśmiechać, bo nigdy nie wiesz, kto zakocha się w Twoim uśmiechu" :)

Myślę, że to wystarczające podsumowanie :)
Kiedy zaczynasz myśleć o sobie, w kategorii piękna, inni też zaczynają tak Ciebie postrzegać. Daj sobie czas. Rozejrzyj się wokół siebie, bo może właśnie ktoś "wypatruje sobie oczy" patrząc na Ciebie. Tak. Właśnie na Ciebie :)
Każdy mężczyzna jest inny. Też mi się wydawało, że nikomu się nie spodoba "dwumetrowy ginol", a jednak ;) Różni faceci zwracają na różne rzeczy uwagę - jedni na włosy, na ich kolor, na wzrost, na rozmiar dłoni (!!) czy nawet na posiadanie okularów.

Nawet nie wiesz ilu mężczyznom się DZISIAJ spodobałaś. Nie wiesz, bo do Ciebie nie podeszli. 
Kiedyś się znajdzie się taki, który nie przepuści tej okazji.
Tymczasem - weź uwierz w swoje piękno :)
1

zmiana

znalezione na facebookach
Wycinki w termosie
0

dziewczyno..!

zdjęcie moje, znalazłam kiedyś przy makro
ciekawe, czy zauważyła :D
0

Lista prezentów

Święta. Za dwa tygodnie będą święta! Aż nie mogę uwierzyć, że czas od zeszłych świąt tak szybko zleciał. Zastanawiając się, czego mogłabym sobie życzyć na prezent, wpadłam w pewną melancholię.

Żyjemy w czasach, gdy wszystko mamy. No dobrze, prawie wszystko. Jednak wszystko to, czego potrzebujemy do życia - dach nad głową, jedzenie, łóżko i dostęp do bieżącej wody. Reszta to zbytki, którymi obwarowujemy swój świat. Ja to mam jeszcze inaczej - mam Boga, to mam wszystko, bo On zaopatruje mnie we wszystko co mi jest teraz potrzebne :) Nie ma więc narzekania. Nasze czasy są takie, że za każdym razem obserwuję tę gonitwę, gdy się przykładowo podróżuje, aby zakupić wszystko tutaj na miejscu, bo tam na pewno nie będzie takiej możliwości. Jeżeli jedziesz w samo serce amazońskiej dżungli, to tak, możesz nie kupić Twojego ulubionego marsa, ale poza tym - w innych miejscach też są sklepy, a w tych sklepach produkty, dzięki którym da się żyć ;)
 Ale ja nie o tym. Wracając - nasze czasy są takie, że wszelkie niezbędne rzeczy posiadamy, a zaopatrujemy się i bliskich w zbytki, które sprawiają im radość. Czasami właśnie nie sprawiają, bo są nietrafione albo po prostu NIEPOTRZEBNE.
 Postanowiłam zrobić swoją listę prezentów, które zrobiłyby na mnie wrażenie i cieszyłabym się z nich prawdziwą i szczerą radością.
 UWAGA 

1) czas

2) miłość/dobro

3) książka

4) (opcjonalnie) pieniądze


Dlaczego tak?
CZAS: Wszyscy ciągle powtarzają jak to nie mają czasu. Nieźle tak systematycznie stwierdzać fakt, bo czas ma tylko Bóg :) Jednak w naszym ziemskim mniemaniu jesteśmy zapracowani jak te czarne mróweczki i czasami cudem potrafimy znaleźć godzinę, by do kogoś zadzwonić, spotkać się, porozmawiać, przytulić. I to jest fakt. Chyba jeden ze smutniejszych, jakie zdaje mi się odkrywać (nie tylko w swoim życiu). Poświęcony mi czas byłby dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Takie sfiksowane mamy czasy, że czuję się zaszczycona godziną poświęconą tylko mojej osobie, sam na sam, na spotkaniu ze znajomym/kolegą/przyjacielem. To jest najcenniejsze co możesz mi dać.
Podczas "czasu" możesz r"robić" wspomnienia. A wspomnienia nie zajmują przestrzeni w realnym świecie, więc do zbytków ich nie zaliczysz ;)
MIŁOŚĆ/DOBRO: To nierozerwalnie występuje z czasem. Takie spotkanie jest miłe, jest ulotną chwilą i wypełniona jest uśmiechem, pięknem, dobrem i miłością. I love it.
Przykład dania miłości (jeżeli już tak bardzo potrzebujesz coś fizycznie dać): przytulas, miły list, zachęcające słowo, pomóc w spełnienia bucketowego marzenia...
KSIĄŻKA: Jestem maniaczką. Wracam do czytania po dłuższej przerwie i aż ślinka cieknie na myśl o pozycjach, które czekają na przeczytanie :) Faktycznie, jest to zbytek, ale ja tym zbytkiem się zachwycę, a potem obdaruję kogoś innego. Puszczę mój zbytek w ruch i będzie czynił dobro gdzieś indziej :) Staram się być praktyczna ;)
PIENIĄDZE: Kiedy jesteś osobą podróżującą, to zbierasz pieniądze. Oszczędzasz je. Zawsze. Pytanie "na co" wydaje się być nie na miejscu, ale może nie wszyscy wiedzą, że odpowiedź brzmi "na podróż!". Czasami, gdy wykryjesz brak sprzętu, to go dokupujesz. Za co go kupujesz? Za zaoszczędzone pieniądze. Jedziesz daleko i potrzebujesz ubezpieczenia/wizy/szczepionki? Chętnie służą zaoszczędzone pieniądze. Nie mogę nazwać siebie geniuszem oszczędzania, gdyż dopiero rozpoczynam, ale pieniądze to coś uniwersalnego, co wszyscy lubią, a na zbytek nie pójdzie, gdy masz konkretną pasję. Nie twierdzę, że oczekuję tego od ludzi. Bo nie. Nie bez kozery jest napisane "opcjonalnie". Nie bez powodu znalazło się to też na ostatnim miejscu mojej, jakże wyszukanej, listy.  

 Co skłoniło mnie do powyższych przemyśleń oraz takiej listy prezentów?
Internet wypełniły chwytające za serce reklamy o tym, aby się wylogować do życia, poświęcić czas rodzinie, wspomóc najbiedniejszych, nie kupować rzeczy, tylko wygospodarować życie dla innych. Świetnie. Bardzo piękne życzenia, wszyscy sobie przyklaskujemy, że tak właśnie powinno być. Tylko.. na przyklaskiwaniu się kończy. Jest pomysł, a nie ma inicjatywy. Nic za tym zbiorowym "wow" nie idzie. Może brzmię teraz, jakbym była nieczuła na ten reklamowy "message". Nie jestem nieczuła, jestem realistką. Za dużo naoglądałam się pomysłów, a za mało widziałam ciągniętych inicjatyw. Pomysł ma każdy, ale odwagę, by iść z nim coś zrobić ma, może, co piąty osobnik. Jeżeli nic za tym nie idzie, to nie ruszają mnie takie akcje. Światowa znieczulica działa i reklama nie wstrząśnie światem, jeżeli nie zaczniemy od siebie i swojego otoczenia. Postawię znów siebie w sytuacji - nie jestem perfekcyjna, ale staram się. Ja przynajmniej zaczęłam ;) Wyszłam z pozycji "narzekania" do "działania". Nie była to trudna droga. Wystarczyło wyłączyć laptopa i pójść pomóc mamie.. 

 A jaki będzie Twój ruch, aby poświęcić najbliższym czas..?

1

Czytajcie książki


"Młodzi ludzie nie mają dystansu do siebie, do swojego losu i do swoich doświadczeń. Książka pozwala ten dystans znaleźć i zachować. W gruncie rzeczy czytanie jest najbardziej ludzką czynnością, ponieważ pozwala na znalezienie siebie w świecie"
~prof. Grzegorz Leszczyński
0

Tydzień trzech przesyłek


Przepraszam, za jakość zdjęć, ale post miał powstać z dwa tygodnie temu. Pomyślałam sobie, że kiedyś gdzieś tam przeglądając przypadkowo jakieś vlogi i blogi widziałam, że ludzie "chwalą" się tym, co kupili lub co zamówili i przyszło do nich pocztą. Osobiście zawsze chciało mi się śmiać z takich rzeczy - bo kogo to interesuje? - ale jednak kogoś interesuje, skoro oglądalność nie spada ;)



 Czemu nagle ja zapragnęłam podzielenia się również moimi przesyłkami, które otrzymałam?

1) Długo na nie czekałam/nigdy nie zamawiałam czegoś takiego/nie sądziłam, że nagroda za wyróżnienie w konkursie faktycznie dojdzie :D
2) Rzeczy, które dostałam są w 100% warte polecenia!!

To może do rzeczy (dosłownie i w przenośni).
Zaczęło się o zamieszczonej na powyższym zdjęciu nerki. Spokojnie, nie potrzebowałam przeszczepu, tylko taką nazwę nosi specjalna mała torebeczka, którą zakłada się w okolicy bioder. Szukałam długo jakiejś porządnej nerki, której mogłabym powierzyć moje dokumenty, telefon i chusteczki, ale moja wybredność wykluczała większość. Wreszcie koleżanka poleciła mi niejaką "Cherrish", którą ona osobiście dopadła na Slot Art Festiwal i oprócz spersonalizowania swojej nerki, takową zakupiła i się bez niej nigdzie nie wybiera.
Na początku zwaliła mnie cena, ale skoro tak zachwalała.. Tymczasowo nosiłam nerkę pożyczoną od znajomej, która była fajna, ale trochę sflaczała i za duża. Kiedy pojawiła się wypłata postanowiłam, że zainwestuję i bardzo zdecydowanie zamówiłam ze wzorem "amazonka" :)
Czemu tak w ogóle nerka?
Powiem tak - bo masz przy sobie wszystkie najważniejsze rzeczy. Do takiej małej skrytki wsadzisz telefon, dowód, kartę, chusteczki, pomadkę ochronną i miniaturowy Nowy Testament. Ma dwie kieszonki, klamrę regulowaną i fajny wzór. Poza tym - jest z porządnego materiału, co oznacza, że szybko się nie przetrze.
Póki co, moje doświadczenia samotnego latania nie są jakieś wielkie, ale mogę Wam potwierdzić, że nie ma lepszego sposobu na tajemny, dodatkowy mini bagaż, który masz ukryty pod kurtką/bluzką/swetrem na odprawie :D Na rowerze też się super sprawdza, bo nie sięgasz niewiadomo gdzie po dzwoniący telefon czy chusteczkę. Ja osobiście polecam posiadać chociaż jedną nerkę i brać chociażby w podróże :)


Następna rzecz to bluzka. W sumie, epilepsji dostaję, gdy na jakimś zjeździe/wydarzeniu/warsztatach dostaję kolejną bluzkę unisex, która zajmuje miejsce w szafie i nie będzie przeze mnie noszona. Jednak historia tej bluzki jest inna :)

W Poznaniu odbywał się kolejny konkurs skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. Głównym sponsorem tego była firma Energa, która na swoim fanpage'u zorganizowała test pt "Jakim instrumentem muzycznym jesteś"? Z ciekawości wzięłam udział, gdyż zawsze jestem ciekawa co w takich psychotestach wyjść mi może ;) Kiedy otrzymałam wynik, że jestem skrzypcami (cóż za zaskoczenie! i to tak konkursowo! :P) to było jeszcze jedno pytanie, które kwalifikowało mnie do konkursu o bluzkę z tego wydarzenia. Pytanie brzmiało "Jakbyś miał zagrać swój najgenialniejszy koncert na tym instrumencie, to dla kogo byś zagrał/a?". Wiecie.. Nigdy nie wygrałam żadnego konkursu takiego..internetowego. Znaczy się - ostatnio nadziałam się, że niby tak, ale to było oszustwo. Podeszłam do tego bardzo sceptycznie i szczerze napisałam "Zagrałabym dla mamy. To bardzo ważna osoba w moim życiu i wiem, że jest tego warta". Chwila szczegółów, mail, dane kontaktowe i "wzięłam udział w konkursie". I dostałam bluzkę :D Oczywiście, zwycięzców było więcej, ale załapałam się, chyba, do tej dwudziestki szczęśliwców :D Stąd bluzka, którą na przekór wszystkim innym będę nosić z DUMĄ! :)

Na koniec przyszedł do mnie kalendarz, ale nie byle jaki.
Nigdy nie chciałam kupować żadnego kalendarza. Powodów było kilka, ale najważniejsze z nich to - cena i ich szarość. Jakieś ciekawe kalendarze zaczynały się od 45zł, wiec swego czasu (gdy miałam go trochę więcej, niż teraz ;) ) siadałam, kupowałam zeszyt za 2zł, klej za 6zł i poświęcałam 4 godziny z życia na stworzenie czegoś oryginalnego, co służyło mi za kalendarz. Większość tych "drogocennych" kalendarzy była również nieciekawa i szara, a ja swój kalendarzowy zeszyt ozdabiałam rysunkami, wycinkami z gazet i innymi pierdołami. Tym razem z powodu braku laku, siły i chęci postanowiłam kupić sobie kalendarz. Był on niezwykle tani, w porównaniu z wcześniej wspomnianymi (ok 28zł bez przesyłki) i ma w środku urocze obrazki lisków, które zawsze mogę pokolorować. Opowiada mi również układ tygodni i miejsca na notatki, więc wychodzi na to, że jest to mój pierwszy w życiu zakupiony kalendarz, ale taki..porządny :)
Polecam Wam kalendarz z edycji Lisie Sprawy

To chyba tyle z mojego tygodnia przesyłek. Miło tak było, gdy pod moim domem stawali różni kurierzy czy listonosze i chcieli rozmawiać właśnie ZE MNĄ :D

 Stay shine and blessed!
2

Ibrahim Maalouf - Pouh Hia

0

Wyciągnij marzenia

Czyli coś, co robię ja.
Siadasz, robisz Bucket List i działasz.
Czuj, ze żyjesz. Inspiruj się. Żyj!
Loesje polecam
0

POLECAM: 5 rzeczy, których ludzie żałują w ostatnim dniu swojego życia

Tutaj macie link do bardzo fajnego artykułu. Mam nadzieję, że nigdy nie przestanę się rozwijać i spełniać swoje marzenia. Bo to chyba coś, co każdego z nas napędza.
0

Trzy piękne!

Boże relacje są super. Pięknie tak się wzajemnie uczyć od siebie i budować :)
0

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.