Ostatnimi czasy


Ostatnimi czasy miewam brak czasu. Oprócz tego, że czas ma tylko Bóg, to z pewnością nie mam go ja. Zadania się nawarstwiają, ja lubię sobie wymyślać coraz to nowsze. Kiedy wydaje mi się, że już prawie coś sama ogarnęłam od początku do końca to okazuje się, że jeszcze nie zrobiłam z tysiąc rzeczy z tym związanych.
 Nie piszę jednak tego posta, aby Wam się żalić. Ostatnio dość szybko nauczyłam się metody - nie rozmawiajmy o problemach, tylko o ich rozwiązaniach. Narzekanie generuje złe myśli, a ja niekoniecznie chcę przechowywać je w swojej głowie.
 Żeby nie było, że próżnuję w swoich odkryciach życiowych, w inspirowaniu się czy robieniu niektórych rzeczy po raz pierwszy to muszę Wam się pochwalić, że właśnie NIE próżnuję :D
 Na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy, na przykład, po raz pierwszy tak mocno płakałam (a można popłakiwać słabo..), że spłynął mi cały makijaż (lub to, co makijażem zwykłam nazywać :D). Naprawdę! Do tego stopnia, że dopłynął również jedną stróżką za biustonosz..
 Następną rzeczą jest to, że po raz pierwszy "pracowałam" jako szatniarka. I to jeszcze pobierałam za to pieniądze (bo kazali). Robiłam to w zamian za wstęp na bardzo fantastyczny koncert i nie żałuję. Otóż, uważam, że praca w szatni to doskonały materiał badawczy dla psychologów. To, że oni jeszcze tam nie stoją i nie robią badań to ich wielki błąd! Ludzie są przeróżni, a jak ja to zazwyczaj określam - zabawni :)
Nauczyłam się też robić omleta. I ostatnio dość mocno się w tym trenuję. Moja mama zawsze powtarzała, że ona nie potrafi robić naleśników ani omleta, i nigdy się nie nauczy, i że to rodzinne. Chcąc, nie chcąc, uwierzyłam w to i za każdym razem, gdy robiłam omleta nie wytrzymywałam i merdałam w tej mieszance widelcem, czyniąc z tego jajecznicę. Kiedy tą smutną nie-umiejętnością podzieliłam się z moją "szefową" (:D) to powiedziała mi, że to wierutne kłamstwo, że tego da się nauczyć, a wszystko zależy od patelni. Już myślałam, że jestem stracona i odziedziczyłam to w spadku po damskiej linii rodziny. Już skazałam siebie na wieczne robienie jajecznicy i schabowego (taki tam żarcik), a tutaj proszę! Trochę wiary we mnie, zachęta i wyszło. Prawdopodobnie do dzisiaj mam zdjęcie pierwszego mojego omleta na telefonie. Nie podzielę się jednak z nim (omlet już dawno zjedzony!), bo to zdjęcie nie wygląda apetycznie (bo z telefonu..). No nieważne. Wyszło i trenuję się. I jestem dumna.
 Kolejną rzeczą, do której mogłabym się przyznać jest zakupienie porządnego stanika. I może zaraz będzie, że wkraczam na śliskie tematy, i że czemu taka prywata. To może się zapytam - chyba też, drogie dziewczę, przeżywałaś kupno pierwszego dopasowanego stanika? Ja z potrzeby wyglądania jak człowiek w końcu się zaopatrzyłam w takowe. Sportowe topy są super, jednak kobiecość wygrywa.
 Odkryłam w sobie Dar Ducha Świętego. I uczę się go rozpoznawać i słuchać głosu Bożego.
 Coś jeszcze? Chodzę dużo na koncerty. I nie mam tylko na myśli Gospel Joy ;)
Moja nieobecność wynika z ilości pracy. I nie widzę, aby miało być lżej. Dlatego wybaczcie. Póki co, staram się żyć na bieżąco. I różnie to wychodzi.
Chociaż muzyka pozostaje bez zmian :)

Stay shine and blessed :)

PS
niemożliwe aż, że napisanie tego posta przyszło mi tak łatwo!
zdjęcie z koncertu Lady Pank podczas LuxFestu2016. Byłam razem z mamą i był czad :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.