100 rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim gdziekolwiek pojedziesz - część VII

aura zaczęła sprzyjać podróżom, więc i ja zamieszczam ciąg dalszy :)

61) Nie bierz jednej pary butów - a jak przemokną?

Buty to dla mnie wciąż mały problem - ile i jakie. Optymalna liczba to dwie pary i to takie wygodne, w których ostatecznie, gdyby zaszła taka potrzeba, chodziłbyś, nawet, gdyby ta druga zaginęła/zepsuła się/zamokła. Obuwie wygodne czy dobrze zabudowane? Lekkie czy przewiewne? Nie wiadomo co nas spotka. Ponieważ japonki są ultralekkie i sprawdzają się dla mnie wszędzie, to są moją ekstra parą. Tak to trampki plus sandały? To naprawdę zależy od tego, gdzie jadę. Jedno wiem na pewno - muszą być sprawdzone i wychodzone przeze mnie. Ewentualne zażalenia będę mogła kierować tylko do siebie ;)

62) Jeżeli czujesz, że potrzebujesz snu to go uzupełnij!

Zaskakujące, ale prawdziwe ;) Chociażby się paliło i waliło bądź wypoczętym podróżnikiem. Mi osobiście czasami wystarczy, że sobie poleżę i po prostu odpocznę. Nic tak nie regeneruje, jak sen. Nie alkohol, nie jedzenie, nie dzikie harce do wczesnego ranka - najzwyklejszy zdrowy sen :)



63) Oprócz ubrań weź też jakieś dodatki - kolczyki, bransoletki, pierścionki.

Osobiście nie czuję presji w tym kierunku. Szkoda mi ich trochę brać - a jak się zgubią? Mogę tylko się domyślać, że nawet jeżeli nie czułabyś się w pełni kobieco w brudnej sukience czy spódnice, to takie dodatki zrobią swoje ;) A pierścionek.. sam pierścionek się przyda - w niektórych krajach może to być jedyny ratunek przed natrętnymi kochasiami ;)

64) Jeżeli będziesz pływać w rzece lub jeziorze - weź gumowe buty. 

Mogę to potwierdzić co do wybrzeża chorwackiego - i plaża, i dno usiane są kamieniami, a w wodzie pomiędzy nimi kryją się jeżowce - małe, czarne i niepozorne zwierzątka, które kolcami mogą wyrządzić krzywdę stopie. Chyba nie chcesz spędzać wakacji w szpitalu bądź z nogą w opatrunku? Czasami też, ilość śmieci pływających w takich miejscach, może Cię zaskoczyć. Mi osobiście wyobraźnia się rozkręca w momencie, gdy smyra mnie jakiś glon pod wodą.. Szkoda trochę tracić miejsce na takie buty, jeżeli jednak wiesz, że nie będziesz wskakiwać do takich miejsc, to odpuść sobie. Za granicą, przy większych zbiornikach będziesz mógł kupić buty na miejscu :)

65) Przed wyjazdem spakuję się przed wyjściem na imprezę i wypiciem jakiegokolwiek alkoholu.

Można to zrozumieć na dwa sposoby - wyjeżdżasz gdzieś i przed wyjazdem idziesz na imprezę mocno zakrapianą. Nie wiadomo ile będziesz z niej pamiętał, a tym bardziej tego w jaki sposób znalazłeś się w swoim łóżku. Warto zaoszczędzić ten poranny czas i nie zastanawiać się czy aby na pewno wszystko wziąłeś.
Drugim sposobem jest to wszystko co powyżej, ale w odniesieniu do zmiany hostelu - czyli jedziesz w swojej podróży dalej, ale chcesz spędzić czas z poznanymi ziomkami w hostelu. Spakuj się przed. Będziesz sobie później dziękować ;)
/ah, ale się rozmarzyłam, że gdzieś tam właśnie ludzie siedzą w hostelu i podróżują../

66) Weź ze sobą adapter do kontaktu!

Jeżeli jeździsz z kraju do kraju - weź tym bardziej. Jeżeli nie zgłębiałeś wcześniej tajników specyfikacji danego kraju i z góry założyłeś, że wszystko wszędzie jest już takie same, to możesz się bardzo zaskoczyć. Jeżeli jednak podróżujesz tylko do jednego kraju, to sprawdź wcześniej, czy naładujesz sobie telefon bez problemu ;)

67) Zawsze zarezerwuj sobie pierwszy nocleg w danym mieście.

No chyba, że jesteś "hardkorem" i stawiasz odważne kroki wiary idąc na żywioł. Jeżeli marzy Ci się, że na miejscu poznasz kogoś, kto Cię przygarnie za darmochę do siebie i w ogóle będzie cacy - to nie wiem czego się naoglądałeś albo kogo się nasłuchałeś. Owszem, może Ci się to przydarzyć, ale nie bierz tego za pewniaka. Zawsze, w takim wypadku, można rezerwację cofnąć, a /jeżeli była/ opłatę rezerwacyjną przeboleć. Moje doświadczenie /małe, własne, ale ciasne/ żałuje, że czasami nie miałam gotowych noclegów. Czasami już prawie wybierałam nocleg w jakimś parku, gdy Bóg mi błogosławił. Ilość stresu przeżytego wtedy nie była najlepszą częścią podróży, dlatego zachęcam do rezerwacji - w szczególności, gdy nie masz zamiaru tak szybko opuszczać miejsce zwiedzania.



68) Nie musisz wysyłać pocztówki w kopercie - i tak zaginie.

Nigdy bym nie wpadła, że można wysłać pocztówkę w kopercie. Bo co, inni przeczytają? Jak ma dotrzeć, to dotrze, a mało jest przypadków, że nie dociera. Ja się wycwaniłam jeszcze bardziej i wysyłam je z Polski do ludzi, którzy ich oczekują :) Koszt znaczka w Polsce mniej boli.

69) Sprawdź ile alkoholu i papierosów możesz przewieźć.

Dotyczy się pewnie tych, co chcą przywieźć takie pamiątki i przejeżdżają przez granice, gdzie nie ma strefy Schengen. 

70) Lecisz samolotem? Sprawdź jakim autobusem dojedziesz z lotniska do centrum.

BARDZO WAŻNY PUNKT. Będziesz sobie później dziękować. Sprawdź najlepiej każdą opcję, jaka istnieje - te cholerne autobusy czy dojazdy potrafią być szalenie drogie. W szczególności, gdy dane lotnisko, z nazwą miasta, od tego miasta znajduje się jedyne 100km. Zrób wszystko, co możesz, aby dowiedzieć się, jak dostaniesz się do miasta. Naprawdę.



to chyba na tyle
już tak dawno nie podróżowałam, że zapomniałam jak to się robi :P
obym wkrótce to nadrobiła ;)
0

kiedy samotność tyłek ściska



Zauroczenie. Zakochanie. Miłość. Związek dwóch osób. Radość. Trzymanie za ręce. Przytulanie się. Całowanie. Małżeństwo. Dzieci. Endorfiny. Szczęście. Spełnienie. Koniec samotności. Wspólna droga.



Ugh, jak wiele osób desperacko czeka na spełnienie się tego wszystkiego. Jak wiele osób desperacko szuka miłości w każdej dziedzinie swojego życia. Dlaczego to jest takie ważne, że wszyscy skupieni są wyłącznie na tym? Czemu skupieni pozostajemy na tym, że dopiero, gdy TO osiągniemy, będziemy szczęśliwi? Czemu rozglądamy się tak uparcie za przyszłością?

Drogie Panny. Drodzy Kawalerzy. Wszyscy, którzy jesteście teraz „singlami”. To nie tak. Czy coś jest z Waszym życiem TERAZ nie tak, że trwacie w ciągłym oczekiwaniu na wymarzoną przyszłość? /odpowiedź „jestem sama/sam” jest odpowiedzią kupą. Lepiej ją zostaw dla siebie/

Stwierdzicie pewnie, że mam teraz zaburzony obraz patrzenia, bo „poszczęściło mi się” i znajduję się w tym cudownym stanie nirwany, zwanym związkiem. Też nie.

Nie doceniacie tego czasu, który teraz macie. Ani trochę. Skąd to wiem? BO BYŁAM W TYM MIEJSCU. Gwoli przypomnienia – każdy, kto jest teraz w parze/związku/małżeństwie, kiedyś też był SAM. Tak! Nigdy nie słyszałam o kimś, kto się urodził z obrączką na ręce!

Ludzie podświadomie nie lubią momentów, kiedy jest trudno i szukają prostszych rozwiązań. Związek nie jest prostszym rozwiązaniem. Może Wam się wydawać, że gdy dodacie do tego całą tę burzę hormonów i emocji, to ukaże się wymarzony Eden. Może i tak, ale i tak na chwilę. 

Bycie singlem jest.. najfajniejszym czasem ever. Bycie singlem jest.. Najłatwiejszym, najprostszym i najpiękniejszym czasem ever. Pluję sobie w brodę, że nie wykorzystałam go w pełni i idąc za światowymi pragnieniami i rządzami próbowałam wepchnąć siebie samą w jakieś śmieszne relacjo-związki. Broń Was, Panie Boże. 


Wasze „pojedyncze” życie ma ogromny potencjał. Wasze „samotne” życie ma wachlarz możliwości. Problem stwarzacie sobie sami. Jesteście ośrodkiem Waszych problemów, które zaczynają się w Waszej głowie. Nie czyjejś. Nie mojej. Tylko Twojej. Jak się posadzisz na kanapie przez telewizorem/laptopem do smutnego filmu, po którym jeszcze Ci smutniej, to nie mów mi, że jam Ci to uczyniła albo sąsiad zza ściany. Dobra, to był słaby przykład. Idźmy dalej.

Jeżeli siedzicie i zamartwiacie się, czy aby na pewno kosmos/wszechświat/a-może-Bóg (odpowiedź: Bóg. Sprawdzone info) dla mnie kogoś na starość przewidział, to marnujesz swoje życie. Tak. Możesz się ze mną nie zgodzić, ale ja w kontrze zadam Ci pytanie. Czujesz, że dzięki Twoim zmartwieniom rośniesz w siłę? Czujesz, że żyjesz pełnią życia dzięki nim? Spokojnie, nie obrażę się, gdy teraz przyznasz mi rację.

Byłam w tym miejscu. Narzekałam. Płakałam. Błagałam. Szukałam. Biegałam za facetami. I miałam siebie samej dość. Męczyłam się. Nie miałam do siebie szacunku. Nie rosłam w siłę, a wręcz ukrywałam swoją wartość przed światem. 

Przyszedł do mojego życia Bóg i powiedział „jesteś wolna od tego”. Ale wolna od czego?
Jestem wolna od presji społeczeństwa, która wmawia nam, że nadrzędnie potrzebuję partnera. Świat się skończy, jeżeli jeszcze nanosekundę będziesz sam/sama. Bez partnera jesteś niepełną osobą i w ogóle jak śmiesz chodzić w takim stanie po ulicy.

A ja chodziłam. Wolna od tego. Bóg dał mi wolność i rozpoczął naukę. Chciałabym się nią z Wami podzielić. 



Nie wiem, czy wiecie, ale nie żyjesz tutaj na ziemi, aby żyć w związku. Tak, to prawda. To nie jest główny cel Twojego życia. Ja wiem, że macie ogromne i niegasnące pragnienie zwane „ZWIĄZEK”. Prawie każdy je ma. 

Zostaliśmy stworzeni przez Boga i dla Boga. Jeżeli zaczniesz od tego, to wszystko inne zaczyna się układać. Za tym idzie kolejna informacja, że nasz ziemski czas, jest innym od Bożego czasu i.. Bóg dotrzymuje obietnic oraz błogosławi w najodpowiedniejszym DLA NIEGO momencie. Nie dla mnie. Dla Niego. Kwestia zaufania Bogu.

Dobra, skoro jestem wciąż sama, to co to znaczy? Coś ze mną jest nie tak? Możliwe /bez obrazy!/. każdy z nas niesie jakiś bagaż emocjonalny. Bóg wciąż przede mną odkrywa, że WSZYSTKO, ale absolutnie WSZYSTKO potrzebuje czasu. Przeprowadzenie Cię w taki sposób, abyś był/była gotowy do związku może zająć absolutnie różny czas. U każdego inny. Ale to są już poboczne szczegóły. 

W takim razie co macie robić podczas tego czasu, skoro to nie jest jeszcze TEN czas? Żyjcie. Żyjcie pełnią życia. Zróbcie Bucket List i wyznaczajcie sobie cele. Podróżujcie. Czytajcie Pismo i książki. Zawierajcie relacje. Angażujcie się w wolontariaty, które nie tylko rozwiną Wasze talenty, ale również przyozdobią świat.



Zawiedzeni pewnie jesteście. Nie ma niestety żadnej złotej reguły, która by sprawiła, że za tydzień będziesz w związku. Jeżeli teraz nie jesteś i nie będziesz za tydzień, to Bóg tego dla Ciebie nie chce. Nie wiem, czy wiecie, ale On chce dla nas jak najlepiej.

Jeżeli spotkam na swej drodze kogokolwiek, kto siedzi na dupsku, narzeka na brak partnera i marnuje swój cenny czas, to.. Przełożę przez kolano i /jak to powiedziała ostatnio Marta/ będę patrzeć jak puchnie :P

Tylko teraz macie czas i SIŁĘ, aby dokonać niesamowitych rzeczy, które dadzą świadectwo Wam samym oraz całemu światu. Teraz. Nie dopiero jutro, czy za tydzień. A już na pewno nie w związku. Związek to totalnie inna para kaloszy.. Twoje ewidentnie jeszcze są Ci za duże :)

Jeżeli wierzycie w to, że Bóg faktycznie ma dla Was same dobre rzeczy, to powinniście wywnioskować również to, że przyjdzie czas, że znajdziecie swojego drugiego kalosza i tym razem będzie to piękna para :) 

Jaki będzie Wasz następny krok? Co zrobicie za chwilę dla siebie? Co zrobicie dla innych? Pragnę tylko przypomnieć, że przewijając facebooka nie rozwijasz siebie :)

Uśmiecham się do Was wszystkich

I pragnę sprostować myśl, która mogła zrodzić się Wam podczas czytania tego wpisu: w związku jest fajnie :) Ale INACZEJ :)

Mówię to ja, zajęta Koossa od 15 dni :D
nie, to nie ja z lubym :D

/tekst autoryzowany przez Lubego/
1

Translate

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.